Category: Perypetie Mazurskie

  • Domowa Pcimcia

    Nie wspominałem chyba wcześniej, ale już od dłuższego czasu w szafie w sieni mamy dodatkowego gościa. Po długim czasie mama zaprowadziła Pcimcię do weterynarza i okazało się, że nie jest za dobrze – i to nie tylko ze względu na wiek. Wycięli jej znamiona na skórze, wyrwali sporo zaropiałych zębów. Już jest lepiej, ale dalej ślepa… i mimo teoretycznej możliwości wypuszczenia na zewnątrz, mama ją dalej trzyma w domu, próbujác zaradzić coś na te oczy.

    Starania się ciąg dalszy. W środę spędziliśmy prawie godzinę w laboratorium wydając ponad tysiąc złotych. Ale większość badań już załatwiona. A dokładając jeszcze kilka czwartkowych już na NFZ to zostały nam do zrobienia tylko te zależne od poszczególnych dni cyklu. I będziemy mogli umawiać się na kolejną wizytę w Warszawie.

    Gosia wczoraj wieczorem miała kolejną imprezę firmową, a skoro byłem w domu to służyłem za szofera. Bardzo grzeczna była, ale co z tego skoro i tak głowa dzisiaj bolała?

    A tu i tak trzeba było się do teściów na obiad wybrać. Miał być z okazji urodzin Zuzi (córki najstarszego brata Gosi), ale się okazało, że zrobili dodatkowo i dla mnie. Mocno mnie tym zaskoczyli, szczególnie, że i prezenty dostałem.

    W Liskach pogoda piękna, dalej korzystamy z kociłapki na żywienie weekendowe. Niesamowite, bo mamy przecież już połowę listopada. Dalej prace podwórkowe i nie tylko pełną parą. Fitness nam się rozszerzył o bieżnię zażyczoną sobie przez Gosię. Bramofon dalej nie działa – chyba z powodu jakości kabla…

  • Czerwona strzała

    Nareszcie! W sobotę przyjechał do nas samochód. Śliczna czerwona Kia. I mruczy :). Pojeździliśmy od razu i się nacieszyliśmy i wszyscy uznaliśmy, że jednak warto było czekać. Tylko niestety teraz trzeba płacić. No – ale cóż.

    Cały tydzień zostawała u nas Ola, ale jakoś problemów nie było. Leon się całkiem sprawował, czasem nas tylko w nocy obudził (ale na krótko), a z samą Olą widywaliśmy się w zasadzie przy śniadaniu, bo wieczorem zanim wracaliśmy z pracy to oni już spali.

    W piątek mieliśmy jechać do Gdańska do Wiolki, niestety w środę rozłożyłem się strasznie tak, że przeleżałem dwa dni w łóżku. I szlag trafił wyjazd, bo jeszcze w sobotę czułem bolące gardło. Nawet przez chwilę myślałem, że to angina, ale mnie doktor z błędu wyprowadził i antybiotyku nie dał.

    A Gdańsk miał być między innymi z powodu zorganizowanego turnieju brydżowego w którym brali udział Gąszczaki (Michał z Kubą), Krzysiek Gałązka, Zawisze, Gładysie i Mazurkiewicze. Na szczęście, oni sobie w klubowym, a my sobie z Gosią w salonie w domu. I nie przeszkadzaliśmy sobie wzajemnie.

  • Bédziemy sié starać

    No i się zaczęliśmy starać. Jak to jest, że jak inne pary chcą dziecko to przyjemność i po sprawie. A Gosia ma listę 33 badań… i jeszcze ja muszę jakieś genetyczne zrobić. Ciekawe czego się z tego wszystkiego dowiemy. Ale pierwszy kroczek zrobiony. Tylko cii, tajemnica. Dopiero jak się uda to powiemy.

    I staramy się też pamiętać. W sobotę wieczorem pojechaliśmy do Martyny i Karola na imprezę. Spotkaliśmy się w 11 oO. Nasza czwórka + Justyna z Michałem i Ilona z Rafałem. I piątka dzieci pomiędzy nami wszystkimi.

    Nawaliliśmy się wszyscy tak, że Martyna jako jedyna pamięta całą noc. A ja osobiście wolałbym nie pamiętać niedzieli. Pierwszy raz cały dzień odpadłem, wymiotowałem i w ogóle. Nie lubię tego. Pić tak, ale chyba jednak przyjemniej z umiarem.

  • Miłosz się stary zrobił

    Korzystając z wolnej chwili, zamontowanego licznika i kupionych żarówek podjechaliśmy do mieszkania zobaczyć chociaż niektóre pomieszczenia w świetle. No i oczywiście problemy. W toalecie jedno światło nie działa. A w łazience na lustrem światła działają bez przerwy… Aby tylko się to dało naprawić bez kucia…

    Samochodu dalej nie ma, mamy zamiar upominać się o zastępczy, bo coraz więcej problemów jest z tylko jednym. Dobrze chociaż, że rodzice Gosi nam mogą pożyczać czasami, bo nie wiem jakby to było inaczej.

    I przez to też, w weekend do Warszawy pojechaliśmy firmowym Berlingiem. A po co? A bo się nam Miłosz zestarzał i własną trzydziestkę obchodził. Najpierw zaczęliśmy od escape roomów, a później przejechaliśmy na alkoholizację, planszówki kończąc na Ktulu. I w niedzielne przedpołudnie powrót do domciu.