Category: Perypetie Mazurskie

  • Ząb boli, a przyczyny nie ma

    Rozbolał mnie ząb. Pierwszy w życiu. Aż do dentysty poszedłem, żeby sprawdzić czy wszystko ok. I mimo patrzenia i zdjęciowania wychodzi, że ząb idealny (jak wszystkie zresztą). Ale boli. Ma przestać.

    Gosia się upiększała, we wtorej fryzjer, we czwartek paznokcie. Laseczka jak się patrzy.

    Wczoraj się zebrała prawie cała familia Dąbrowskich z emigracyji różnych, to i my się zebraliśmy na wieczór żeby pogadać, pośmiać si ę i poobgadywać. Emigracyjnie się nie tylko mieszają, bo jedno się rozwodzi, drugie się w czerwcu żeni. Weź i spamiętaj. Ale chyba życzyć szczęścia można obydwu.

    Zimy nie ma, a jak coś z nieba pada – to deszcz. Temperatury takie nijakie, na tyle że kwiatki w ogrodzie zakwitają i wychodzą. Ale przynajmniej porobić na dworze coś można. I sukcesy nawet są – bramofon nam działa! I lampa przy bramie. I może sama brama zadziała przed zimą… Ale by było.

    Dzisiaj przed południem wybraliśmy się do Ełku, żeby porobić trochę rzeczy w mieszkaniu. Udało się powiesić 3 z 4 lamp, zmontować 4 z 4 krzeseł, zamontować baterie na umywalkach (ale bez odpływów), sofę zamówić, parę rzeczy popsuć. Ogólnie bilans jest pozytywny i jest szansa, że na wiosnę spróbujemy pierwszy raz wynająć.

  • Ostrowski weekend

    Gosia się naobiecywała Monice, że w tym roku przyjedziemy do Ostrowi specjalnie do nich, a nie tylko przejazdem. No i jak się nalało, to trzeba wypić. Zajęło to prawie cały rok, ale z obietnicy się wywiązaliśmy.

    A oprócz Moniki udało się też zahaczyć babcię na imieniny, a także Marka na kawkę i pogadanki. Wieczór przy górach jedzenia naszykowanych przez Monikę, alkoholu i Decrypto (wszystkim się podoba!).

    W zasadzie nawet dobrze się złożyło, że do Ostrowi pojechaliśmy bo przy okazji zrobiliśmy szybki kurs do Warszawy. Ani w Ełku, ani w Białym Gosi nie chcieli zrobić dwóch pozostałych badań potrzebnych do zebrania kompletu. Ale to też już załatwione i jesteśmy już kolejny krok bliżej.

    Szkoda tylko, że wypadł nam calutki weekend z roboty w domu…

  • Ukiszeni

    Dzisiaj krótko, bo niewiele do powiedzenia.

    W ciągu tygodnia? Nic na tyle ważnego, żeby zapamiętać. Więc nie pamiętamy.

    W weekend spadł nam pierwszy śnieg. A w zasadzie nie nam a Kubie, ale że akurat się wybraliśmy pocelebrować nasze starzenie się wylegując się w saunie i grając w planszówki – to też nam. Niestety za mało, żeby się potarzać w śniegu po saunie…

    A tak to w weekend też robota. Osadziliśmy pierwsze słupki pod fotowoltaikę przy boisku. Dzisiaj zakisiliśmy też kapustę (we czwórkę, rekordowo zajęło nam to godzinkę) i zacząłem kłaść dodatkowy kabelek wzdłuż agrobory do celów bramofonowych (dalej się z tym bawię…) no i dalej ciągnę dodatkowe godziny projektu Waszyngtonowego.

  • 100000

    O jaka ładna liczba. Tyle już lat mam, się człowiek wzion i niezauważalnie postarzał o kolejny rok. I dalej młody! Niesamowite.

    Na urodziny do Lisek zwalili się Zawisze na generalny przegląd psa. Okazuje się, że też są potrzebne. Mieli zostać aż do piątku, ale mimo pooperacyjnego psa zebrali się do domu już w czwartek – chyba coś im nie przypasowało u nas na dłużej.

    Podczas Gosiowej imprezy firmowej w zeszłym tygodniu na wizytę weekendową zapowiedzieli się nam Kuba z Laurą (spotkani na weselu Oli Zawiszy). Troszkę byliśmy zaskoczeni, ale nie przeszkodziło nam to się spotkać, posiedzieć przy alkoholu i planszówkach w klubowym. Pierwszy raz Gosia postanowiła spróbować zapalić zaproponowane nielegalne substancje, więc dołączyłem do niej. Wielkiego efektu nie poczułem…