Category: Dzienniki Londynskie

  • Odzyskiwanie zaufania…

    Wolniutko i na razie pewnie nie tyle zaufania co bardziej ogolnej akceptacji. Mam nadzieje, ze jakos to odbuduje z czasem.

    A tymczasem od srody zaczelismy w koncu rozmawiac i normalniej zyc. Gosia wieczorem sie podpila winem podczas skypowania z Martyna, co moze przyczynilo sie do jej otwartosci na rozmowe ze mna i danie kolejnej szansy ale oprocz tego to nie dzialo sie chyba nic wartego wspomnienia. Ot normalne dni i normalny weekend.

    Ewentualnie o tym “normalnym” weekendzie w ktory sie moj chorobzdziel znowu rozlozyl majac na widoku pare dni wolnego. Zobaczymy jak sie bedzie czula jutro, plany sa ambitne na wyjscie kinowe.

  • Zawalilem…….

    Miniony tydzien uplynal pracowo do srody i urlopowo od czwartku, by ponownie cichaczem wybrac sie do Szczecina na rewizje piersi, ktora na pierwszej osobistej kontroli (bo do tej pory byly tylko mailowe) okazala sie byc niepotrzebna i zabieg zostal odwolany. Przesiedzilismy w mieszkaniu, bo na zewnatrz zimno i w sobote wrocilismy do domu. Same loty w obie strony przebiegly o czasie a powrot nawet o pol h szybciej. To, ze wydzieraly sie dzieci – jest czyms oczywistym. Bo przeciez zawsze w ktoras ze stron musi znalezc sie wiszczacy brzdac.

    Dodatkowo w sobote wieczorem zawalilem zaufanie Gosi na calej linii zupelnie.

    I na tym zakoncze.

     

  • Ciezka praca

    Normalnie o tej porze siadzialbym przy komputerze po siatkowce i kolacji piszac niedzielny wpis, a pozniej zbierajac sie do lozka, zeby wyspac sie przed poniedzialkiem. Niestety – to co pozniej bede robil, to praca. Dzisiaj wrzucamy jedna ze stron online i klient zazyczyl sobie zeby zostalo to zrobione przed 8 rano. Do wyboru bylo albo rozpoczecie o 5, albo o 23. No i sie zgodzilismy na nocke. Zeby chociaz wszystko poszlo bez problemow.

    Oprocz tego w ciagu tygodnia dzialo sie niewiele. Dalej cwiczymy, dalej zdrowo sie staramy odzywiac. Do kina sie wybralismy, w pracy tez sie bywalo.

    Ot, tylko dodatkowo kolejny wyjazd do Polski zarezerwowalismy. Gosia wymogla na mnie towarzyszenie jej na komunii jej chrzesniaczki. I tym sposobem jedziemy na pare dni do Polski i w czerwcu.

  • Tyyle wymiarow

    Bo az 4. W srode pierwszy raz wybralismy sie na nowa sale w kinie. Ruszajace sie fotele, wiatr, dym, woda. Efekty fajne, ale tylko na krotka mete. A sam film slabiutki.

    Gosia sie pochorowala w piatek z nie wiadomo za bardzo jakiego powodu. Wylezala w lozku caly dzien i pomoglo, bo w sobote juz zdrowa. Moze do pracy sie nie chcialo isc? Wlasnie, ze wiadomo… nie z lenistwa! a z grypy zoladkowej zlapanej od chorujacych po kolei Hallerow…

    W sobote juz za to na spacer chciala isc i zrobilismy kilka dobrych kilometrow okrazajac Tamize. Fajnie, chociaz troszke zimno.

    W niedziele kolejny raz Rich uraczyl nas pieczona obiadokolacja – tym razem zaserwowal wolowine ze standardowymi dodatkami. Jak zwykle dobre. Sie teraz zatanawiamy, czy nie wypadaloby sie odwdzieczyc i tez cos przygotowac wiekszego.

    W przyszlym tygodniu wisi nade mna wizja nocki w pracy – wypuszczamy projekt na serwery i klient nie chce tego robic w dzien.  Damy rade, chyba…