Category: Dzienniki Londynskie

  • Kartonow jak mrowkow

    Zona mowi, ze w ciagu tygodnia sie nic nie dzialo. Ja tam jej wierze. Starosc, nie radosc i niektorych rzeczy sie nie pamieta.
    Weekend troche bardziej pamietliwie minal. Jak zwykle ostatnio. W piatek Gosia poszla na kolejny babski wieczor. Tym razem wyladowaly w jakims klubie w Kingston. Zona jednak bardzo odpowiedzialnie, nie wypila zbyt duzo i spokojnie sama wrocila do domu.

    I nawet nastepnego dnia czula sie na tyle dobrze, ze poszlismy sobie na spacer do ogrodow zaowocowany kilkoma bardzo ladnymi zdjeciami z pierwszymi ozdobami swiatecznymi.
    Na wieczor umowilismy sie z grupa planszowkowa na wyjscie na miasto z okazji moich zblizajacych sie urodzin. Zaczelismy w Four Thieves, fajnym (ale glosnym) pubie z sala gier Arcade. Spedzilismy tam pare godzin, a potem przenieslismy sie do klubo-baru gdzie dokonczylismy picie. Bar byl w stylu hawajskim, a alkohol podawali w wielkich lodkach. Fajny efekt. Tam tez posiedzilismy troche i po polnocy zmylismy sie do domu. Ot takie niezobowiazujace, ale przyjemne wyjscie na miasto.
    Wczesniej w ciagu tygodnia przygotowalem liste rzeczy do zrobienia przed wyjazdem z Londynu, a jedna z nich byla sprzedaz czesci mebli. No i wystawilem 3 komody na sprzedaz. Nikt nie spodziewal sie, ze pojda w ciagu tego samego dnia, co zmusilo nas do blyskawicznego  oproznienia zawartosci i spakowania czesci rzeczy w kartony. I od tego pory oficjalnie juz jestesmy czesciowo spakowani. Przerazajace…
    Dzisiaj juz troche leniwiej. Ja spedzilem troche czasu na konfiguracji serwera, od dzisiaj dzienniki znajduja sie za ladna klodeczka i certyfikatem SSL. Po poludniu z okazji wygasajacych kuponow poszlismy na pizze i wrocilismy nazarci jak swinie. A teraz odpoczywamy na sofie po ciezkim dniu :)

  • W trakcie

    Coraz blizej i blizej, co powoduje koniecznosc podejmowania coraz powazniejszych krokow. I tak w tym tygodniu rozmawialem z Karolina na temat umowy ktora podpiszemy kiedy wyjade do Polski, kupowalem bilety promowe, zalatwialem rejestracje busa i wynajmowalem miejsce parkingowe. I tak to powolutku idzie do przodu. Ale im blizej konca tym i bardziej nam sie nostalgia wlacza – jak to fajnie tak w tym Londynie. Chociaz drogo, chociaz znowu dach przecieka i znowu wlasciciela trzeba bedzie sciagac, to jednak wszelkie te niedogodnosci sa przycmiewane przez ogrom miasta i te taka beztroskosc zycia. A tu wracac trzeba do kredytow, rodziny i doroslosci… Z drugiej strony to i czekamy na to. Ot, czlowiek to jednak glupi i niezdecydowany.
    A powrotow to mielismy wiecej niz jededn w tym tygodniu, bo wrocila do nas Wiola (z Piotrkiem) ostatni raz odwiedzic nas przed wyjazdem. Przyjechali w piatek po poludniu i od razu sami zalatwili wszystkie wieksze atrakcje turystyczne, dzieki czemu w sobote moglismy skupic sie na zwiedzaniu pubow. W sobote pochodzilismy chwile po centrum, odwiedzlismy sklep z zabawkami w ktorym chyba wszyscy poczuli cos z dziecka (i odrobinke nienawisci do gownazerii), zjedlismy pyszne jedzonko na Borough Market i pojechalismy do Bermondsey. Spedzilismy w tamtejszych browarach pare dobrych godzin cieszac sie z dachu nad glowa i ciepelka, bo pogoda sie zrobila typowo londynska.
    Dzisiaj korzystajac natomiast ze slonceczka obejrzelismy Tower i odstawilismy gosci na Victorie. Po czym wroclismy do domu zasiadajac na kanapach i cieszac sie odpoczynkiem.

