Category: Perypetie Mazurskie

  • I po Wielkanocy

    Coś mi żona nie przypomina o dzienniku, a tutaj miesiąc jak z bicza trzasł. Teraz epopeję przyjdzie pisać. Na szczęście chociaż skrót dostaję, bo samemu nic bym nie pamiętał.

    Czwartego marca świętowaliśmy urodziny Gosi w atmosferze dość smutnej. Bez imprezy, w najbliższym gronie najpierw na kawie z teściem i babcią, a później na herbatce, cieście i drinku z Miłoszem i Olą.

    Dwa dni później wsiedliśmy rankiem do samochodu i pojechaliśmy do Olsztyna zbadać Marysi wzrok. I chociaż widzi dobrze, to z powodu delikatnego zeza zaczęła nosić nosić okulary. Dzielna dziewczyna, walczy z nimi tylko troszkę ;)

    Kolejne dwa dni później wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Warszawy. Wizyta w Novum, żeby potwierdzić, że poronienie przebiegło ok i dostać zalecenia na kolejną próbę.

    W weekend dziewiątego imprezowaliśmy u Oli na 30tych urodzinach, a parę dni później trzynastego skromnie świętowaliśmy imieniny mamy – tylko kolacja przesunięta na następny dzień, bo ociec imprezował w Gdyni (znaczy na szkoleniu był). Tak mu się spodobał hotel i lokalizacja, że teraz chce na wrzesień jechać w to samo miejsce całą rodziną.

    Przed Wielkanocą uzupełnilismy też płytki i ceramikę do łazienek. Ceramikę odebraliśmy z Białegostoku sami, a płytki w kilku turach przyjechały w ciągu tygodnia. Teraz tylko jeszcze musimy ustalić kto je będzie montował.

    W Marcu Gosia wróciła do aktywności fizycznej innej niż noszenie małej – ostry fitness dwa razy w tygodniu w Juchach, Marysia natomiast z powodu chorób, alergii, katarów niestety nie chodzi na zajęcia sensoryczne – a chce chodzić i sama o nie prosi. Zamiast zajęć została jednak czytelniczką, karta biblioteczna założona, raz w tygodniu wymiana książeczek, dodatkowa oszczędność na kupnie i trochę różnorodności w czytaniu dla nas.

    Wielkanoc w temperaturach niemalże letnich (nawet chyba marcowy jakiś rekord pobity). W poniedziałek wielkanocny wybraliśmy się na spacer do Ełku w krótkich rękawach, byliśmy na lodach – pełne wakacje. Minęły oczywiście zbyt szybko i już w czwartek byliśmy w Białymstoku na histereskopii wymaganej w Novum. Czemu nie w Warszawie? I czasowo i kosztowo zabieg w Białym był połową zabiegu w Wawie. Więc z powodów czysto ekonomicznych pojechaliśmy tam. Zresztą – jesli z jakiegoś powodu ostatnia próba nam się nie powiedzie zastanawiamy się nawet nad transferem materiału do Białego, żeby tam zrobić całą procedurę.

    A w ostatni piątek przed samym wyjazdem odwiedzili nas Robert z Izą. Narzeczeni od Nowego Roku przyjechali na dwa tygodnie Wielkanocy do Polski. Fajnie i przyjemnie było posiedzieć, pogadać i się napić.

  • A jednak ciągle trójka…

    Długo nie było dziennika, ale sporo się działo i duża doza niepewności sprawiła, że piszę dopiero teraz – jak już wiadomo co i jak.

    Niestety, mimo początkowych wskazań na ciążę, pozostałe wzrosty hormonów były nieprawidłowe i na ostatniej wizycie USG w Warszawie lekarka podjęła decyzję o zaprzestaniu podawania leków i ogłoszeniu nieudanej próby. Smutno nam i musimy chwilę odczekać przed podjęciem kolejnej próby.

    Budowlanie do przodu. Skończyliśmy z tatą saunę, w domu kominek już stoi, podłogi do zrobienia (oprócz łazienek) już tylko w dwóch pokojach i korytarzach dziennych, płytki łazienkowe zamówione, stelaże w łazienkach ustawione i zabudowane, fotowoltaika na dachu zamontowana i odpalona. Dużo się dzieje, każdy weekend na budowie.

