Category: Dzienniki Londynskie

  • Spokojnie i pracowo

    Wlasnie tak Gosia okreslila nasz poprzedni tydzien. Bo i nic wartego wspomnienia w zasadzie sie nie wydarzylo.
    Ot wczoraj z racji braku siatkowki (smuteczek) zabralem Gosie z jej telefonem na wymiane baterii. Sie okazuje, ze lenistwo czasami poplaca, bo jakbysmy sie jednak wybrali w zeszla sobote to zaplacilibysmy 2 razy wiecej. Czy wymiana cos dala tylko czas pokaze.
    Z drugiej strony lenistwo (albo alkohol) nas dopadl wieczorem i nic z kolejnego wyjscia do klubu nie wyszlo… A szkoda, bo Gosia w zlotej sukience wygladala genialnie.
    A dzisiaj wieczorem z bratem swoim i bratowa pogadalismy. I sie moze okazac, ze swieta Wielkanocne rodzinne beda, bo wszyscy zainteresowani bardzo przylotem do nas. Zobaczymy tylko kiedy bilety kupia.

  • Nadrabiamy Sylwestra

    Gosia miala przedluzona przerwe swiateczna az do czwartku, bo mimo tego ze szefowie wrocili do domu w piatek przed sylwestrem, to dzieci nie chodzily do szkoly i Karolina sama sie nimi zajmowala. Przynajmniej w biurze bylo latwiej, bo i szef troche rzedziej zachodzil.
    Zawiedzeni bylismy mocno Sylwestrowa zabawa, dlatego w sobote zdecydowalismy nadrobic braki  i wytanczyc – oczywiscie poszlismy do Granda. No i sie wytanczylismy ;) Niedziela spedzona mocno leniwie – jak zwykle ostatnio.

  • Ostatni rok w Londynie

    Swieta zakonczylismy kinowo, na ostatnim seansie 4DX Jumanji. Film sredni, ale z efektami ogladalo sie go bardzo przyjemnie. Tydzien w pracy rozpoczelismy rowniez kinowo, bo wybralismy sie na The Greatest Showman. Przyjemny musical. No i konczac juz watek kinowy, to zlozylismy rezygnacje z Unlimited. Przyjemnie bylo przez ten rok pochodzic do kina, ale wspolnie uznalismy, ze coraz czesciej nie chce nam sie isc i idziemy z “musu”. No to sobie odpuszczamy.
    W czwartek korzystajac z ostatnich dni wolnego urzadzilismy sobie randke przy swiecach. Gosia w krotkiej sukience, wysokich szpilach i do tego pyszne jedzonko. A ja przynioslem kwiatka ;)
    W niedziele Sylwester. Nudny jak flaki z olejem, bo w towarzystwie głównie rodziny Kate. Przesiedzielismy do 23 w ogrodzie zimowym, a reszta na sofach przy sciszonej muzyce… paranoja. Pozniej weszlismy na dach i tez sie troche rozczarowalismy, bo najblizsze duze fajerwerki byly w centrum. Fajnie widoczne, ale spodziewalismy sie widoku na wieksza skale… A jak wrocilismy do domu, to impreza juz sie sprzatala i kiedy wiekszosc gosci poszla to muzyka dalej nie zostala wlaczona. Dobrze chociaz, ze kupilismy Guitar Hero, wiec mielismy z Gosia co robic – bo gramy w nie bardzo namietnie. Chyba musze zaczac powoli dozowac, zeby sie nam zbyt szybko nie znudzilo.
    A dzisiaj pierwszy stycznia – to oznacza, ze zaczal sie nasz ostatni rok w Londynie. Troszke szkoda nam na pewno bedzie, ale tez i troche teskno do kraju, rodzinki i przyjaciol.

  • 10 lat

    Zanim przejdziemy do Swiat, zacznijmy od tygodnia.
    We wtorek po tygodniu podrozy (zgodnie z planem) przyszla paczka swiateczna z Polski. Tym razem bez strat. W srode odwiedzil nas Tom na kolacje zaserwowana na raclette (chyba). Taki kamien z podgrzewaczami, gdzie kazdy robi jedzenie sobie sam przy stole. I teraz Gosia chce taki sam…
    W piatek wzialem wolne i zaczelismy przygotowania. 103 pierogi i zupa grzybowa. Wyszly wspaniale, szczegolnie zupa. Wieczorem zjawily sie tez Jackie z Hanna. I zaraz nastepnego dnia zaczelismy obchody Swiat. Najpierw uroczysty obiad mieszany polsko-angielski, na starter zupa grzybowa, na pierwsze pierogi a na drugie pieczen z indyka ze wszystkimi przystawkami. Pozniej prezenty. Troche glupio sie czulismy, kiedy my bardzo skromnie wreczylismy jakies slodycze, a dostalismy butelke ginu od Matta i Katie i wielki kosz prezentowy od Jackie…
    Wigilia to juz tylko resztki przygotowan. Salatka warzywna, sledzie na dwa sposoby i pieczenie mies i chleba. No i sprzatanko. Kolacja tylko we dwoje, symbolicznie. Pierwsze Swieta w Londynie tylko we dwoje i ostatnie tez. Z racji lenistwa wpis przesunalem dopiero na pierwszy dzein swiat. Az glupio… Caly spedzony przed telewizorem, jedzac i spiac…
    I jeszcze z rzeczy wartych wspomnienia, kupilismy bilety do Polski na czerwiec. Bedziemy sie starali ogarniac jakies pierwsze decyzje w sprawie domu…