Category: Perypetie Mazurskie

  • Nostalgiczny Londyn

    W zasadzie powinienem otagować ten wpis jako Dzienniki Londyńskie, nie Perypetie Mazurskie, ale skoro tamtą część zakończyliśmy to nie będziemy zmieniać.

    A czemu? No bo w Liskach Gosia z rodzicami musieli sobie po prostu radę dawać beze mnie. I podobno nie działo się nic. Niezbyt to prawda, bo samemu wiem, że Gosia jeździła caly tydzień samochodem Krzysia (pożyczonym z posesji rodziców), pomagała Damianowi w lekcjach, ogarniała mieszkanie (mamy kuchnię, mamy licznik!) i w ogóle dzielna była.

    A ja tymczasem? Piłem codziennie z tej tęsknoty. A spotkania ze znajomymi to tylko pretekst był na pewno. Oprócz codziennej pracy w biurze, jeszcze w niedzielę spotkaliśmy się z Jasonem w pubie na rugby, później w poniedziałek wieczór przy grach z Alex, we wtorek kolacja firmowa i poznanie nowego pracownika, w środę Magicowy wieczór w Michaelem i Simonem (zakończony szybką wizytą Ellen), czwartek kolacja i drink z Robertem gdzieś w centrum, piątek wyjście do pubu z Richem, Anną, Nickiem podczas którego poznaliśmy dwójkę znajomych Richa i odwiedził nas Matt Kempster, a na sam koniec w sobotę rano podczas kolejnego meczu rugby spotkałem się kolejny raz z Jasonem i tym razem na świeżo wracającą z Australii Chantelle. Uf. Intensywnie, ale co dość wyjątkowe nie pominąłem chyba nikogo. A nawet udało mi się załatwić wymianę baterii w telefonie.

    Pogoda mnie nie rozpieszczała, codziennie deszcz, zimno – w przeciwieństwie do Polski. Na szczęście jeszcze dzisiaj udało mi się skorzystać z tej pogody. Taki gorąc, że podczas roboty tylko się rozbierałem. Najpierw kurtka, później ocieplacz, później bluza. Skończyłem w t-shircie! No, ale i roboty sporo, jak to na jesień i jak to na te wszystkie nasze plany.

    I też ze względu na te plany oraz zbliżającą się zimę zacząłem znowu szukać projektów Waszyngtonowych. I chyba nawet znalazłem, co niestety oznacza kolejne wieczory i weekendy spędzone przed komputerem. Ale chociaż stan konta się będzie zgadzał ;)

  • Słomiana wdowa

    No i zostawiłem Gosię samą w Liskach na cały tydzień. W końcu po 10 miesiącach z niewielkimi przygodami wróciłem na tydzień do Londynu. Niewiele się zmieniło, drobnostki bym powiedział. Na lotnisko w Szymanach odwiozłem siebie sam, Gosia musiała wrócić. I to Carensem, bo niestety ze względu na opóźnienia w produkcji dalej czekamy na nowy samochód…

    Gosia od zeszłego tygodnia cieszy się już umową o prace. Niestety czas określony (2 lata), ale mimo wszystko to jednak jakieś zabezpieczenie jest.

    Mieszkanie idzie sobie powolutku. Podatki już wyliczone, prąd umówiony, a stolarz zaczął wstawiać na miejsce meble. Niedługo zostanie tylko własnoręczne doposażanie i wykanczanie…

  • Właściciele oficjalnie

    Od czwartku nareszcie oficjalnie jesteśmy właścicielami mieszkania Ełckiego. Po zapłaceniu formalności, paru parafkach i podpisach kolejny akt własności już nasz.

    Oprócz tego tydzień minął na wspominaniu ciepełka cypryjskiego, bo pogoda Polska zadecydowała, że nasz przedsmak zimowy da i temperatury zmuszały do zakładania cieplejszych kurtek…

    W piątek odpaliliśmy sezon siatkarski w 8 osób. Poziom po tak długiej przerwie niezbyt wysoki, ale się poprawimy. A Gosia 3 razy w tygodniu na jakieś aerobiki, jogi, czy inne aktywności.

    Weekend zaczęliśmy od szybkiej wizyty w Ełku i spotkaniu ze stolarzem. Okazało się, że musimy wybrać uchwyty do szafek i szaf. Termin realizacji kuchni i przyległości jakoś nam zleciał i w ciągu tygodnia dwóch będziemy mieli meble mocowane. Zostaną już tylko pozostałości.

    W sobotę wieczorem natomiast kolejna wizyta w Ełku z wizytą u Martyny i Karola którzy we wtorek już na stałe wrócili z Norwegii do Polski. Posiedzieliśmy, napiliśmy się, pogadalismy. Fajnie i pewnie będziemy dość częstymi gośćmi u nich.

    Pozostała część weekendu spędzona na robotach około domowych. Gosia grabiła i sprzątała, tata kosił, koparkował, a ja siedziałem przy bramie i starałem się przywrócić bramofon do życia (tylko tak porządnie).

    I dalej czekamy na samochód, już opóźniony i już na pewno nie będzie go na mój wyjazd do Londynasa. Gosia będzie jakoś musiała tylko przeżyć i pojeździć tydzień do Ełku Carensem. I mamy nadzieję, że nie potrwa to już bardzo długo, bo trochę ciężko z jednym samochodem jednak…

  • Cypryjskie słoneczko

    Wylegiwaliśmy się caaaały tydzień. Hotel fajny, jedzenie dobre (ale gorsze od hiszpańskiego), plaża niestety kamienista – chociaż dzięki temu uniknęliśmy tłumów które zobaczyliśmy w pobliskim mieście na plaży piaszczystej. Wolnego miejsca niemal nie było.

    Przez cały tydzień z hotelu się nie ruszyliśmy prawie w ogóle, nie licząc krótkich spacerków po okolicach i tego pojedynczego wypadu na piasek.

    Źle nie było, bo takie coś pozwala wypocząć, ale niestety żona nie ułatwiała… ciągłe walki o ubiory rzuciły trochę cienia…

    Teraz już znowu Polska, powrót w sobotni wieczór do Warszawy, przespanie u wujków i po zakupach w Decathlonie i Makro + walizkach w bagażniku wracaliśmy do domu zapakowani jak nigdy.