Category: Dzienniki Londynskie

  • Pociagi, samoloty, autobusy – jeden chuj

    Wszystko sie spoznia. Jednemu zimno, drugiego mgliscie, trzeciemu nawet nie wiadomo, ale dojazdy do pracy pociagami codziennie praktycznie sa poopozniane, a na dzisiejszy lot do Polski czekalismy ponad 2 godziny. O tyle dobrze, ze rodzice juz w sobote pojechali do Warszawy, wiec na spokojnie czekali na nas u wujka Przemka a nie na lotnisku.

    O wtorku nie pisze, bo to nie moja wina. Jak zona chce, niech pisze. No najlepiej :P Twoja, bos nie chcial miec review i tym samym nie dales mi 3,5h wiecej pracy :P 

    W nocy ze srody na czwartek miala miejsce premiera nowych Gwiezdnych Wojen: Rogue One (wole angielski tytul…). Razem z Gosia bylismy na premierowym seansie, do domu wrocilismy o 3 nad ranem. Czwartek byl dniem mocno zmeczonym. Ja na kawie i red bullu, Gosia podsypiajac razem z dzieciakiem.

    W sobote oprocz pakowania zostalismy zaskoczeni przesylka. Okazalo sie, ze wlasciciele mieszkania wyslali nam prezent gwiazdkowy w postaci 6 buletek wina. Stworzyli tym samym precedens – no i my musielismy im od razu cos kupic: szampana i bukiet kwiatow.

    No, a dzisiejszy dzien to juz standardowo jak to przyjazd do Warszawy – caly w podrozy.  Zajechalismy po drodze odwiedzic dziadkow i ciocie Tereske (i zjesc obiad), a pozniej szybka podroz do domu.

  • Prezenty

    Doroslosc to jednak niefajna sprawa. Dzieciakiem jak sie bylo to sie czekalo na prezenty tylko, teraz fortune wydajemy. I to nie tylko Gosia ktorej zapedy prezentowe musze hamowac zeby nie kupowala ich wszystkim, ale i ja… No nic, taki to czas.

    Dni nam mijaly na prezentach i pracy przede wszystkim. Gosia sie myje po farbowaniu, a ja mam pomrocznosc jasna i nic nie pamietam – oprocz piatku.

    W piatek mielismy swiateczna impreze firmowa. Prace skonczylismy o 12, roczne completions, drinki i jedzienie, tajemniczy mikolaj, pozniej obiad w knajpie i znacznie wiecej drinkow. Ja odpowiedzialnie wrocilem razem z zona do domu kolo 9 wieczorem (kiedy ona wracala z pracy), chlopaki wrocili duzo pozniej…kamilowe

    W sobote korzystajac z wolnej chaty wybralismy sie natomiast do klubu potanczyc.

    Niedziela juz standardowo cwiczenia + siatkowka. I trzeba spac, bo jutro do pracy na osma…

    Maz jak zwykle tylko piatki pamieta :P w sumie to dobrze, ze przynajmniej pamieta :P a warto wspomniec, ze we wtorek byly mikolajki i od tego dnia w  mieszkaniu cieszy oko juz po raz trzeci nasza pikna, choc sztuczna – choineczka :)

  • Coraz blizej swieta

    Oficjalnie wkroczylismy w okres swiateczny. Filmy swiateczne w telewizji, muzyka swiateczna w biurze, imprezy swiateczne w toku i przygotowaniach, niedzielne korki na drogach – m-a-s-a-k-r-a.

    Wiec w poniedzialek Gosia na chorobowym probowala sie leczyc z chorobska weekendowego. Udalo jej sie to o tyle, ze we wtorek spedzila 14 godzin w pracy. Ale chrycha ciagle… W zwiazku z jej dlugimi godzinami ja musialem porobic troche w domu. Poprasowalem kosmicznym zelazkiem, gotowalem i w ogole calkiem niezlym mezem chyba bylem. I caly czas jestes :)

    W srode mielismy zaplanowana wizyte inzyniera z British Gas, ktory musial odnowic jakis certyfikat gazowy. Ze wzgledu na godziny musielismy sie zgodzic, zeby troche czasu poczekala  na niego wlascicielka mieszkania. Na szczescie nasze prowizoryczne naprawy podlogi i ogolny porzadek sprawily, ze dostalismy podziekowania za dobra opieke nad mieszkaniem. A certyfikat zalatwilismy bez problemow.

