Category: Perypetie Mazurskie

  • I już zaczynamy

    Na początek najważniejsze – “pierwsza” wizyta w Białym zakończona powodzeniem. Zakwalifikowaliśmy się do dopłat, okazało się, że leki też refundowane. Czekamy teraz na rozpoczęcie leków i kolejne wizyty.

    Byliśmy na kolejnej wizycie u alergologa. Marysia jak zwykle złoty dzieciak mimo sporej obsuwy bez problemu przetrwała gorąc i czekanie, żadnego płaczu przy testach na których kolejny raz nic nie wyszło. Rodzice jak co roku wybrali się na kajaki (tym razem kanał Augustowski) i mieliśmy całą rodziną (nawet z psem), dołączyć do nich na jeden wieczór na ognisko – ale niestety akurat wtedy młoda się rozłożyła z wysoką gorączką. Skończyło się tylko na tym, że dowiozłem im zapasy i wróciłem… a już w zasadzie byliśmy spakowani.

    Ja po problemach żołądkowych się badam. W dzień imienin (albo dzień po) zaplanowana kolonoskopia więc imprezy nie było. Badanie było ciężkie i ostatecznie nic nie znalazło (oprócz jakiegoś prawdopodobnie niegroźnego polipa do wycięcia). Wiadomość jednocześnie zła i dobra – nic bardzo złego nie ma, ale skąd problemy żołądkowe też nie wiadomo.

    Budowlanie się dzieje, przede wszystkim z powodu przerw w pracach w ekipach chłopaków od taty. I tak mamy już dom cały w płytkach (zostały tylko fugi w niektórych miejscach), saunę i prysznic przy saunie też wypłytkowane, obrzeża naokoło basenu i domu i nawet elewację na basenie wytynkowaną! A oprócz tego Gosia się rozeznaje w kosztach zrobienia kuchni, a w domu już tym razem zewnętrznie dzielnie działają gładziarze. I gdyby nie finanse to zaraz można by się było wprowadzać – ale niestety bez pracy wieczornej trochę się wszystko przedłuża

  • Jednak próbujemy

    Sporo zawirowań i trudnych rozmów, ale w końcu decyzja podjęta. Spróbujemy kolejny raz, tym razem bliżej – bo w Białymstoku. Jesteśmy już po wizycie w Warszawie, żeby podpisać dokumenty transportu materiału do Białego, teraz czekamy na kopię dokumentacji medycznej i wizytę kwalifikacyjną w przyszłym miesiącu.

    Korzystamy z nowego oświetlenia ogniskowego i wszelkie okazje z gośćmi organizujemy po prostu tam. Były już imieniny Gosi, był długi weekend czerwcowy (z Mariuszem i Jagodą). I pewnie na tym się nie skończy.

    Miłosze się wybrali na tydzień do Bułgarii na full inclusive do jakiegoś hotelu. I zostawili Marysi opiekę na zwierzakami. No i się dzielnie wywiązywała, chodziła codziennie z mamą karmić kotki. Zresztą karmi nie tylko koty, coraz częściej karmi też Karmela. Wrócili dość niedawno i od razu zabrali się za organizowanie urodzin Leonowych na które dzisiaj pojechaliśmy na salę zabaw. Marysia jak zawsze przeszczęśliwa i widać jak coraz starsza coraz więcej korzysta. Ale dużej zjeżdżalni dalej się boi ;)

    Skontrolowaliśmy się też dentystycznie. Ja u denstystki tej co zawsze, znów wizyta darmowa na 5 minut, bo znów nawet kamienia nie trzeba było ściągać. A Gosia tym razem się przepisała i też zaliczyła kontrolę, leczenie i ma nadzieję, że w przyszłym miesiącu już tylko czyszczenie zostanie.

  • I zostanie jedynaczka

    Wszelkie znaki niestety wskazują, że nasza ostatnia próba zakończyła się niepowodzeniem. Nie wychodzą żadne testy, jutro tylko dla potwierdzenia Gosia pójdzie sprawdzić krew. Może to i lepiej, że tak bez dawania nadziei jak poprzednio – od razu wiadomo, że nic nie ma.

    Musimy jeszcze tylko podjąć decyzję, czy chcemy próbować kolejny raz, bo będzie się to wiązało z rozpoczęciem całej procedury od nowa. Kłucia, zarodki, transfery.

    A jak jednak nie? No to Marysia będzie naszym jedynym oczkiem w głowie :)

  • Cały miesiąc minął

    Z jakiegoś powodu całkowicie wyleciało mi z głowy pisanie dziennika na majówkę i to mimo tego, że żona napisała przypomnienie. No to teraz trochę dłuższy wpis miesięczny.

    Marysia się odpieluchowała. Co prawda sami chcieliśmy spróbować w to lato, ale nie myśleliśmy o tym tak szybko. A tutaj na samą końcówkę kwietnia córka zażyczyła sobie majteczek, a nie pampersów. Przez pierwsze kilka dni zdarzyło nam się kilka wpadek, ale skończyły się szybko i już Marysia za każdym razem grzecznie woła na nocnik.

    Nie tylko pieluchy się dzieją, bo mała pięknie się też rozwija. W ciągu miesiąca były urodziny Róży, córka już zaczyna się świadomie bawić na atrakcjach i nawet zasiadła do stołu, żeby spróbować tortu. Gosia zabrała ją też do teatru na urodziny Binga. Prawie godzina przedstawienia wytrzymane i polubione. W zeszłym tygodniu dziewczyny były też na pierwszej wizycie u dentysty. Bez problemów mała dała sobie zrobić przegląd i wyczyścić ząbki w miejscach trudno dostępnych.

    W majówkę zainaugurowaliśmy ognisko. Mimo wcześniejszych planów przesuwania miejsca, ostatecznie zostało w tym samym. Ognisko przyjemne, smaczne tylko Kubie alkohol nie podszedł. Albo podszedł zbyt dobrze…

    W ostatni piątek podjęliśmy ostatnią próbę sprawienia Marysi rodzeństwa. Gosia ma tydzień oszczędzania się i podwójnego kłucia. I trzymamy kciuki, żeby się udało.

    Niby dopiero końcówka maja, a już mamy suszę. Przez cały maj, pogoda w zasadzie letna z temperaturami prawie 30 stopni i brak deszczu. Zapowiadają rekordowo gorące lato… może się wybierzemy w sierpniu do Włoch to będzie trochę chłodniej?

    Budowlanie ciągle do przodu. Zdecydowaliśmy się na gładzie mimo mocnych namówień taty. Dwie łazienki w zasadzie skończone, toaleta to nawet zafugowana. Teraz szykuję ściany i podłogi do gładziowania. A później? Chyba kuchnia?