Category: Perypetie Mazurskie

  • Liski 9

    W czwartkowy poranek w końcu oficjalnie zameldowaliśmy Gosię w Liskach numer 9. Dowodu nie zmieniła, dostała tylko zaświadczenie ale już jest całkowicie moja.

    Oprócz tego niewiele. U Gosi straszna ilość faktur do zaksięgowania i zrobienia przed wylotem na wakacje. Tak że do północy, to spokojnie żona przy komputerze… Gorzej niż ja jak miałem dodatkowe projekty….

    A wakacje…. Ah…. W piątek się zapakowalismy do autobusu z walizkami i w sobotę raniutko znaleźliśmy się w samolocie na Cypr. Kolejne all-inclusive w życiu. Pogoda jak drut, pokój z z własnym jacuzzi i widokiem na morze… Żeby jeszcze tylko żona chociaż ten raz w roku była tak jak mąż chce… Ale tu chyba nie mam co liczyć na nic… No cóż, pozostaje sie tylko cieszyć, że trochę wolnego od pracy.

  • Pierwsze wykopki i pierwszy chrześniak

    I znowu tydzień minął. I znowu praca praca. Tym razem Gosia oprócz swojej normalnej dorabia wieczorami księgując faktury dla taty. A że ucieka nam tydzień września na wakacje, musi się ze wszystkim wyrobić szybciej.

    W sobotę z samego rana razem z mamą wybraliśmy się na moje pierwsze w życiu wykopki. Ciężka to robota i żmudna, ale daliśmy radę.

    A w niedzielę też z samego rana zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w drogę do Warszawy ochrzcić Leona. Poszło bez problemów. Tylko chyba złapałem jakieś przeziębienie bo mnie gardło pobolewa. Oby nie przeszło w nic poważniejszego…

  • Zawiszeselnie

    Tydzień nam minął, ale tym razem mimo współpracy żony niewiele pamiętamy. Chyba praca, praca. Na szczęście w weekend “odpoczęliśmy”.

    W piątek po pracy pobujaliśmy się przy koncercie Kultu. Niewielka salka, ale wypełniona, niewielka scena, więc fajnie było wszystko widać. Szkoda tylko, że dość słabo słychać i jak nie znaliśmy słów do niektórych piosenek to nie udałoby się nauczyć.

    W sobotę za to od rana szykowanie, malowanie i upiększanie, bo jeszcze przed południem zapakowaliśmy się w samochód i ruszyliśmy do Ostrowi pobawić się na weselu Oli Zawiszy i Mariusza. Super impreza, pojedliśmy, potańczyliśmy (i nie tylko ;)), napiliśmy się, znaleźliśmy fajnych nowych znajomych ze stolika, szukaliśmy ojca w kukurydzy, a na sam koniec obudziliśmy o 4 nad ranem Monikę, żeby po nas przyjechała. Taka impreza.

    W niedzielę, jak już udało się nam zwlec z łóżka i dojechać na poprawiny znowu się troszkę pobawiliśmy. A Gosia to się napiła chyba bardziej niż przez wesele – to pewnie przez brak tańców (i nie tylko :D). Następnym razem spróbujemy coś na to zaradzić.

  • Reklamacje, reklamacje

    Się wysilać nie będę myśleć co się w zeszłym tygodniu działo skoro żonie to wisi. Wymyślaj i pisz jeszcze.

    W sobotę przyjechał serwisant z Poznania. Popatrzył na stelaż, powiedział to samo co wiedzieliśmy i odrzucił reklamację z powodu zabudowania stelaża. Na razie nie wiemy jak to dalej wyjdzie…