  • Jest nas czwórka!

    Zaczynamy od najważniejszego – ostatnie 3 tygodnie spędziliśmy dwukrotnie podróżując do Warszawy, kłując niemiłosiernie brzuch Gosi – ale z powodzeniem i sukcesem. Dwie kreski na teście wskazują, że Marysia już niedługo doczeka się rozdzeństwa!

    I teraz cokolwiek napiszę to nie będzie jakoś bardzo ważne… W obu podróżach warszawskich godziny wizyt oraz nakładające się godziny jakichś lekarzy babciowych spowodowały, że musieliśmy brać ze sobą Marysię i korzystaliśmy z uprzejmości wujków nocując u nich. Miło było się spotkać, bo oni jakoś nas odwiedzać nie chcą…

    Chłopaki taty znów mieli parę dni przestoju więc znowu przyszli do nas i zaczęli układać płytki w salonie. I w zasadzie skończyli. Uznaliśmy z Gosią, że wybraliśmy bardzo ładną podłogę i teraz już naprawdę rozpoczęliśmy etap wykończeń domowych.

    Kontynuując tematy budowlane. W zasadzie zakończyliśmy garaż, ułożyliśmy ostatnie płytki, zafugowaliśmy i teraz zostały drobiazgi typu silikon i kupno/montaż psiego prysznica. Kupiliśmy też kominek do salonu, bo powoli trzeba kończyć wszystkie pozostałe podłogi. Kominek prosto z Francji, zamawiany bezpośrednio u producenta. I chyba dobrze finansowo na tym wyjdziemy, bo dostaliśmy dobrą zniżkę. A opróćz tego sauna wygląda jak sauna. Boazeria zrobiona, ławki zrobione, ledy zamontowane, drzwi wstawione. W zasadzie zostało tylko wybranie kamienia za piec i montaż samego pieca, żeby nazwać ją skończoną.

    Marysia przeżyła kolejny Dzień Babci i Dziadka. Zaśpiewała sto lat, dała prezenty i jak zawsze powaliła wszystkich swoją słodkością. To właśnie ona też zakomunikowała dziadkom, że zostanie siostrą. Dziewczyna rozwija się super i sprawia nam wielką radość obserwowanie tego. Gosia zabiera od paru miesięcy zabiera ją raz w miesiący na integrację z innymi dziećmi i o ile na początku mała była mocno nieśmiała tak teraz potrafi już odpuścić mamę i pobawić się sama.

    I już całkowicie na koniec. Za nami pierwszy przegląd Ravki. Spóźniony, ale komputer głupszy niż w proceedzie i nie przypominał się sam, że należałoby go zbadać. Kolejny raz z Karmelem u weta na przegląd podwozia, zważenie i zakupienie leków okresowych. A wczoraj Miłosze zaprosili ekipę na parapetówę, więc trochę mogłem poimprezować.

  • I znów zima

    Mamy piękną zimę tej zimy. Nie jest zbyt zimno, ale śniegu napadało nam spore ilości. Na tyle dużo, że dzisiaj pierwszy raz od nie wiem ilu lat znowu zrobiłem bałwana. Dla Marysi oczywiście, ale jednak. Takie czasy.

    W zeszły wtorek znów nadszedł czas kolędy. Okazało się, że tym razem tylko ja się wymigałem z wizyty pracą. Nawet tata się pokazał, chociaż pewnie później żałował, bo usłyszał całe kazanie z powodu niechodzenia do kościoła. Mama chyba też niezbyt zadowolona, bo się nasłuchała, że skoro na emeryturze to do kółek katolickich powinna wstąpić. Tylko Marysia zadowolona, bo dostała obrazek ;)

    Poprzedni weekend imprezowy, w sobotę świetowaliśmy pierwsze urodziny Laury, a w niedzielę urodziny mamy (już nie pierwsze).

    Niedługo po Nowym roku zakończył się też nasz wynajem około świąteczny. Ładna sumka zarobiona, Gosia tylko we wtorek przy okazji podróży do Ełku do dentysty ogarnęła też mieszkanie. I mimo obaw po awarii Sylwestrowej okazało się, że goście byli porządni i oddali wszystko w bardzo dobrym stanie.