Przez wiekszosc czesc tygodnia goscilismy jeszcze Filipa z Magda. Pelno planszowek i niedosypiania po nich oraz ogromne porcje quizow. Wyjechali sami w srode i przyprawili siebie i nas o troche stresa, bo najpierw spoznili sie na autokar, kolejny nie przyjechal, ale na szczescie dojechali na czas i blyskawicznie przeszli przez cale lotnisko.
W poniedzialek odwiedzil nas mily Pan zeby sprawdzic, czy rodzinka szczurow to juz wszystkie, czy jednak nie. Znalazl wielka dziure pod szafka, podpowiedzial pare rzeczy i ma przyjsc w kolejny poniedzialek zobaczyc, czy nieproszeni goscie sie juz wyniesli. Od czasu wizyty nie zlapalismy ani jednego, a i cicho sie w mieszkaniu zrobilo – wiec moze?
We wtorek zlozylismy tytulowe wypowiedzenie. Zaproponowalismy date zakonczenia umowy na 16 grudnia, ale niestety zgodnie z konktraktem musimy ja trzymac do 2 stycznia, chyba, ze uda sie znalezc kogos na nasze miejsce. Sie zobaczy, ale jestesmy przygotowani na oplacenie calego miesiaca. Wyprowadzic sie i tak wyprowadzimy. W miedzyczasie mojego wypowiadania, Gosia zabrala gosci do Greenwich, gdzie Filip sam ogladal muzeum morskie (zazdroszcze), a dziewczyny sobie plotkowaly (nie zazdroszcze).
W srode zaczal szwankowac ekspres do kawy i to tak powaznie. Juz wczesniej mial swoje humory, ale skonczylo sie na zadaniu naprawy w piatek wieczorem. I teraz mamy gore kapsulek, a ekspres bedzie za jakies 2 tygodnie…
Weekend rozpoczal sie od wyprawy do Kingston, bom zarosl. Wrocilem lzejszy na glowie, Gosia troszke tez, ale bardziej w portfelu. Kupilismy tez pare akcesoriow na Haloween, zeby sie wtopic w tlum w sobote. Wieczorem kolejne quizowanie w ktorym pare razy zona mnie pokonala. Brawo zona!
Zakonczyl sie natomiast standardowym spacerkiem do Kew i chwytaniem ostatnich promieni slonecznych oraz wieczorna rozmowa z rodzicami podczas ktorej potwierdzilismy nasze podejrzenia – bedziemy wujkami. Po staraniach Milosz z Ola spodziewaja sie potomka. Ciekawe kiedy nam powiedza?
Category: Dzienniki Londynskie
-
Wypowiadamy
-
Jednak szczur.
W poniedzialek w nocy Gosia znowu sie obudzila na halasy kuchenne i poszla to sprawdzic. Spanikowala, kiedy zobaczyla cos duzego i nastepnego dnia wykupila 2 rodzaje trutek na szczury, lapki i cos tam jeszcze. No i we wtorek zlapalismy tate szczura. Trochesmy sie zmartwili, napisali do wlasciciela i bali sie co to bedzie jak do nas Filip z Magda przyjada…
No i przyjechali. Magde poznalismy pierwszy raz. Calkiem mila i strasznie szczupla. O szczurach im nie powiedzielismy, bo mogl byc tylko jeden? Nie byl. W nocy zlapalismy mame szczura (bo mniejszy). Troche nas kosztowalo zachodu z zacieraniem sladow pulapkowej zdobyczy, zeby nie psuc im pierwszej nocy u nas – ale w koncu rano sie przyznalismy. Reakcje mieli znacznie lepsza niz bysmy sie spodziewali, nawet nie chcieli zamieniac sie lozkami. Widac w Warszawie szczury to nie problem :P.
W piatek my do pracy, a oni sami zrobili sobie przebiezke po Londynie, niezbyt tradycyjna bo przede wszystkim Hyde Park, zahaczyli o Paddington, Notting Hill. Z takich typowych atrakcji to zobaczyli jedynie palac. No i London Eye z widoku palacu. Wieczorem my zabralismy sie na siatke,a Gosia wybrala sie na babski wieczor z Chantelle i Ellen. Wszyscy sie mocno zmeczylismy. Kiedy wrocilismy do domu zjedlismy resztki lazanii (odrobine przypalonej i przesolonej) i czekajac na powrot zony gralismy w Splendor. Nie doczekalismy sie, ale niedlugo po tym jak sie polozylismy przypelzlo do domu cos chichrajacego sie. Ale ciiii.

Rano okazalo sie, ze zlapalismy dziecko szczura… Na ciezkim kacu (znaczy nie wszyscy :) ) ruszylismy do Marylebone szukac Moriartego. Gra miejska z lazeniem po Londynie i zagadkami. Swietna zabawa. Wygralismy, pobawilismy sie i nawet trafilismy do muzeum ktorgo wczesniej nie widzielismy. A super, przepiekne wnetrza i ogromna kolekcja roznych zbroi, mieczy i innych broni.
