Category: Perypetie Mazurskie

  • Oświadczenia

    No i mamy wszystkie. Trochę czasu i znajomości to wymagało, ale dzięki internetowej globalizacji wszyscy są do namierzenia. I sąsiedzi z którymi od lat żadnego kontaktu nie było podpisali oświadczenie i nawet może Warszawiacy nam sprzedadzą działkę.

    Okazało się, że największy kłopot sprawili nam Ci sąsiedzi, którzy byli nam już znani wcześniej. Najpierw trzeba było siły przekonywania Gosi, a dzisiaj podróży do Suwałk. Ale są! I we wtorek powinniśmy mieć prawomocną decyzję – teraz już prosta droga do pozwolenia na budowę. Z którym zresztą też nie będziemy czekali, bo wczoraj udało się nam zaakceptować plany rozbudowy.

    Z koronawirusem po paru tygodniach wszyscy jakby powolutku przechodzili jak coś normalnego. Rząd się miota w decyzjach, dwa tygodnie temu lasy i parki zamknęli, od juta otwierają. Na początku epidemii maski nie pomagały, teraz każdy musi twarz zasłaniać. Głupota.

  • Wielkanocna kwarantanna

    Nic się nie zmienia w stosunku wirusowym. Dalsze obostrzenia, zamknięte galerie handlowe, kina, restauracje itp, nie wiadomo co będzie z gospodarką – ot pandemia.

    Wielkanoc minęła nam w szóstkę i w zasadzie nie jakoś mocno świątecznie. Ot dobre jedzenie i trochę mniej roboty, bo wiadomo, że nikt nas nie odwiedzi.

    Okazało się też, że jest kolejna sprawa którą opóźnia nam wirus. Budowa domu… decyzja w sprawie warunków zabudowy, aby się uprawomocnić nie potrzebuje teraz po prostu 2 tygodni milczącej zgody, a oświadczenia o zrzekaniu się wniesienia sprzeciwu od wszystkich sąsiadów. I weź ich teraz znajdź.

    No i popsułem szczoteczkę do zębów. Albo Gosia popsuła. Albo sama z siebie padła już po dłuższym czasie użytkowania. Trzeba nam nową.

  • Opóźnienia

    Dalej wirus. I wpływa mocno na życie. Od dość trywialnych spraw zakupowych – bo trzeba w kolejkach przed sklepem stać, do znacznie poważniejszych. Obydwie firmy w kłopotach – tata się martwi czy będzie na tyle dużo pracy, żeby się utrzymać, a i w LogicSpot Karolina mnie poprosiła o parę dni bezpłatnego wolnego. A do tego sytuacji w slużbie zdrowia powoduje opóźnienie naszych planów ciążowych o kolejne miesiące. I czekamy z utęsknieniem aż sytuacja wróci do normy…

    Ale korzystając z przepięknej letniej prawie pogody ciągniemy dalej prace podwórkowe. Wyrównywanie boiska, cięcie gałęzi, wycinanie drzew, porządkowanie po zimie. Jak by tak już można było budowę zacząć…

  • Wycinamy i meblujemy

    Koronne wieści nadal dominują we wszystkich dziennikach i wiadomościach. Żeby tak tylko walczyli z wirusem jak ze straszną opozycją. Na razie wprowadzili zakaz przemieszczania się oprócz czynności niezbędnych – typu praca, czy zakupy.

    Okazało się też, że niezbędnym był przyjazd Miłosza z Olą i młodym. Zostaną u nas pewnie aż do uspokojenia się sytuacji – więc strzelam, że do Wielkanocy na spokojnie. Ale postawiliśmy się i powiedzieliśmy, że w takiej sytuacji wyprowadzamy ich do Zaścianka i tak właśnie się wczoraj stało.

    Wczoraj również mieliśmy pierwszy posmak lata, temperatura nam skoczyła do piętnastu stopni więc korzystając z okazji rzuciliśmy się do pracy. Piłowanie, palenie układanie i powoli robi nam się miejsce pod dom. Ciekawe tylko, czy uda się coś jeszcze w tym roku pociągnąć do przodu.

    Przymierzyliśmy się też do fotowoltaiki, zeby ocenić co sie jeszcze do kupienia i zrobienia i pewnie na wiosnę/lato zacznie nam produkcje energii.

    A dzisiaj wybraliśmy się do mieszkania pociągnąć trochę prac. Dołączyli do nas tata z Miłoszem i sporo zrobiliśmy. Sofy, łóżka, głowice, rurki, elektryka. I postanowienie, żeby znaleźć i kupić wszystkie pozostałe rzeczy jak najszybciej. Trzeba skończyć to nareszcie.