Category: Dzienniki Londynskie

  • Intensywne po-swieta

    Gosia i rodzice bardzo intensywne spedzili caly pozostaly tydzien. Ja niestety w pracy (ale za to rowerkiem).
    A oni… we wtorek przelazili cale Kew Gardens, wlazac na kazda palme i nawet zwiedzajac jakies jadalnie krolewskie ktorych nie widzielismy z Gosia. Lazili tyle, ze do domu wrocili dopiero po 18 i z racji zmeczenia posililismy sie wietnamczykiem.
    W srode Victoria & Albert Museum. Kolejne godziny lazenia, ale chyba juz troche w kosc im to dawalo, bo wrocili wczesniej. Wieczorem Gosia z mama pojechaly na Krola Lwa, a my z tata mielismy ambitne plany gdzies wyjsc. Ale nie wyszlo i nie wyszlismy. Przegadalismy tylko caly wieczor o przyszlym domu. Jak to kanalizacje i prad i wode i ogrzewanie i wiele innych fajnych rzeczy zrobic. I nawet wymyslilismy. A co z realizacja wyjdzie to zobaczymy w przyszlosci. A kobietom sie podobalo, tylko mama sie przekonala ze Angole to jednak brudasy straszne. Wszelkiego rodzaju zarcie na podlodze w teatrze…
    W czwartek pogoda zrobila sie sprzyjajaca i wyszla im wyprawa do Greenwich. Przejazdzka busem rzecznym, muzeum marynistyczne i zwiedzanie drugiej polkuli w poszukiwaniu cywilizacji.
    W piatek dostalem ten urlop, pogoda juz sprzyjala troche mniej, ale przynajmniej nie padalo. No i zrealizowalismy plany poniedzialkowe – wzielismy sobie lodke i poplywalismy po Londynskich kanalach. W tempie spacerowym (bo szybciej sie nie dalo), cichutko (bo silnik elektryczny) i baaardzo przyjemnie. Fajnie tak poplywac po kanalach…
    W czasie wieczorowych posiadowek poczatkowo gralismy w Dooble (tylko glosno) i List milosny (troche nudno sie robi po dluzszym czasie). W czasie drugiego wieczoru jednak zaczelismy brydza. I sie okazalo, ze jednak ten jezyk to bedziemy musieli opanowac. 150 stron ksiazki… ciezkie nas czasy czekaja. A i przy jakiejs okazji tata nam narysowal plan domu. A ja przerysowalem na tablecie i zostal zaakceptowany przed Gosie. No bo jednak jak sie samemu nie zrobi, to nie bedzie tak jak by sie chcialo. Teraz tylko musze sie odezwac do Grzesia, czy nam go narysuje tak porzadnie. I zaproponuje ladna elewacje…
    No i blyskawicznie nadejszla sobota, rankiem wsadzilismy ich do autokaru – a pozniej sami poszlismy spac. Wieczorem tylko poszlismy do kosciola, bo uznalismy, ze w niedziele to juz na pewno nie bedzie nam sie nic chcialo. I tak wlasnie bylo. Pizza, ciasta (resztki) i sofa przed tv. Idealne zakonczenie pracowitego tygodnia.

  • Wesolego jajka

    Ostatnie nasze swieta na obczyznie, ale chociaz spedzone w towarzystwie rodziny.
    Zona siedzi dalej w salonie i gada, wiec nie moge sie spytac co sie dzialo w ciagu tygodnia… A ja pamietam tylko ostatnie dni przygotowan, sprzatania, gotowania i ogolnie pojetej paniki zwiazanej z przyjazdem rodzicow.
    W sobote zakonczylismy prace generalnym sprzataniem i swieceniem jaj, po czym wieczorem z Victorii odebralismy gosci. W niedziele zaczelo sie probowanie wszystkich wyrobow – i o dziwo wszystkie sa dobre. Serniki dobre, babki dobre, sledzie dobre, salatki dobre, wedliny dobre. Sie wyrobilismy.
    Z racji obzarstwa probujemy walczyc spacerujac. W niedziele z kosciola spacerek, wieczorem kolejny spacerek do Battersea Parku. Dzisiaj pare godzin spacerku po National Gallery. Ja niestety od jutro bede juz musial pracowac, ale Gosia dalej ma zamiar ciagac rodzicow na piechote.
    Niestety z powodow srodowiskowych nie wyszly nam dzisiejsze plany na lodki – ale prognoza rozjasnila sie na piatek, wiec jezeli dostane urlop to jeszcze sobie poplywamy.
    Wieczory spedzamy przy drinkach, rozmowach i grach (na razie nie brydzu) i przy okazji projektowaniu domow.

  • Londynska wiosna

    Tak cos mi sie wydaje, ze te wszystkie kawaly o Londynskiej pogodzie to powstaly w czasie “wiosny”. Codziennie cos pada i wedlug prognozy prawie codziennie ma padac. I wez tu planuj jakies podworkowe aktywnosci na tydzien swiateczny z rodzicami…
    Bo i my praktycznie tylko swietami zaczynami zyc. Plany co kupic, co gotowac i co robic. W sobote wyprawilismy sie do Polskiego sklepu po niezbedne zaopatrzenie (wedzonki, twarog i majonez przede wszystkim).
    Poza zblizajacymi sie swietami jedynym wartym odnotowania faktem jest rozpoczecie nowej pracy przez Matta. Emoov – jakas agencja nieruchomosci. Ciekawe jak dlugo tam wytrzyma…
    Bo my dalej tylko odliczamy miesiace do powrotu

  • Prawie wiosna

    Tydzien minal bez zadnych wydarzen wartych zapamietania i wspomnienia. Wiosna przyszla po zimie, cieplutko sie zrobilo, kwiatki sie pojawily. Po czym znowu w weekend przysypalo sniegiem. Gosia juz zaczyna panikowac, ze na swieta n a pewno cieplo nie bedzie i co my wtedy z tymi rodzicami zrobimy?!
    W piatek wieczorem udalo sie odnowic kontakt z Markiem. Po latach calych pogadalismy na Skypie. Glupio strasznie i mam nadzieje, ze uda sie ten kontakt utrzymac.
    W biurze cisza i spokoj – Anna dalej na wakacjach. I jakos roboty malo. Rich juz na wakacjach, szczesciarz gdzies na Fiji. Zazdroscimy mocno, sami bysmy chcieli plaze i sloneczko…