Zanim przejde do owocnego w wydarzenia weekendu, jedno zdanie o tygodniu. Zona wrocila we wtorek w nocy.
Musialem sie posilkowac pamiecia trwala i tak – dokladnie rok temu w dlugi weekend wybralismy sie nad morze rowerami. W tym roku uznalismy, ze po pierwsze oszczedzamy (niewiele na razie sie udaje…), po drugie nasze tylki nie wytrzymaja znowu tylu kilometrow. Dlatego zamiast 200km zrobilismy 70. W kierunku morza, bo trasa jest przepiekna, ale tylko do momentu w ktorym postanowimy wracac. Dojechalismy do sluz, dalej swietne sa.
Tylki i tak nas troche bolaly. No przede wszystkim Gosie.
Drugi dzien spedzilismy w Greenwich radosnie zmieniajac polkule. Wschodnia, zachodnia i z powrotem. Odwiedzilismy tez przepieknego klipera herbacianego, Cutty Sark przerobionego na muzeum. Alez piekny. Na koniec odwiedzilismy planetarium na pokaz nocnego nieba i nawet udalo nam sie na nim nie zasnac.
A poniedzialek dalej wolny i dalej spedzony aktywnie. Ja na siatkowce zewnetrznej, a Gosia na porzadkach i gotowaniu. Ale sama chciala, proponowalem jej siatke, albo opalanie sie. Zrezygnowala.
Obejrzelismy tez ostatni odcinek aktualnego sezonu Gry o Tron. Coz tam sie dzialo… A na nastepne trzeba bedzie dluugo czekac. I wychodzi, ze juz w Polsce bedziemy je ogladac.





