Zona mowi, ze w ciagu tygodnia sie nic nie dzialo. Ja tam jej wierze. Starosc, nie radosc i niektorych rzeczy sie nie pamieta.
Weekend troche bardziej pamietliwie minal. Jak zwykle ostatnio. W piatek Gosia poszla na kolejny babski wieczor. Tym razem wyladowaly w jakims klubie w Kingston. Zona jednak bardzo odpowiedzialnie, nie wypila zbyt duzo i spokojnie sama wrocila do domu.
I nawet nastepnego dnia czula sie na tyle dobrze, ze poszlismy sobie na spacer do ogrodow zaowocowany kilkoma bardzo ladnymi zdjeciami z pierwszymi ozdobami swiatecznymi.
Na wieczor umowilismy sie z grupa planszowkowa na wyjscie na miasto z okazji moich zblizajacych sie urodzin. Zaczelismy w Four Thieves, fajnym (ale glosnym) pubie z sala gier Arcade. Spedzilismy tam pare godzin, a potem przenieslismy sie do klubo-baru gdzie dokonczylismy picie. Bar byl w stylu hawajskim, a alkohol podawali w wielkich lodkach. Fajny efekt. Tam tez posiedzilismy troche i po polnocy zmylismy sie do domu. Ot takie niezobowiazujace, ale przyjemne wyjscie na miasto.
Wczesniej w ciagu tygodnia przygotowalem liste rzeczy do zrobienia przed wyjazdem z Londynu, a jedna z nich byla sprzedaz czesci mebli. No i wystawilem 3 komody na sprzedaz. Nikt nie spodziewal sie, ze pojda w ciagu tego samego dnia, co zmusilo nas do blyskawicznego oproznienia zawartosci i spakowania czesci rzeczy w kartony. I od tego pory oficjalnie juz jestesmy czesciowo spakowani. Przerazajace…
Dzisiaj juz troche leniwiej. Ja spedzilem troche czasu na konfiguracji serwera, od dzisiaj dzienniki znajduja sie za ladna klodeczka i certyfikatem SSL. Po poludniu z okazji wygasajacych kuponow poszlismy na pizze i wrocilismy nazarci jak swinie. A teraz odpoczywamy na sofie po ciezkim dniu :)




