Category: Dzienniki Londynskie

  • Trzydziesci procent

    Tyle wlasnie posiadamy naszego mieszkania, bo w tym tygodniu wplacilismy druga rate. Jeszcze dwie trzecie. Duzo.
    Oprocz tego w tygodniu Gosia wyrobila sporo godzin z powodu wyjazdu Karoliny na pogrzeb dziadka do Polski. Ja wyrobilem godzin tyle ile normalnie.
    W srode po pracy wybralismy sie do Ikei we czworke. Zakupy tylko drobiazgowe, bez zadnych mebli (bo nie weszlyby do samochodu). My wizyte zakonczylismy z dwoma kompletami poscieli, jakimis miskami promocyjnymi i innymi pewnie niezbyt potrzebnymi rzeczami.
    W piatek w koncu udalo sie zorganizowac wyjscie firmowe. Jakis czas temu w ankiecie wygral paintball i po paru miesiacach organizacji zfinalizowalismy wszystko. Bylo swietnie i okazja do postrzelania do ludzi dawala bardzo duzo satysfakcji. Szkoda tylko, ze oni mogli strzelac tez do mnie.
    Zaraz po paintballu (z niewielka przerwe na probe naprawienia strony klienta) z Richem wrocilismy do nas. Popilismy troche i wyladowalismy w pubie w Clapham Junction na troche tancow.


    Weekend znowu na leniu. W sobote siatkowka, w niedziele wyjscie do kosciola. Ale oprocz tego czas spedzony przed telewizorem, Masterchefem, konsola i Goraczka Zlota. Nie narzekam nic, a nic ;)

  • Elektronika

    W ciagu ostatnich dwoch tygodni zaopatrzylismy sie w elektronike na lata. Po pierwsze w koncu udalo mi sie kupic nowy telefon (to chyba jeszcze w poprzednim tygodniu, ale zapomnialem wspomniec). Czekalem na premiere nowego Pixela, ktory mocno mnie rozczarowal i ostatecznie znowu kupilem uzywke. Poprzedniego Pixela. A “oszczedzone” pieniadze natychmiast sobie poszly. Na konsole i na tablet. Jedno w ramach relaksu, drugie w ramach prezentu swiatecznego. Dobrze chociaz, ze telewizor ze smietnika.

    Poza tym warte wspomnienia jest jedynie wyjscie na drinki. Niestety, ale firme zdecydowala sie opuscic Helena i w srode poszlismy do Orange Tree zeby ladnie ja pozegnac. Jej odejscie spowodowalo rowniez zaprzestanie moich praktyk biurowych, gdyż to głównie ona wynajdowała i koordynowała moje zajęcia… 

    A weekend? Lenie z nas i nic nie zrobilismy oprocz mojego wyjscia na siatke w sobote i niedzielnej podrozy do Putney do kosciola.

  • Ponizej dwoch!

    I jest! Polmaraton w 1 godzine, 50 minut i 58 sekund! Alez jestem dumny z tej zony. I to jeszcze wygladala tak swiezo jakby caly mogla trzasnac. Szczegolnie porownujac do Vicky, ktora prawie zemdlala, czy Katie ktora poczula sie zle gdzies na ulicy.
    Biegla tak szybko ze nie mialem nawet czasu pojsc cos zjesc, musialem tylko latac pomiedzy punktami, zeby jej wygladac i kibicowac.

    Cala reszta tygodnia uplynela tylko w czekaniu na niedziele, wiec nie ma co pisac.

     

  • Standardowo

    Uf, takiego tytulu jeszcze nie bylo a coraz trudniej jest je wymyslac kiedy w ciagu tygodnia nie dzieje sie nic oprocz standardowej pracy, cwiczen i wyjscia do kina?

    No mniej standardowy byl czwartek, bo mielismy druga kolacje z okazji ukonczonego pomyslnie projektu Boodles. Tym razem tylko w ramach firmy. Prawdopodobnie bedzie czekala nas jeszcze jedna tym fundowana przez klienta. Az sie chce dobre projekty oddawac ;)

    A Gosia dzisiaj trzasnela 20 kilosow z 8 minutami zapasu. Czyli jak doliczymy adrenalinke to jest spora szansa, ze plan polmaratonu w ciagu 2 godzin bedzie wykonany. No dumny z niej jestem bardzo.