    W piatek natomiast zorganizowalismy mieszkanowa impreze swiateczna. Zaczelismy w 6 w mieszkaniu z szybka dostawa imprezowego zarcia, pozniej przenieslismy sie do swietnego pubu Four thieves z calym pokojem gier – VR, zdalnie sterowane wyscigi samochodowe, mini golf, stare maszyny do gier. Super miejsce. A na koniec przenieslismy sie do klubu The Swan. Podobno straszny, ale otwarty dlugo i Gosi bardzo podobal sie snieg wytwarzany z piany. I impreza byla calkiem ok, wrocilismy ostatni kolo 4 nad ranej do domu. Z tego wzgledu w sobote w zasadzie nie ruszylismy sie z lozka. 15327552_1305880306130101_488767190_n15356818_1305881276130004_2007881415_nshares-58d83d86-7f3c-42d0-8e31-1d6f9d9efec0shares-149cfccb-e736-4915-8108-692a0c99ee48

    Dzisiaj natomiast ruszylismy sie na zakupy, czego bardzo szybko pozalowalem. Gosia kupila jakies prezenty dla dzieci, kartke dla Ani i bluzeczke i sukienke. Ciekawe kiedy zalozy, bo do tej pory na imprezy zakladala w zasadzie jedna… Zakupy odrobine sie przedluzyly, a powrot do domu przedluzyl sie jeszcze bardziej. Droga ktora na piechote da sie zrobic w pol godziny my autobusem jechalismy prawie godzine… Na szczescie na siatke z niewielkim spoznieniem udalo mi sie dotrzec.

    A po siatce nadeszla pora na podlizywanie sie Mattowe, zorganizowal nam kolacje meksykanska. I wyszlo mu to znacznie lepiej niz jakiekolwiek desery – naprawde smaczne.15301290_1305882679463197_283043978_n

  • Winter Wonderland

    I kolejny tydzien i kolejne dziecko. We wtorek Ani urodzila sie Hania. Podobno jak mamusia, z niewielkimi zawirowaniami  pojawila sie na swiecie i jak zwykle Gosi wlaczylo sie ze ona tez tak chce.

    15216178_1296942607023871_1345776948_o

    W srode Gosia dostala wolne co nie przeszkodzilo jej wyrobic wiecej godzin w tygodniu ode mnie i zarobic slicznej sumki. Umozliwilo jej to 13 godzin spedzonych w czwartek, po ktorych wrocila calkiem wykonczona.

    Od piatku zaczal sie szal zakupowy – Czarny Piatek spowodowal ze wszyscy zaczelismy na potege wydawac kase. Mieszkanie powiekszylo sie o nowa konsole do gier, Gosia zazyczyla sobie nowego zelazka i obieraczki do ananasow i czegos na rzesy i dzisiaj jeszcze nowych sukienek.

    A sobote zaczelismy od wakacji. Juz wczesniej chyba wspominalem, ze Gosia na moje trzydzieste urodziny zaproponowala wyjazd w cieple kraje. Wymarzyla sobie Malediwy, ale te niestety odpadly ze wzgledu cenowych (5 tysiecy funtow za tydzien pobytu nie wliczajac lotow to jednak majatek). I w sobote udalo sie zarezerwowac wakacje na wyspach kanaryjskich. Blizej, taniej i do tego europejskie zwyczaje pozwola Gosi spokojnie chodzic po plazach topless :D

    Zakonczylismy natomiast sobote w londynskim Winter Wonderland – wielkim tematycznym parku rozrywki ktory co roku stawiany jest w Hyde Parku. Wybralismy sie w szostke – my z Gosia, Rich z Vicky i Matt z Katie (mozliwe, ze dziewczyna). Wypilismy morze grzanego wina, pojezdzilismy na kolejkach gorskich, posmialismy sie, zjedlismy i wrocilismy do domu. I plan byl, ze Gosia w rewanzu za zeszly tydzien ubierze sie w sukienke ktora miala i pojdziemy tanczyc, ale znow sie rozlozyla. Tym razem nie z powodu alkoholu, a choroby – cos ja dopadlo i cala niedziele spedzila pod kolderka w lozku. Matt spedzil caly dzien przed konsola. I tylko ja dosc aktywnie, bo pomachalem troche sztanga i jak zwykle wybralem sie na siatke. I dumnym z siebie, zeby tylko chociaz efekty bylo widac.15231592_1296940603690738_966591637_o15215900_1296940623690736_915053000_o