  • Spotkania po miesiacach

    Dodatkowych lokatorow mamy dalej i to szkodujacych. Jakos scianami chyba dostaly sie za lazienke w sypialni i przegryzly uszczelke przy przepompowni. Zauwazylismy slady wilgoci i w srode rano wlasciciel potwierdzil nasze przypuszczenia. Znowu mamy tylko jedna lazienke i dalej halasy w nocy.
    W czwartek rano zjawili sie nowi ludzie probowac cos z tym robic, Gosia ich przyjela, ale nie wiadomo na razie czy cos z tego wyniklo.
    Weekendowo imprezowalismy, najpierw w piatek wieczorem na zaproszenie Richa i Vicky pojechalismy na ich nowe mieszkanie – stare, zimne, ale ladne i z kominkiem. spotkalismy sie tez z Mattem i Katie, nachlalismy zdrowo, pogadalismy. Troche niezrecznie bylo, ale nie przeszkodzilo to Gosi umowic sie na kolejna impreze.
    No i przez sobote znowu zdychalismy, ale tylko do wieczora bo kolejne imprezowanie. Tym razem u Michaela i Ellen kolejny wieczor planszowkowy z Jasonem i Chantelle. Plany byly na Dead of Winter, ale skonczylo sie na Tajniakach i Unstable Unicorns. No i bylo bardzo fajnie.
    Dzisiaj pojechalismy do centrum poszukac skory. Nie znalezlismy zadnej spelniajacej wszystkie wymagania (a przede wszystkim te cenowe…), ale kupilismy Gosi kurtke. Skora bedzie musiala poczekac chyba na Polske.
    Ze spraw organizacyjno-wyjazdowych, skontaktowalem sie mejlowo z kilkoma firmami sprzatajacymi (bo niestety musimy je oplacic…) i chwile posiedzialem nad roznymi opcjami pracy w Polsce. Dalej nie wiem co bedzie sie oplacac najbardziej…

  • Strasznie seksownie

    Zona caly tydzien przesiedziala w domu, ja tylko dwa dni. I ja juz zostane az do grudnia na dwoch dniach zdalnych. Oprocz tego pracowo niewiele nowego.
    W ciagu tygodnia dzialo sie troche wiecej. Po jednym dniu picia kawy rozpuszczalnej nie wytrzymalismy i kupilismy nowy ekspres. Tym razem najmniejszy i najprostszy, bez zadnych cudow. I od razu lepiej. Jak tylko stary ekspres oddadza to go sprzedamy.
    Z samego rana w poniedzialek zjawil sie kontroler szczurowy i zapadl wyrok – niechciani lokatorzy dalej sa w domu, ale tym razem na tyle sprytni, zeby sie nie lapac w pulapki. Znalazl dodatkowa dziure, pozatykal, ale niestety wczoraj i dzisiaj dalej slyszelismy niepokojace odglosy. Wyglada na to, ze jakas dziura jeszcze zostala.
    W srode wypadly urodziny Milosza. Gosia wymiekla i uznala ze nie da rady udawac zaskoczenia, wiec zadzwonilem sam. Poinformowany zostalem o ciazy i prawdopodobnym zostaniem chrzestnym, ale w sposob bardzo nieprzyjemny… Na tyle ze sporo nerwow stracilismy omawiajac co Ci nasi mlodsi mieli na mysli. Az musielismy rodzicow wciagnac w temat podczas rozmowy sobotniej, zeby jakos wybadac sytuacje.
    W weekend mielismy pierwsze wizyty potencjalnych wynajmujacych, jako ze mieszkanie jest juz wystawione w internecie. 3 wizyty w odstepach 15 minutowych, ostatnia para wygladala na bardzo zainteresowana. Jako ze ciagle liczymy, ze jednak nie bedziemy musieli oplacac grudnia w calosci nie wygadalismy zadnych niesprawnosci, a te niestety sie pojawily. Znowu zostalismy bez lazienki, zauwazylem w kacie za lazienka powiekszajaca sie plame. Wyglada na to, ze przeciek ktory wlasciciel naprawial juz wczesniej znowu sie odnowil…
    Ten weekend byl tez najblizszym z weekendow halloweenowych. Zeby podtrzymac tradycje znowu wybralismy sie do Granda. Gosia (w koncu) ubrala sie w sukienke ktora obiecywala zalozyc juz od roku (albo dluzej) i wygladala jak prawdziwa seksi wiedzmo-bomba. Z dekoltem, rozowymi wlosami, diabelskimi soczewkami i swietnym makijazem.
    Ja tylko jako dodatek, z kolorowymi soczewkami i maska staralem sie zbytnio na nia nie gapic.
    Dzisiaj zdychamy na kacu (znaczy zona bardziej), ogladamy i tworzymy filmy. Produktywnie dosc, zrobilem film z wizyty w Dover i lodkowej wyprawy wielkanocnej. Oba calkiem nawet fajnie wyszly.
    Dalej uczymy sie wloskiego – to juz miesiac!