Category: Dzienniki Londynskie

  • I wrocili…

    Skonczyl nam sie tydzien wolnosci mieszkanowiej. Wykorzystany chyba calkiem niezle, pare kolacji przy swiecach, sporo seksu w salonie no i oprocz tego cisza i spokoj.

    W ciagu tygodnia jedyne co sie dzialo to dogadzanie mi przez zone – kolacyjki codziennie, pare razy szpilki. Czasem szkoda, ze czesciej nie ma takiego wolnego.

    Oprocz tego pare razy kino chyba, moja normalna praca, a weekend poszlismy do kosciola. Wyspowiadac sie przed swietami i weselem. Ciekawe jak dlugo wytrzymamy.

    Jak rowniez obkupilismy sie oboje w kreacje weselne :P

  • Wyjechali na wakacje

    Konczyc chyba nie trzeba? Bo mamy mieszkanie na caly tydzien tylko dla siebie! Rich na nartach z Vicky, a Matt “pracuje” w Dubaju.

    A u nas? W tygodniu nic ciekawego, praca, cwiczenia, kino, praca. Gosia tylko do czwartku, bo od piatku ma przymusowe dwutygodniowe wakacje z powodu ferii Oskara, tesciow i nie wiem czy czegos jeszcze.

    W piatek z racji wyjazdu z chlopakow i urodzin Richa kolejny raz znalezlismy sie w pubie na tancach i paru drinkach. Skonczylismy jednak dosc wczesnie, bo w sobote mialem zaplanowany turniej siatkowki – ktory wygralismy! Zaskoczenie bylo niesamowite, dla nas chyba najwieksze. W niedziele wrocilismy do kosciola z samego, swieta sie zblizaja, sluby sie zblizaja… czasem trzeba. A korzystajac z pieknej pogody do domu z Putney wrocilismy na piechote. Bardzo przyjemny spacerek okraszony goframi.

  • Siatka

    Gosia powiedziala, ze w tygodniu nic sie nie dzialo ciekawego oprocz tego, ze bylismy dwa razy w kinie. Raz na Life, thrillerze sci-fi ktory sprawil, ze Gosia sie obrzydzila i na Power Rangersach na ktorych czekala bardziej niz ja. I oba filmy calkiem, calkiem.

    No i dodatkowo standardowo siatka w niedziele i tym razem chyba bedzie wiecej siatki. Cisel spytala, czy nie chcialbym zagrac z druzyna ktorej brakuje graczy w sobote w jakims turnieju, a do tego od kwietnia startuje jakas liga siatkowkowa i tez sie zapisalem. Takze bedzie wiecej gry.

    I jeszcze tylko wspomne o aktywnosci rowerowej, a raczej jej braku. Ja co prawda ambitne plany mam, zeby znowu zaczac jezdzic do pracy, ale Gosi rower sprzedajemy. Na szczescie tylko po to, zeby kupic troche bardziej odpowiedni do dystansow, zeby kolejnej dluzszej wycieczki nie musiala naginac na rowerku miejskim. No zobaczymy co to bedzie.

  • Bestia

    Dzisiaj krociutki wpis, bo jakos do niego usiasc nie moglem i w niedziele i nawet dzisiaj. Wszystko przez filmy…

    W ciagu tygodnia w zasadzie zupelnie nic ciekawego, jedynie w czwartek razem z Mattem i Michaelem pojechalismy na mini konferencje do centrum Londynu (no i zeby najesc sie darmowej pizzy).

    W piatek bylem jakos strasznie zmeczony po pracy co jednak nie przeszkodzilo chlopakom i Jackie (mamie Matta) na sile wyciagnac nas na wyjscie do pubu. Calkiem ok, bo muzyka na zywo.

    W sobote Gosia dogorywala, a po poludniu na kolacje zrobilismy sobie burgery z wczesniejszej partii miecha. I jako ze to juz ostatki to dzisiaj zakupilismy kolejna partie. Dobre miecho…

    W niedziele standardowo na siatke, ale po siatce mniej standardowo wybralismy sie na kolacje i film. Jeszcze mniej standardowo Gosia nie zalozyla stanika wiec mialem na co popatrzec w chwilach kiedy nie zaslaniala sie swetrem. Sam film jakby o naszym zyciu. Ja piekny, no i bestia :P