Category: Perypetie Mazurskie

  • I znów zima

    Mamy piękną zimę tej zimy. Nie jest zbyt zimno, ale śniegu napadało nam spore ilości. Na tyle dużo, że dzisiaj pierwszy raz od nie wiem ilu lat znowu zrobiłem bałwana. Dla Marysi oczywiście, ale jednak. Takie czasy.

    W zeszły wtorek znów nadszedł czas kolędy. Okazało się, że tym razem tylko ja się wymigałem z wizyty pracą. Nawet tata się pokazał, chociaż pewnie później żałował, bo usłyszał całe kazanie z powodu niechodzenia do kościoła. Mama chyba też niezbyt zadowolona, bo się nasłuchała, że skoro na emeryturze to do kółek katolickich powinna wstąpić. Tylko Marysia zadowolona, bo dostała obrazek ;)

    Poprzedni weekend imprezowy, w sobotę świetowaliśmy pierwsze urodziny Laury, a w niedzielę urodziny mamy (już nie pierwsze).

    Niedługo po Nowym roku zakończył się też nasz wynajem około świąteczny. Ładna sumka zarobiona, Gosia tylko we wtorek przy okazji podróży do Ełku do dentysty ogarnęła też mieszkanie. I mimo obaw po awarii Sylwestrowej okazało się, że goście byli porządni i oddali wszystko w bardzo dobrym stanie.

  • Żegnamy 2023, witamy 2024

    Jakoś wyszło, że cały grudzień trzeba opisać – a działo się sporo.

    Na początku Mikołajki. W weekend Marysia spotkała Mikołaja przy krzyżu, dała mu piątkę i w zamian dostała całą torbę słodkości. A wieczorem rodzice spotkali się u Mateusza na imprezie Mikołajkowej.

    W same Mikołajki (które wypadały w środku tygodnia), Gosia razem z rodzicami pojechała do Suwałk. Mama na zdjęcie szwów po jakiejś estetycznej operacji, a Gosia namówiona usunęła sobie tę minimalną brodawkę z rzęsą którą od wielu lat miała na oku.

    Budowlanie powolutku do przodu. Ułożyliśmy płytki w garażu, zakupiliśmy płytki podłogowe do reszty domu, zaczęliśmy układać deskowanie sauny. I nie tylko my do przodu, bo kilka dni przed świętami Miłosze przeprowadzili się już do Lisek – prace wykończeniowe zakończone, brakuje im jeszcze paru mebli, ale ogólnie są na gotowo.

    Święta pierwszy raz zdrowo w całej rodzince. Marysia i dzieciaki Miłoszów zdrowe, więc mogliśmy na spokojnie i bez większych zmartwień spędzić wigilię razem. Dla raportu – w tym roku ulepiliśmy 159 pierogów.

    Sylwester też zadziwiająco zdrowo i udało się nam spędzić go bardzo miło u Czaplickich. Dziecia też zadziwiająco dotrwały do samej północy!

  • Rodzeństwo?

    W zeszłym tygodniu zaczęła się zima. Gosia mnie wysłała na wymianę opon w ostatniej chwili – w środę wymieniłem opony, a od czwartku zaczął padać śnieg i w zasadzie leży aż do dzisiaj. Temperatury też zimowe się utrzymują. Ale i tak chyba nie wierzę, że taka aura utrzyma się do świąt.

    W zeszły piątek wybraliśmy się do Warszawy do Novum porozmawiać z panią doktor i potencjalnym rodzeństwie Marysi. Po szybkim przebadaniu Gosi okazało się, że muszę ją trochę pokłuć i wspomóc lekami i na potencjalny transfer umówimy się na styczeń.

    A następnego dnia w sobotę zapakowaliśmy się znowu do samochodu i ruszyliśmy w trasę do Białegostoku. Kolejny raz obejrzeć płytki i podjąć ostateczną decyzję. I się chyba nawet udało, płytki co prawda nie tak ładne i trochę inne od zakładanych początkowo, ale w cenie tak dobrej, że nie dało się z tego zrezygnować. A przy okazji standardowo jakieś zakupy w Makro. Mieliśmy też zaproszenie na imprezę, ale Marysia trochę zakatarzona i pokasłująca – nie sprzyjało to odwiedzinom niestety.

    W piątek Gosia zabrała małą na wizytę do fizjoterapeutki – bardziej kontrolną, ale i tak wyszła z zaleceniem dostarczenia Marysi bodźców stopowych, żeby trochę ją przyzwyczaić do różnych faktur i tekstur i tym samy pomóc w lepszym chodzeniu.

    Od dwóch dni Marysia dopominała się też o odwiedziny od Jejona, no i dzisiaj Miłosze nas odwiedzili. Posiedzieli, zjedli – tylko w zasadzie beze mnie i bez taty, bo my ambitnie poszliśmy do roboty. I nawet udało nam się chyba dokończyć położenie płytek w garażu. Pierwsze prawie wykończone pomieszczenie!

  • Ciepło choć zimno

    Mamy ocieploną chałupę. W ostatniej chwili przedzimowej, bo od tego tygodnia już temperatury na minusie. A w domu ciepło! I już oficjalnie można powiedzieć, że zostało nam do zrobienia już “tylko” wykończenie. Z którym też staramy się nie spać jakoś długo, bo już zaakceptowaliśmy projekty łazienkowe. Teraz musimy tylko pracować i zarabiać, bo duży dom, dużo łazienek, dużo płytek, dużo pieniędzy…

    Gosia parę razy odwiedzała Ełk badając się intensywnie. W ciągu miesiąca czeka nas bowiem pierwsza wizyta w Warszawie i pewnie niedługo potem (mamy nadzieję), kolejna próba.

    Rodzice sobie fundują plastykę oczu, tata miał jakąś mała zmiana w kąciku – którą w zasadzie na miejscu wycięli laserem. Mama natomiast umówiła się na jakiś większy zabieg powiek.

    Weekend urodzinowy, bez imprezy – tylko z obiadem z rodzinką. Dzieci chyba zdrowe, więc Miłosze mogli do nas wpaść. A na kolację urodzinową wrócił tata ze swoich żeglownych wojaży na których przebywał cały poprzedni tydzień.