Po powrocie, jako ze mocno zmeczeni sprobowalismy nowej gry konsolowej – It’s quiz time. Teleturniej do 8 graczy! Swietna zabawa, ogromna ilosc pytan kategorii, calkiem fajne konkurencje. Gdyby tak tylko pytania byly po Polsku…
Dzisiaj White Cliffs of Dover. Wsiedlismy w samochod i pojechalismy nad morze ogladac klify. Bedzie kolejny filmik – jesli tyko nie zniknie tak jak ten swiateczny :/ A teraz siedzimy nad kolejnymi zagadkami. Jedna z gier ktore przywiezli sa zagadki detektywistyczne. Ciekawa gra wymagajaca ogromnego skupienia, notatek i pomyslunku, zeby prawidlowo rozwiazac sprawy kryminalne. Kolejnego szczura nie zlapalismy, wiec chyba mamy juz cala rodzinke.
Dalej uczymy sie wloskiego. -
Mysz, szczur czy inne licho
Cos nam sie chyba w mieszkaniu zaleglo i nas straszy. Znaczy przede wszystkim Gosie, bo ja przesypiam wiekszosc halasow. Ale takie nie wiadomo co, ani nie za bardzo wiadomo gdzie… Mamy nadzieje, ze mysz ale obawiamy sie ze szczur, bo strasznie glosno halasuje. Nie wiemy tez za bardzo gdzie – obstawiamy szafke pod zlewem, bo dziury i raz znalezlismy obgryzione worki foliowe. Ustawilismy pulapke na myszy, ale na razie sie nie zlapalo. I tak naprawde to nie wiadomo czy to na pewno w szafce, bo moze siedziec pod podloga i tam halasowac…
I my to jeszcze bysmy sie przyzwyczaili pewnie ale najgorsze, ze sie gosci spodziewamy… ciekawe jak sie wyspia ;)Korzystajac z szybciej zapadajacych wieczorow usiedlismy tez do porzadkowania zdjec. Idzie jak po grudzie, wczoraj spedzilismy chyba ze trzy godziny sortujac zdjecia weselne. Pocieszajace jest to, ze to byl jedyny tak wielki album. I nawet powolutku ide do przodu z filmikami. Ciekawe na ile zapalu wystarczy.
Natomiast na razie zapalu wystarcza na wloski i codziennie oboje spedzamy kilkanascie minut na nauce. Ale to pewnie jeszcze za krotko, zeby cokolwiek o tym powiedziec.
-
We are the champions!
Domi razem z Patrycja po kolejnym poniedzialkowym intensywnym zwiedzaniu (Greenwich i Notting Hill) we wtorek wrocily szczesliwie do Polski. Okazalo sie, ze zapewnilismy dziewczynom jedna z najlepszych wycieczek w ich zyciu. Widac lubia chodzic… :)
W srode zalozylem wypozyczony smoking i pojechalem do centrum na gale nagrod Ecommerce. Razem w ludzmi z firmy i Jamesem i Bea z Boodles poszlismy tam bez wiekszego nastawienia na wygrana… I bylismy bardzo zaskoczeni kiedy to wlasnie nas wyczytano! Okazalo sie, ze Boodles zostalo zwyciezca w kategorii najlepszy start/restart sklepu internetowego! No to sobie zjedlismy, wypilismy szampana, posluchalismy jak ludzie spiewaja karaoke i zmylismy do domu z poczuciem dobrze spelnionego obowiazku.
W piatek rano pojechalem do lekarza w zwiazku z mozliwoscia podwyzszonego cisnienia. Nie mam podwyzszonego cisnienia (chyba, ze patrzac na zdjecie zony z tapety komorki ktorym nawet doktor sie bardzo zainteresowal). Wieczorem natomiast kolejne planszowki. Michael i Ellen znowu sie wypieli i na dwa dni przed sie okazalo ze jednak nie moga byc. Na szczescie Jason i Chantelle dalej chcieli, a Daniel okazal sie nawet bardziej niz chetny zeby do nas dolaczyc. Pogralismy w eksplodujace kotki (tu niestety nie dalo sie chyba okreslic kto jest zwyciezca), ale pozniej korzystajac z okazji tylko 5 graczu odswiezylismy Cyklady. Nie chwalac sie to ja wygralem. W koncu!
W sobotnie popoludnie korzystajac z ladnej pogody i sloneczka poszlismy na spacer do Kew Gardens. Pochodzilismy, pozachwycalismy sie przyroda i wrocilismy do domu przejadac jedzenie ktore zostalo z piatku.
Niedziela to kolejny spacerek i znowu wyladowalismy w Kew Gardens – tym razem poogladalismy palac i kuchnie krolewskie. Sie zylo im… A wieczorem final Mistrzostw Swiata w siatkowce. Jakos przegapilismy pozostale mecze, no ale final trzeba bylo obejrzec. Wygrana Polakow!!!
A jeszcze tylko wspomne, ze zona jest dziamdziak bo sie poparzyla w najglupszy mozliwy sposob No pewnie jakis glupszy tez daloby sie wymyslec, ale jej jest na pewno w top 10. I zaczelismy sie uczyc wloskiego (ale tylko przez Duolingo – ciekawe jak dlugo)

