Category: Perypetie Mazurskie

  • Praca, praca…

    W dzień praca, wieczorem praca, w weekendy praca… dostałem pierwszy projekt dodatkowy z Toptala. I teraz niestety parę tygodni będę się musiał przemęczyć dostarczając dodatkowe 20 godzin tygodniowo. Dobrze, że przynajmniej kasiorka całkiem niezła z tego będzie (choć mogłaby lepsza).

    Zapisałem Gosię z tatą na Runmageddon. Sześć kilometrów i trzydzieści przeszkód. Samemu mimo chęci niestety nie uda mi się pobiec, bo na 2 tygodnie wcześniej jestem umówiony na wycięcie narośli z kolana.

    Wiosna już w pełni, w dzień cieplutko, nocami tylko trochę chłodno. Ale korzystając z ciepłości w sobotę rozpaliliśmy ognisko. Gosia już od czwartku marzyła o kiełbasie z grilla, więc skończyliśmy i z kaszanką i chlebem z serem i ciastami. Się nażerliśmy wszyscy jak świnie. A trochę nas było, bo dotarła Pani Ela, i mama Gosi, a na sam koniec wszystkich nas zaskoczyli Lewiccy. Paliliśmy wszystko co pod ręką, a przede wszystkim gałęzie prosto z drzew. Ale tyle ich, że aż tata się zastanawia nad kupnem maszyny rozdrabniającej.

    W sobotę rano wybraliśmy się do Ełku. Plan ambitny na załatwienie projektu łazienek w mieszkaniu ełckim, ale niestety się okazało, że umawiać się trzeba z wyprzedzeniem. No to się tylko umówiliśmy… A później ze dwie godziny naczekałem na Gosię, bo tym razem u fryzjera się kolorowała.

  • Powiedzenie mówiło o sadzeniu…

    A ja w weekend zabrałem się za wycinkę. I pierwsze drzewka stojące na przyszłym placu budowy domu już wycięte. Gosia znów się zabrała za porządki wiosenne, tym razem bez odcisków.

    Remonty nie kończą się nawet kiedy już w domu nie ma roboty (jasne, zawsze jest). We wtorek poszliśmy do teściów, żeby pomóc im z odnowieniem kuchni. Malowanie załatwiliśmy na wieczór, a oni sami następnego dnia wymienili meble i wykładzinę. No i kuchnia jak nowa.

    W weekend kilka imprezek, najpierw piątkowa w Starych Juchach u Krzysia i Brygidy na urodzinach, a w sobotę wieczorem razem z odwiedzającymi Miłoszem i Olą pojechaliśmy do Kuby. Tam w 6 razem z Patrycją zagraliśmy sobie w planszówki, a oprócz tego Gosia ululała się drinkami tak, że większość niedzieli przeleżeliśmy. Przypomina się Londyn.

    Oprócz sprzątania i imprezowego weekendu w sobotę rano pojechaliśmy do Suwałk obejrzeć Kię Stinger. Szkoda, że ją sprzedali… Ale nową mają mieć niedługo i nawet się będzie można przejechać. A naprawdę poważnie zastanawiamy się nad opcją wynajmu długoterminowego…

  • Prysznic!

    Oficjalnie zakończyliśmy prace łazienkowe. No, zostało jakieś czyszczenie, może trochę silikonu – ale prysznic z brodzikiem i drzwiami jest. Szafka z oświetleniem i dużym lustrem jest. Łazienka pomalowana. Zajęło nam to równo miesiąc.

    W sobotę z samego rana zapakowaliśmy się do samochodu i zrobiliśmy wycieczkę do Ostródy na targi ogrodnicze (miały być też wnętrz i inne, ale jakoś się chyba rozejszło). Pooglądaliśmy sauny i banie, jakieś nowe technologie budowy domów, kupiliśmy kurtkę skórzaną (no bo gdzie indziej? jak nie na targach ogrodniczych), no i zapełniliśmy bagażnik roślinkami.

    A dzisiaj korzystając w pięknej pogody ja zamknąłem się w łazience i kończyłem prace, a Gosia poszła w ogród razem z rodzicami. Sadząc, grabiąc, paląc i gotując wszystko na przyjście wiosny. Bo pogoda piękna, słoneczko, ciepełko. Aż chce się w łazience siedzieć.

    UPDATE Po roku :) Ta dobra knajpa -(Karczma Warmińska), co to w niej się stołowaliśmy po targach – to w Gietrzwałdzie była :)

  • Zdrowiejemy

    Aktywność zerowa, ale dalej nie całkiem zdrowi, więc więcej lenistwa.

    W środę imieniny mamy. Dostała od nas rączkę szczoteczki, do tej co sobie popsuła. Świętowaliśmy delikatnie przy winku, imprezę zostawiając na sobotę.

    W piątek pojechaliśmy do Warszawy wrócić pod opiekę Tomka. Wizyta załatwiona błyskawicznie, ale chyba nas nie pamiętał, bo znowu mówił przez Pan. Parę badań zleconych (kolejny przyjazd do Wawy się szykuje) i skierowanie na wycięcie znamienia na kolanie. Powrót z zahaczeniem o centrum handlowe, w końcu kupiona szafka do łazienki – zamontuję ją w ciągu tygodnia.

    W sobotę rano zawiozłem Gosię do fryzjera i dentysty. Wróciła z włosami krótszymi o dobre 10 lat wstecz… dobrze, że z zębami wszystkimi…

    W łazience dalej rozpiernicz, ale coraz bliżej końca.