Category: Perypetie Mazurskie

  • Się urodziło

    Nie pamiętam, czy wspominałem, ale Gosia w czasie Wielkanocy, napisała do hodowli golden retrieverów i zarezerwowała nam szczeniaka. I dostała wiadomośc, że w piątek się urodziły. Teraz 8 tygodni i będziemy mieli pieska.

    I może będziemy mieli też potomka – we wtorek rano podjęliśmy kolejną próbę transferu. Z tego co na razie wiemy to się powiodła, ale dopiero pod koniec przyszłego tygodnia będziemy mogli zacząć to potwierdzać. Nie nastawiamy się jakoś zbytnio, chociaż nadzieję mamy.

    Gosia nareszcie mogła pójść do fryzjera, podciąć końcówki, pofarbować profesjonalnie, z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa. Wyszła chyba zadowolona.

    Wczoraj zamiast pracy (której jak zwykle jest pełno) wybraliśmy się do Ełku. Troche zajęć w mieszkaniu, ale przede wszystkim pojechaliśmy na zebranie wspólnoty naszego bloku. Dwie i pół godziny słuchania sprawozdań finansowych i kłótni sąsiadów (na szczęście tych dalszych). Poznaliśmy tych trochę milszych z którymi pewnie staralibysmy się utrzymać kontakt – gdybyśmy tylko zamierzali tam mieszkać.

  • Aż do skutku

    W poniedziałek badania wyszły dobrze i mamy zielone światło na kolejną próbę transferu w przyszłym tygodniu. Próbujemy i bedziemy próbowali do skutku. Aż Gosia skończy z brzuszkiem, albo skończymy bez kasy.

    Po badaniach wizyta w Ikei i zakupowe szaleństwo do mieszkania. Drobiazgi tylko, ale kasy wyszło. Jeszcze trochę drobiazgów i czasu spędzonego w mieszkaniu i wygląda to coraz lepiej. Wszystko popodłączane, powieszone, pomontowane, rozpakowane.

    We wtorek dzień mamy, życzenia poskładaliśmy, a Gosia podczas wizyta u rodziców przyniosła jeszcze zaproszenie na wesele we wrześniu. Wiedzielismy o nim wcześniej, teraz tylko oficjalnie potwierdzone.

    W domu spokojniej, Miłosz z Olą wrócili do Warszawy, zapowiedzieli się dopiero na urodziny Leona, więc mamy kilka tygodni wolnego.

  • Kolejna niepamiętna impreza u Czaplickich

    Ja nie wiem co to się dzieje, ale już kolejny raz jak na imprezę udajemy się do Martyny i Karola to się ululamy tak, że następny dzień zdychamy… A do tego z jakiegoś powodu zawsze kończymy imprezę w zamienionych parach – Gosia z Karolem debatują, a ja z Martyną. Impreza to może za dużo powiedziane, bo od początku do końca siedzieliśmy we czwórkę, ale okazja poważna – Karol kończył 30 lat. Poważny wiek, wiem co mówię.

    Mimo samopoczucia niedzielnego, jakoś udało nam się odzyskać siły na tyle, żeby wsiąść w samochód i dojechać do Warszawy, jutro konieczne badania i dowiemy się kiedy możemy spróbować kolejnego transferu. A dzisiaj spotkalismy wujków w Borowej i Filipa z Magdą.

    Powolutku podążamy też ścieżką inwestorów – pierwsze kontakty nawiązane z cieślami i dekarzami. Wyceny straszne, trzeba pracować i zarabiać…

  • Cenzurują

    I już nam brat i bratowa wrócili. Pogadaliśmy poważnie z rodzicami i przedstawiliśmy nasze oczekiwania co do przedłużającej się ich obecności u nas. Nie chcemy ich przeganiać, ani spowodować, że nie będą nas odwiedzać, ale nie chcemy też mieszkać razem… Na razie czekamy na rozwój sytuacji.

    Odmrażanie planów na latorośl w trakcie, w poniedziałek po pracy szybka podróż do Białegostoku na USG i mamy zielone światło na leki i bliską wizytę w Warszawie na kolejny transfer. Trzymamy kciuki.

    Oprócz badań zdążyliśmy też odwiedzić znowu otwarty salon Agaty Meble i dokupić brakujące lampy. A skoro już lampy, no to wczoraj się wybraliśmy i zamontowaliśmy wszystko co wymagało wiercenia – lampki, półki i TV. Podłączyliśmy już też wszystkie sprzęty kuchenne – indukcja grzeje, a okap wieje. Albo wciąga. Złożylismy w połowie łóżko, zawiesiliśmy pierwsze obrazki – zaczyna wyglądać na mieszkanie na tyle dobrze, że Gosia planuje parapetówkę imieninową.

    Urząd zaskoczył nas pozytywnie zwrotem nadpłaconego podatku. Znaczy mnie jakoś niezbyt, bo dostałem całe 29 złotych… na lunch wystarczy… Ale za to Gosia prawie 800, więc zadowolona.

    Chyba niewspomniane było, ale Martyna nam zaciążyła. Cieszymy się z ich szczęścia bardzo mocno, jedynie łyżką dziegciu może być niezbyt pewna sytuacja finansowa. Nie udało się znaleźć Martynie pracy z umową, żeby ZUS wspomógł zasiłkiem i jesli nic nie wymyślą, to chyba razem z Różą będą musiały zostać same, a Karol wróci dorobić do Norwegii. Przyjdzie nam znacznie częście u nich bywać i wspierać i się zajmować.

    Na podwórku prace skupiają się na powstrzymywaniu rośnięcia trawy i przygotowywaniu terenu pod boisko. Tata ostro tam walczy koparką i wieczorami laseruje kamienie, ale z sukcesami. Jakoś w środę być dostarczona ostatnia już warstwa podłoża, a na nią trawa. I trzeba zacząć myśleć nad osadzeniem słupków.

    A co cenzurują? A afera w Polsce. PiSowczyki zdjęli z Listy Przebojów Trójki piosenkę Kazika ośmieszającą Kaczyńskiego. I teraz się wymigują i że niby wszyscy oszukiwali, a cenzury żadnej nie ma. Tylko jakoś nikt tak tego nie widzi, codziennie nowi dziennikarze odchodzą z redakcje, roznosi się już na cały świat. I może i człowiek uwierzyłby trochę bardziej w ich wyjaśnienia… ale piosenka Kazika zniknęła z listy mozliwych do głosowania na następny tydzień. A mi tu czołg jedzie.