Oj.. jaka ta glowa ciezka… Ale nic dziwnego chyba po takiej nocy i takim dniu?
Na początku jednak słowo usprawiedliwienia, wpis z komórki, nie widzę co pisze i nie wiem czy komuś się będzie chciało korektę robić ( oprócz autokorekty) więc mogą wyjść kwiatki. (i kwiatki wyszly alem poprawila :P)
No i skoro wróciłem do początku to i początki opiszę. Więc na początku to była kura… A może jednak jajko? A nieważne. Bo nasz tydzień rozpoczął się od wtorku w zasadzie i imienin tescia. Przy bimbrze oczywiście. Gosia jak zawsze szybko się podpila, ale i tak sprawiała problemy w łóżku i nie chciala sie mezowi oddac, tak jakbym chcial :P
W środę zaliczyliśmy wyprawę do Warszawy, w końcu odebrałem wyniki tomografii i będę mógł je zawieźć na badania tutaj. A w Ostrowi zjawiliśmy się na mszy za dziadka w pierwszy miesiąc po pogrzebie. I dalej smutno…
Za to czwartek i piątek to ciąg niekończącej się wydawać by się mogło pracy. Sprzątanie, kopanie kanalizacji, czyszczenie samochodów, gotowanie. Czy wspominałem już o sprzątaniu? Ale chyba jednak wszystko na sobotę się udało, Miłosz z Ola ślub wzięli, się wybawili, w niedzielę przewinęło się przez Liski chyba z pół wesela, no ale przynajmniej był czas pogadać ze wszystkimi. A byli prawie wszyscy.
Natomiast z rzeczy niezwiązanych z dniami, to chyba jednak zostaniemy w Liskach. Wybraliśmy już mieszkanie w Ełku które chcielibyśmy kupić pod wynajem, powiadomiliśmy wszystkich o decyzji., wiec teraz trzeba tylko oszczędzać i zarabiać…zarabiac i oszczedzac.
Category: Dzienniki Londynskie
-
Zabawy Szewczykowo-Aniołkowe
-
Luksusowo
Bo tak wlasnie zyjemy wedlug co niektorych znajomych. No i przez to staramy sie do oczekiwan dostosowac.
Zaczelismy tydzien od urodzinwej kolacji Katie – sushi ile wlezie. Bardzo dobre i nawet Gosia cos w siebie wcisnela.
We wtorek wyjscie na kolacje (okazalo sie, ze z okazji moich imienin) na steki. Niedaleko nas, kolejna bardzo przyjemna kolacja.
Dalsza czesc tygodnia minela juz spokojniej i bez luksusow z widokami na tydzien “odpoczynku”. W sobote jeszcze w nocy trzeba bylo wstac na samolot, lot i cala reszta podrozy bez zaklocen i opoznien. I praktycznie z biegu na slub i wesele Oli Korzeb. Panna mloda bardzo ladna, wesele w ogromnym hotelu, ale troche za bardzo ekskluzywne i troszke dretwe. Moze to wrazenie to rowniez i przez zmeczenie, jednak caly dzien podrozy sprawil ze dosc szybko zmylismy sie do pokojow spac.
A dzisiaj znowu podroz – powrot do domu, przespanie sie, przywitanie z tesciami i plany na nastepne dni. Odpoczynku to pewnie nie zaznamy… -
Ach wy pieniadze
Czemu nie przychodzicie tak szybko jak wychodzicie?!
Tydzien nam minal pod znakiem wydawania kasy.
W poniedzialek zaczal sie Prime day, wielka wyprzedaz Amazonu, tysiace produktow z obnizonych cenach. No i nas oczywiscie wzielo. Mamy teraz parownice do ubran, ladowarke do komorek, multimetr, wieszaki na ubrania, drazek do podciagania… i jeszcze wiecej.
Tyle dobrego, ze byly problemy z dostawa i Amazon w ramach rekompensaty przedluzyl nam konto o pare miesiecy za darmo.
Reszta tygodnia tez nie byla lepsza. W poniedzialek przyszedl kupiony w weeken AB Flex. Glupi jestesmy i sami z siebie razimy sie pradem. Podobno ma poprawiac brzuch, a czy to prawda? Sie okaze. W weekend kolejne zakupy ubraniowe, Gosia zaopatrzyla mnie w kolejne krotkie spodenki, a ja juz sam z siebie w niedziele zakupilem 2 pary butow. No i do tego farby do wlosow, lakiery do paznokci, prezenty. Matko…
Skala wydawania jest tak duza ze przycmila w zasadzie caly tydzien i nie za bardzo wiem czy dzialo sie cos jeszcze.
Moze tylko Gosia dala w palnik w piatek wieczorem i nawalila sie z Martyna na Skypie.