Category: Dzienniki Londynskie

  • Biale prawie swieta

    Snieg! Padal przez godzine i nie utrzymal sie nawet dnia, ale byl. Temperatury zimowe sie jednak utrzymaly i spowodowaly ogromna moja niechec do roweru. I znowu bede gruby.
    Skoro zimno na dworze to pociagi chcialy sie rozgrzac poprzez pozar na Waterloo. W poniedzialek do domu udalo nam sie z Richem wrocic Uberem po godzinie jazdy. Okropnosc…
    W czwartek 3 rok z rzedu premierowa wizyta na kolejnych Gwiezdnych Wojnach. 8 czesc sagi juz!
    W piatek mielismy impreze swiateczna. Rich byl moim tajemniczym Mikolajem i dostalem spodnie na rower chroniace kostki przed zimnem. Przydadza sie na pewno! Niestety, Karolina nie mogla zalatwic niani na zastepstwo Gosi, wiec Gosia zamiast bawic sie ze mna to pilnowala dzieciakow. No i zeby jej zbyt smutno nie bylo, wrocilem z nia do domu jak tylko szefy uznaly ze tez wroca.
    Wczoraj w ramach zakupow przedswiatecznych wybralismy sie do polskiego sklepu na Hounslow, ktore przywitalo nas szczurami na stacji… No jakby inny kraj. Na szczescie udalo sie wrocic z kilogramami kapusty, miesa, marmolady i cala reszta dobroci, ktore nie zmiescily sie w paczce pomocowej. Ktora to, mamy nadzieje, do nas dotrze na poczatku tygodnia. Albo przynajmniej przed swietami…
    Dzisiaj wspolnie stwierdzilismy, ze bardzo powazni z nas dorosli ludzie. Trwaja bowiem rozmowy na temat wlasnosci Lisek, splacania czesci Milosza, wyboru projektu i w ogole powaznych rozmow o dalekiej przyszlosci. Ja tam optymista jestem i wiem, ze bedzie dobrze.
    A. I Gosia dzisiaj udekorowala trzy blachy piernikow swiatecznych. Sliczne som.

  • Mikolajki

    Tak malo sie dzialo, ze nawet komputera nie chce mi sie odpalac zeby opisac. Jak dobrze ze ten tablet wzielismy. Jak do tej pory nie bylem przekonany ze tablety sa przydatne, szczegolnie po doswiadczeniach ze slabymi modelami, tak porzadny jest bardzo ulatwiajacym zycie urzedzeniem.

    Tydzien minal nam typowo, czyli na pracy. Od poniedzialku mamy ustrojona przez Matta i Kate choinke, w srode byly Mikolajki. I to tyle… No moze poza tym, ze caly tydzien nocowal u nas Tom – przyjaciel Matta i znowu trzeba bylo pouczac naszych wspollokatorow na temat porzadku…

    W weekend troche wiecej, bo w sobote Gosia wyciagnela mnie na caly dzien zakupow, ale w ramach rewanzu ubrala sie w super seksi sukienke i poszlismy do klubu. Chyba polubie zakupy…
    A dzisiaj wyszla mi idealna piers z kaczki. Mniam.

  • Potrzydziestkowe imprezy

    No to tym razem to jest co opisywac, bo caly tydzien sie cos dzialo.
    Mielismy pare problemow w mieszkaniu – brak cieplej wody wieczorem, cieknacy prysznic, straszna kondensacja w ogrodach zimowych i glosne wywietrzniki. Jako ze wszystko to dzialo sie w strefach Matta i Katie to oni zalatwiali wszystkie wizyty. Ale oczywiscie trafilo sie, ze to Gosia przyjmowala majstrow w swoim dniu wolnym. Mieli wrocic we wtorek, ale jak to budowlancy… nie wrocili. Problemy z mieszkaniem zmusily nas do bezposredniego kontaktu z wlascicielka, po ktorym okazalo sie, ze jednak mozna szybko to pozalatwiac.

    Z racji ciaglego posiadania abonamentu do kina (ale juz niedlugo…) we wtorek zrobilismy sobie wypad na kolacje burgerowa i seans kinowy zaraz po pracy.

    Razem z Gosia praktycznie caly tydzien jedlismy jakies pozostalosci imprezowe, natomiast w srode wieczor urzadzilismy sobie gre w Carcassonne i dojadanie resztek. Nie wyszlo, dlatego w sobote zrobilismy powtorke i zaprosilismy pomoc – Jasona i Michaela z Ellen. No i w koncu udalo sie oproznic te lodowke! Mysle, ze powtorzymy takie wieczory planszowkowe z czego bardzo sie ciesze.

    W piatek zdolalismy w koncu odwiedzic Richa i Vicky w ich “nowym” mieszkaniu. Gosia skutecznie tym razem sie poskarzyla, ze jeszcze nas nie zaprosili. Przyjemne mieszkanie i bardzo przyjemny wieczor. Tak tez rozpoczelismy grudzien i imprezy swiateczne bo wszedzie juz slychac koledy (chociaz to bardziej piosenki swiateczne), ozdoby i choinki. I nawet u nas w mieszkaniu juz choinka stoi – nieubrana tylko.

    A dzisiaj juz tylko wyprawa na jakies zakupy, naprawianie innych problemow mieszkaniowych (bo ja akurat na majstrow nie musze czekac, zeby cos naprawic) i problemow internetowych (bo mi moja strona wizytowkowa cos nie zadzialala). Z lenistwa zezerlismy McDonalda i wstyd troszke…

    A oprocz tego mama poprosila mnie, zebym wylosowal im tajemniczego Mikolaja, bo organizuja wigilie razem z Przemkami.

    Tylko czasu troche jednak zabraklo – a musze sie w koncu zabrac za to obliczenie w jaki sposob najkorzystniej mi bedzie pracowac w Polsce.

  • Imprezowa trzydziestka

    Poniedzialek wolny, na aklimatyzacje po wakacjach – bardzo potrzebna sprawa bo do domu zawitalismy kolo 11 w nocy, w trakcie najnizszych mozliwych temperatur. Zziebnieci straszliwie. Dzieki wolnemu moglismy sie wyspac, zrobic jakies zakupy i odpoczac po tych meczacym tygodniu.
    No i niby wolny, ale niestety pracy bylo tyle ze w piatek juz nie czulem ze tydzien byl krotszy, a wakacje wydawalo sie juz tylko wspomnieniem. Na szczescie na odswiezenie pamieci sa filmiki, ale wiekszosc nie nadaje sie do pokazania ;)

    W ciagu tygodnia oprocz pracy ostro przygotowywalismy sie tez do mojej imprezy urodzinowej na ktora zaprosilismy kilka osob. Oczywiscie, Gosia przygotowala zarcia jak dla armii i zostala wiekszosc. Tyle z tej diety powakacyjnej…

    Sama impreza bylo w wiekszej czesci udana. Zona sliczna, jedzenie dobre, goscie dopisali. Dostalem tort i konfetti w ramach niespodzianki. Niestety, pijani goscie czasami nie dogaduja sie ze soba i musielismy zakonczyc impreze szybciej i upewnic sie ze wszyscy wroca do domu bezpiecznie.