Trochę się działo w tym tygodniu. Zaczęliśmy od projektu łazienek w mieszkaniu ełckim. Pojechaliśmy do Chaty, spędziliśmy tam 2 godziny ale wyszliśmy z ładnymi projektami dwóch łazienek. Teraz trzeba tylko mieszkanie mieć, żeby je zrobić, a tu kolejne przesunięcie i mamy kolejną nadzieję, że 15 maja odbierzemy…
We wtorek od samego rana w przychodni i po oczekiwaniu w kolejce wycięli mi znamię z kolana. Oczywiście jak przy każdym zabiegu musiało mi się zrobić słabo, ale ogólnie rzecz biorąc źle nie jest. Trochę szwy ciągną, trochę upierdliwości przy zmianie opatrunku każdego dnia i do tego golenie nogi (bo lepsze golenie od depilacji) no i brak jakiejkolwiek aktywności. 2 tygodnie szwów, potem z tydzień dodatkowo i juz nie będę mieć tego znamienia.
No i ze względu na nogę i do tego pracę toptalową niewiele pomagałem przy świętach (niewiele ich też poczułem). Ot trochę sprzątania i praca. Na szczęście chociaż niedziela trochę luźniejsza, dzień spędzony na wizytach u Gosiowej rodzinki, a wieczorem rozgrywki bilardowe w klubowym.
W ciągu tygodnia nic… i wygląda na to, że tak właśnie przez parę najbliższych tygodni będą wyglądały wpisy. No bo i jak ma się dziać, jak w ciągu dnia praca, a po powrocie do domu zjem i dalej siadam do komputera? Długo tak człowiek nie wytrzymie, ale co parę tygodni dodatkowy zastrzyk gotówki będzie fajny.
Poza pracą, mama chyba dalej strajkuje, tata wykłada podkładem taras i przygotowuje teren pod nowe chodniczki przed domem, także wiosna już w pełni zagościła.
A Maleńczuk? W sobotę poszliśmy wszyscy na koncert do Ełckiego Centrum Kultury i posłuchaliśmy sobie ładnego koncertu.
W dzień praca, wieczorem praca, w weekendy praca… dostałem pierwszy projekt dodatkowy z Toptala. I teraz niestety parę tygodni będę się musiał przemęczyć dostarczając dodatkowe 20 godzin tygodniowo. Dobrze, że przynajmniej kasiorka całkiem niezła z tego będzie (choć mogłaby lepsza).
Zapisałem Gosię z tatą na Runmageddon. Sześć kilometrów i trzydzieści przeszkód. Samemu mimo chęci niestety nie uda mi się pobiec, bo na 2 tygodnie wcześniej jestem umówiony na wycięcie narośli z kolana.
Wiosna już w pełni, w dzień cieplutko, nocami tylko trochę chłodno. Ale korzystając z ciepłości w sobotę rozpaliliśmy ognisko. Gosia już od czwartku marzyła o kiełbasie z grilla, więc skończyliśmy i z kaszanką i chlebem z serem i ciastami. Się nażerliśmy wszyscy jak świnie. A trochę nas było, bo dotarła Pani Ela, i mama Gosi, a na sam koniec wszystkich nas zaskoczyli Lewiccy. Paliliśmy wszystko co pod ręką, a przede wszystkim gałęzie prosto z drzew. Ale tyle ich, że aż tata się zastanawia nad kupnem maszyny rozdrabniającej.
W sobotę rano wybraliśmy się do Ełku. Plan ambitny na załatwienie projektu łazienek w mieszkaniu ełckim, ale niestety się okazało, że umawiać się trzeba z wyprzedzeniem. No to się tylko umówiliśmy… A później ze dwie godziny naczekałem na Gosię, bo tym razem u fryzjera się kolorowała.