Category: Dzienniki Londynskie

  • Rowerem… nad rzeke?

    Zanim przejde do owocnego w wydarzenia weekendu, jedno zdanie o tygodniu. Zona wrocila we wtorek w nocy.

    Musialem sie posilkowac pamiecia trwala i tak – dokladnie rok temu w dlugi weekend wybralismy sie nad morze rowerami. W tym roku uznalismy, ze po pierwsze oszczedzamy (niewiele na razie sie udaje…), po drugie nasze tylki nie wytrzymaja znowu tylu kilometrow. Dlatego zamiast 200km zrobilismy 70. W kierunku morza, bo trasa jest przepiekna, ale tylko do momentu w ktorym postanowimy wracac. Dojechalismy do sluz, dalej swietne sa.
    Tylki i tak nas troche bolaly. No przede wszystkim Gosie.

    Drugi dzien spedzilismy w Greenwich radosnie zmieniajac polkule. Wschodnia, zachodnia i z powrotem. Odwiedzilismy tez przepieknego klipera herbacianego, Cutty Sark przerobionego na muzeum. Alez piekny. Na koniec odwiedzilismy planetarium na pokaz nocnego nieba i nawet udalo nam sie na nim nie zasnac.

    A poniedzialek dalej wolny i dalej spedzony aktywnie. Ja na siatkowce zewnetrznej, a Gosia na porzadkach i gotowaniu. Ale sama chciala, proponowalem jej siatke, albo opalanie sie. Zrezygnowala.

    Obejrzelismy tez ostatni odcinek aktualnego sezonu Gry o Tron. Coz tam sie dzialo… A na nastepne trzeba bedzie dluugo czekac. I wychodzi, ze juz w Polsce bedziemy je ogladac.

  • Slomiany wdowiec

    Jestem taki sam. Jak palec, albo cos tam.
    Gosia poleciala odwiezc Damiana do Polski w sobote. Nie obylo sie oczywiscie bez przygod, bo w piatek zostawila paszport Damiana u Karoliny i okazalo sie to w chwili, w ktorej trzeba bylo wychodzic na autobus. Jak dobrze, ze mam te karte zipcara – udalo sie nam dojechac do Twickenham, a pozniej wrocic na autobus i spoznilismy sie tylko na jeden. Ale na samolot zdazyli na szczescie bez problemu.

    Gosi nie ma, wiec moja pamiec podreczna zawiodla i jak dla mnie to w ciagu tygodnia nie dzialo sie wiele. Byl jeden dzien wolny dla niej w ktorym nie poszla do muzeum. Niestety szykuje sie tez zbyt duzo dni wolnych – na tyle duzo ze znowu zaczelismy rozmawiac o szukaniu przez nia nowej pracy.

    Oprocz tego standardowo, siatka w piatek, dluga siatka w sobote i cwiczenia zeby dalej utrzymywac forme. A w niedziele obiad w towarzystwie rodzicow obojga naszych lokatorow, ktorzy to mieli przyjemnosc wzajemnie zapoznac.

    No tak, a o Ikeii nic nie wspomnial, ze miala byc w poniedzialek a wyszla we wtorek, bo w poniedzialek zipcarowskie auto bylo podrapane i niby bez powietrza, co golym okiem bylo sciema, ale komputer biadolil… wiec bite 45 min spedzilismy siedzac w aucie, czekajac az ktos laskawie podniosl sluchawke, by w koncu uslyszec od nas, ze rezygnujemy i probujemy dnia nastepnego. I teraz jestesmy juz urzadzeni :) i oczywiscie 3 malzenska rocznica tez za nami spedzona przy lampce winka i wcinaniu cheescaka :)

  • Ikea nadejdzie jutro

    Tydzien pracy z Damianem dla Gosi. Wzloty i upadki. Jednego dnia pomaga, drugiego dnia Gosia ma na glowie kolejnego dzieciaka do opieki. A sporo jest tej opieki, bo znowu duzo godzin wychodzi. I nic tylko sie z tego cieszyc, bo wlasnie wplacilismy pierwsza rate na mieszkanie i teraz juz tylko potrzebujemy wiecej i wiecej.
    Mojego tygodnia nie warto wspominac, bo spedzilem go na rowerze dojezdzajac do pracy, a wieczorami wszyscy gralismy w Carcassonne.
    Weekend jak zwykle troche bardziej zwariowany. Rozpoczelismy od zrobienia ciasta na sobotnie urodziny Damiana, pozniej spedzilismy caly dzien w londynskim zoo. Bardzo fajna wyprawa, duzo zwierzakow i jeszcze wiecej chodzenia.
    Niedziela to dla mnie pierwszy raz w prowadzeniu samochodu. Matt z Katie prosili mnie o zalozenie konta na zipcarze (takie usludze do blyskawicznego krotkoterminowego wynajmowania samochodow) i chcieli zebym podwiozl ich do Ikei. Z planow nic nie wyszlo, bo aktywacja konta zajela 3 dni, ale skoro konto juz mam to postanowilismy ze zamiast do kosciola jechac pociagiem, czy uberem to wezmiemy samochod. No i pojechalismy. I wrocilismy tez. I zadowoleni, bo wygodnie i zgodnie z planem taniej niz innymi srodkami podrozy. No chyba, ze pozniej przyjdzie jakis mandat.
    Po powrocie po raz kolejny pojechalismy do centrum, obejrzec Tower Bridge, Tower of London, a zakonczylismy w M&Ms World i sklepie Lego.
    Ja niestety ze wzgledu na wolumen pracy musialem pare godzin spedzic przy komputerze… niestety niezbyt efektywnie.

  • Nowe lokum

    Ależ wiele znaczeń taki prosty tytuł. No może wiele to zbyt dużo powiedziane, ale dwa na pewno.
    Po pierwsze już w nowym mieszkaniu tutaj. Zaraz po powrocie z Polski i to w gronie powiększonym o Damiana odebraliśmy klucze od nowego mieszkania Flat 909 Falcon Wharf, 34 Lombard Road, London, SW11 3RY

    Gosia ze względu na wolne wzięła na siebie ciężar pakowania (chyba trochę tego później żałowała) i już w środę wieczorem zaczęliśmy z pomocą Richa przewozić wszystkie rzeczy. Poszło to dość szybko, ale tylko dzięki temu, że
    niektóre rzeczy mogliśmy zostawić na później, bo nowe mieszkanie to 5 minut spacerem od starego. W dalszym ciągu siedzimy częściowo na kartonach, ale jest już lepiej niż było.

    Dużo działo się wczoraj. I nie działo też, bo nie założyli nam internetu co sprawia, że wpis znowu z komórki… Cały dzień sprzątaliśmy stare mieszkanie i doprowadziliśmy je do stanu idealnego (nie licząc podłogi). Wieczorem natomiast podczas gdy w Carcassonne mejlowalismy z Basiewiczem i ostatecznie zdecydowaliśmy się na kupno mieszkania nad jeziorem w Ełku. 390 000 złotych. Straszne pieniądze…
    Dzisiaj już spokojniej, oddaliśmy klucze i zabraliśmy Damiana do centrum, żeby sobie pooglądał parę najbardziej znanych budynków Londynu.A przy okazji przynieśliśmy ze śmieci niedziałający telewizor, który mam nadzieję takim kosztem przywrócić do stanu sprawności.