A ja w weekend zabrałem się za wycinkę. I pierwsze drzewka stojące na przyszłym placu budowy domu już wycięte. Gosia znów się zabrała za porządki wiosenne, tym razem bez odcisków.
Remonty nie kończą się nawet kiedy już w domu nie ma roboty (jasne, zawsze jest). We wtorek poszliśmy do teściów, żeby pomóc im z odnowieniem kuchni. Malowanie załatwiliśmy na wieczór, a oni sami następnego dnia wymienili meble i wykładzinę. No i kuchnia jak nowa.
W weekend kilka imprezek, najpierw piątkowa w Starych Juchach u Krzysia i Brygidy na urodzinach, a w sobotę wieczorem razem z odwiedzającymi Miłoszem i Olą pojechaliśmy do Kuby. Tam w 6 razem z Patrycją zagraliśmy sobie w planszówki, a oprócz tego Gosia ululała się drinkami tak, że większość niedzieli przeleżeliśmy. Przypomina się Londyn.
Oprócz sprzątania i imprezowego weekendu w sobotę rano pojechaliśmy do Suwałk obejrzeć Kię Stinger. Szkoda, że ją sprzedali… Ale nową mają mieć niedługo i nawet się będzie można przejechać. A naprawdę poważnie zastanawiamy się nad opcją wynajmu długoterminowego…
