Category: Perypetie Mazurskie

  • Oczekiwanie

    Gosia się stresuje chociaż nie powinna i czekamy 2 tygodnie na testy. Czy coś wyjdzie? Nie wiadomo. Wiadomo, że Gosia do środy jeszcze się leniła na swoim zwolnieniu, ale żeby nie nudziła się za bardzo to cału wtorek spędziła u Martyny. Ciekawe, czy się nagadały wystarczająco?

    Mama od środy za to leniła się w szpitalu. Wróciła dzisiaj. Nic poważnego, badania alergologiczne. No i wyszło – linoleum. Kto by pomyślał, ze do tylu kosmetyków je wsadzają?! Teraz musi je wszystkie oddać Gosi, a sama się zaopatrzyć w bezlinoelowe. A ciężko podobno.

    Wczoraj wieczorem imprezka imieninowo-urodzinowa u teściowej. Gosia wymówiona lekami od picia alkoholu, ja nie mogłem. I dzisiaj trochę ciężko. Ale nie na tyle, żeby jednak nie wziąć się i próbować kończyć podłączanie bramy. Które poszło bardzo dobrze, tylko popsułem światło…

    A i jeszcze wczoraj tata na cały dzień pojechał do Warszawy, żeby pomagać oglądać potencjalny nowy dom Oli i Miłoszowi. I jak psu… gdzieś ta wyprawa niestety, bo się okazało, że właścicielka niepoważna i mimo ceny z ogłoszenia mieszkanie “sprzedaje” komuś z rodziny za pół miliona więcej. Jasne, a mi tu czołg jedzie.

    Odezwał się w końcu architekt z wyceną swojej roboty. Dwadzieścia pięć tysięcy. Spodziewałem się dużo… ale nie aż tyle. Z drugiej strony roboty pewnie też będzie miał dużo. Dobrze tylko, że chyba w końcu uda się wystawić faktury Waszyngtonowi…

  • Transferujemy się

    Cały tydzień w Warszawie, w zasadzie spędzony bez wielkich przygód. Ja pracowałem, Gosia jeżdziła do kliniki. Filipa w domu nie było, bo też w pracy. I tak do czwartku.

    W czwartek rano pojechaliśmy na punkcję – Gosia sobie pospała i zebrali z niej 10 komórek. Poszło błyskawicznie i w zasadzie bez większego bólu. W domu byliśmy bardzo wczesnym popołudniem z przykazem czekania na piątkowy telefon, żeby dowiedzieć się kiedy transfer.

    I się dowiedzieliśmy i na sobotę rano zgłosiliśmy się na transfer. Z 10 komórek udało się z sukcesem uzyskać 2 zapłodnione – co przez chwilę nas odrobinę zaniepokoiło – ale lekarze rozwiali wątpliwości, materiału wystarczy nam na kolejne próby. Sam transfer? Szybki, chyba bezbolesny i trochę śmieszny kiedy na monitorku pokazują Ci zbiór paru komórek i każą wybierać ładniejsze. I wybraliśmy bardzo ładne. Teraz już tylko czekamy 2 tygodnie na test, żeby dowiedzieć się, czy się udało.

    Od czwartku z Filipem już więcej planszówek, w sobotę wieczorem wujki zaprosili nas do knajpy węgierskiej na obiad, a dzisiaj zapakowalismy się do samochodu na szybką przebieżkę po meblach i powrót do domu.

    Tu się niewiele zmienilo, zimy nie ma, kot się oduczył chodzenia za Gosią do łazienki, rodzice przy kominku spędzają wieczory.

  • Warszawo, moja Warszawo

    Gmina sobie zażyczyła naszej obecności w sprawie wniosku o wydanie decyzji o warunkach zabudowy. Coś tam brakowało, coś było niedoliczone, więc w ciągu dwóch dni dopisaliśmy co trzeba i teraz miejmy nadzieję będzie dobrze.

    Ząb mnie przestal boleć sam z siebie. Widać musiał poboleć, żebym nie zapomniał, że trzeba je regularnie myć i płukać. Czyli następny ból za rok, żeby znowu kontrolę zrobić.

    Wśród znajomych gruchnęła wieść, że Kasper z Edytą się spodziewają. Tylko jeszcze nie pogratulowaliśmy.

    Ale skoro już o dzieciach… to w piątek pojechaliśmy do Warszawy na wizytę stymulacyjną. Nie wiem czemu, ale jakoś tak oboje się spodziewaliśmy że ot wizyta wizytą, a następna znowu za miesiąc. A tu nie. Się okazało, że następna wizyta w poniedziałek, a później zaraz punkcja w tym samym tygodniu i jeszcze może i transfer w tym samym tygodniu. No i nam się plany mocno pozmieniały, bo już od dzisiaj wieczora jesteśmy znowu w Warszawie i to na cały tydzień (albo dłużej). Wzrosła też liczba osób wiedzących o planach, bo oprócz Filipa i Magdy wiedzą nasi rodzice, mama Gosi i wujki u których przekiblujemy cały tydzień. I pogramy w planszówki :).

  • Ząb boli, a przyczyny nie ma

    Rozbolał mnie ząb. Pierwszy w życiu. Aż do dentysty poszedłem, żeby sprawdzić czy wszystko ok. I mimo patrzenia i zdjęciowania wychodzi, że ząb idealny (jak wszystkie zresztą). Ale boli. Ma przestać.

    Gosia się upiększała, we wtorej fryzjer, we czwartek paznokcie. Laseczka jak się patrzy.

    Wczoraj się zebrała prawie cała familia Dąbrowskich z emigracyji różnych, to i my się zebraliśmy na wieczór żeby pogadać, pośmiać si ę i poobgadywać. Emigracyjnie się nie tylko mieszają, bo jedno się rozwodzi, drugie się w czerwcu żeni. Weź i spamiętaj. Ale chyba życzyć szczęścia można obydwu.

    Zimy nie ma, a jak coś z nieba pada – to deszcz. Temperatury takie nijakie, na tyle że kwiatki w ogrodzie zakwitają i wychodzą. Ale przynajmniej porobić na dworze coś można. I sukcesy nawet są – bramofon nam działa! I lampa przy bramie. I może sama brama zadziała przed zimą… Ale by było.

    Dzisiaj przed południem wybraliśmy się do Ełku, żeby porobić trochę rzeczy w mieszkaniu. Udało się powiesić 3 z 4 lamp, zmontować 4 z 4 krzeseł, zamontować baterie na umywalkach (ale bez odpływów), sofę zamówić, parę rzeczy popsuć. Ogólnie bilans jest pozytywny i jest szansa, że na wiosnę spróbujemy pierwszy raz wynająć.