Category: Dzienniki Londynskie

  • Bezszfwowy tydzien

    Gosia tydzien spedzila w domu, bo Karolina z markiem i dzieciakami pojechali na wakacje. Pogotowala, pochodzila na zakupy, pocwiczyla i jakos tydzien zlecial.

    Normy kinowe wyrobilismy z nawiazka bo bylismy na 3 seansach, prawdopodobnie znalezlismy mieszkanie – tanie, w dobrej lokalizacji, z fajnymi pokojami i dodatkami.

    Oprocz tego w zasadzie bardzo standardowy tydzien i weekend – lacznie z nieodlaczna klotnia o stanik zony…

  • Row, row, row your boat

    Tydzien, jak tydzien. Troche pracy, sporo cwiczen i biegow z obu stron. W srode skonczylismy lige siatki ostatnim przegranym meczem – ostatnie miejsce gwarantowane. Ale co sobie pogralismy to pogralismy.

    Pracy dla Gosi na kolejny tydzien nie bedzie, bo szefowie pojechali na tydzien wakacji. W biurze troche luzniej, obiadki po powrocie i zona mocno cwiczaca.

    Jako, ze ostatni tydzien mielismy iscie tropikalna pogode po 28 stopni i pelne slonce mielismy bardzo ambitne weekendowe plany na podroz rowerowa do Guildford. Niestety, standardowo dla pogody brytyjskiej na weekend zamiast tropikow juz mielismy deszcze. Dobrze chociaz, ze sobota jeszcze udana, wiec zrealizowalismy tylko przejazdzke lodka wioslowa po Tamizie z Richmond. Krotki dystans i bardzo przyjemny lunch przy brzegu.

    A wieczorem Gosia zrealizowala obietnice urodzinowa i wybrala sie ze mna do klubu w krociutkiej sukience. Prawdziwa seks bomba z niej byla.

  • Walka ze skleroza

    Pamietalem i o zastrzyku i o wpisie. O zastrzyku przypomniala mi komorka, ale o wpisie sam z siebie. Dumny jestem.

    Tydzien krotszy bo od srody, wiec na szczescie mniej pisania.

    W kwestii mieszkaniowej posuwamy sie powolutku do przodu, mamy liste mieszkan od przyszlego tygodnia powinnismy zaczac dzwonic i pytac, czy bedzie cos dostepne od sierpnia.

    Gosia bije kolejne rekordy w bieganiu, po pierwsze dlugosciowo przekroczyla juz 11 kilometrow i kolejny raz poprawila swoj wynik na 10 kilometrow. Cos czuje ze w tym biegu z przeszkodami we wrzesniu to zostane daleko w tyle.

    W sobote w koncu udalo sie spotkac z wlascicielka roweru i udalo sie tez go kupic. Gosia na pewno wstawi pozniej zdjecia. Bardzo ladny i na tyle dobrze jej sie na nim jechalo ze zaczela ponownie rozwazac dojazdy do pracy. A juz na pewno wybierzmy sie do Guildford, szczegolnie jesli prognoza zostanie taka sama.

    A w niedziele kolejna kolacja, zaserwowana przez Richa i Vicky. Temat wloski, bruschetta, canneloni z sosem bolonskim i banoffi pie (znaczy toffi i troche banana). Pozniej standardowo spacerem na rzeka.

    Notka na przyszlosc: Perypetie mazurskie (nazwa dziennika na przyszlosc :) ).

     

  • Wydarzeniowo

    I znowu pomyslu nie mialem jak zaczac wpis… ale tym razem z powodu zbyt duzej ilosci zdarzen. Wiec format troche zmienimy na dzisiaj.

    Rowerowo

    W poniedzialek udalo mi sie sprzedac stary rower Gosi. Poszedl za ladna sumke £80. Od razu rozpoczalem tez poszukiwania nowego roweru. Zakonczone polowicznym sukcesem, jest kandydat, ale na razie nie udalo sie go zobaczyc. Wstepnie jestesmy pownownie umowieni na przyszla sobote

    Biegowo

    W niedziele jakos sie Gosia zgadala z Katie i okazalo sie, ze razem z Mattem biora udzial w polmaratonie w Royal Parks. A ze Gosia juz od bardzo dawna o tym myslala, tylko zawsze narzekala, ze towarzystwa jej brakuje to natychmiast sie zapisala. Musi teraz tylko zebrac kasy do listopada na fundacje pod ktorej znakiem bedzie biegac.

    A oprocz maratonow, to skoro juz przy biegach jestesmy – razem zapisalismy sie na Rough Runner, dziesiecio kilometrowy bieg z przeszkodami. Ciekawe tylko, czy ktos z nami pobiegnie…

    Kolacyjnie

    Juz standardowo w niedziele. Matt z Katie sie poczuli i zaserwowali nam “azjatycka” kolacje. Wolowina z warzywami, nastepnie nalesniki warzywne i curry z lososia. I ciasto czekoladowe z lodami – niezbyt azjatyckie.

    Pracowo

    U mnie po staremu, u Gosi zazwyczaj cos sie zmienia. Ma teraz zazwyczaj poniedzialki wolne, bo cos tam, ale i tak na szczescie wyrabia godziny. Czasem wiecej niz ja przez tydzien. W srode byly urodziny Karoliny i siedziala do poznej nocy.

    Sportowo

    Sporo nam tych sportow sie przewija. Biegi, Rowery. A do tego cwiczenia, siatkowka, joga, spacery i tym podobne. Efekty sa, Gosia stracila 10 centymetrow w pasie co jest naprawde wspanialym efektem. Seksowna i tak byla, ale robi sie jeszcze bardziej. A oprocz aktywnosci bardziej meczacych zalatwiamy tez spacery. W niedziele standardowo po mszy z Putney do domu, a pozniej po kolacji dolozone kolejne 8 kilometrow naokolo parku Battersea.

    Pamieciowo

    Z tym to troche gorzej. Bo mamy wtorek… W niedziele przez kolacje i spacer zupelnie mi ze lba wylecialo, a pozniej juz nawet o tym nie pomyslalem. No nic.

    Mieszkaniowo

    No i wlasnie we wtorek nam sie troche plany popsuly. Rich wszedl w kolejna faze zwiazku z Vicky i postanowili razem zamieszkac. To niestety oznacza, ze wyprowadzi sie z mieszkania ten, co o porzadek troche dbal, a zostaniemy z balaganiarzem Mattem. I teraz tylko trzeba podjac decyzje – szukamy czegos nowego, czy szukamy kogos nowego. Najpierw tylko pewnie trzeba bedzie pogadac z Mattem… A nam tak bardzo pasowala lokalizacja tutaj z powodow finansowych, dzialka, dom. Proba wynajecia znowu nowego mieszkania sporo nam popsuje planow. Jakos to bedzie, jesli tylko Gosia troche optymizmu nabierze, bo na razie to marnie to widze.