Od czwartku nareszcie oficjalnie jesteśmy właścicielami mieszkania Ełckiego. Po zapłaceniu formalności, paru parafkach i podpisach kolejny akt własności już nasz.
Oprócz tego tydzień minął na wspominaniu ciepełka cypryjskiego, bo pogoda Polska zadecydowała, że nasz przedsmak zimowy da i temperatury zmuszały do zakładania cieplejszych kurtek…
W piątek odpaliliśmy sezon siatkarski w 8 osób. Poziom po tak długiej przerwie niezbyt wysoki, ale się poprawimy. A Gosia 3 razy w tygodniu na jakieś aerobiki, jogi, czy inne aktywności.
Weekend zaczęliśmy od szybkiej wizyty w Ełku i spotkaniu ze stolarzem. Okazało się, że musimy wybrać uchwyty do szafek i szaf. Termin realizacji kuchni i przyległości jakoś nam zleciał i w ciągu tygodnia dwóch będziemy mieli meble mocowane. Zostaną już tylko pozostałości.
W sobotę wieczorem natomiast kolejna wizyta w Ełku z wizytą u Martyny i Karola którzy we wtorek już na stałe wrócili z Norwegii do Polski. Posiedzieliśmy, napiliśmy się, pogadalismy. Fajnie i pewnie będziemy dość częstymi gośćmi u nich.
Pozostała część weekendu spędzona na robotach około domowych. Gosia grabiła i sprzątała, tata kosił, koparkował, a ja siedziałem przy bramie i starałem się przywrócić bramofon do życia (tylko tak porządnie).
I dalej czekamy na samochód, już opóźniony i już na pewno nie będzie go na mój wyjazd do Londynasa. Gosia będzie jakoś musiała tylko przeżyć i pojeździć tydzień do Ełku Carensem. I mamy nadzieję, że nie potrwa to już bardzo długo, bo trochę ciężko z jednym samochodem jednak…