Category: Perypetie Mazurskie

  • Do trzech razy sztuka?

    No niestety, wygląda na to, że się nam nie udało. Potwierdzimy jeszcze w poniedziałek, ale zwykły test nic nie wykazał. I teraz będziemy musieli zacząć od początku, zastrzyki badania i tak dalej. Będziemy próbowali.

    W środę były imieniny Gosi. Dostała ode mnie kwiatki, po czym narobiła mi wyrzutów i chyba więcej kwiatków nie dostanie. Powoli się kończą prezenty które mogę jej kupować. Wieczorem wpadli tylko rodzice Gosi i posiedzieliśmy przy jedzeniu i drinkach.

    W czwartek Boże Ciało. Mieliśmy mieć grilla u Mateusza razem z Miloszem, Olą Emilą i w ogóle starą paczką. Ale się okazało, że Forest się mocno rozchorował, na tyle, że musiał mieć jakąś operację i opiekę. A skoro tamci nie przyjechali, to jakoś i grill się rozjechał.

    Apetyt na grillowane mięsko jednak pozostał, więc na sobotę zaprosiliśmy Martynę i Karola z Różą. I fajnie było.

  • Się urodziło

    Nie pamiętam, czy wspominałem, ale Gosia w czasie Wielkanocy, napisała do hodowli golden retrieverów i zarezerwowała nam szczeniaka. I dostała wiadomośc, że w piątek się urodziły. Teraz 8 tygodni i będziemy mieli pieska.

    I może będziemy mieli też potomka – we wtorek rano podjęliśmy kolejną próbę transferu. Z tego co na razie wiemy to się powiodła, ale dopiero pod koniec przyszłego tygodnia będziemy mogli zacząć to potwierdzać. Nie nastawiamy się jakoś zbytnio, chociaż nadzieję mamy.

    Gosia nareszcie mogła pójść do fryzjera, podciąć końcówki, pofarbować profesjonalnie, z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa. Wyszła chyba zadowolona.

    Wczoraj zamiast pracy (której jak zwykle jest pełno) wybraliśmy się do Ełku. Troche zajęć w mieszkaniu, ale przede wszystkim pojechaliśmy na zebranie wspólnoty naszego bloku. Dwie i pół godziny słuchania sprawozdań finansowych i kłótni sąsiadów (na szczęście tych dalszych). Poznaliśmy tych trochę milszych z którymi pewnie staralibysmy się utrzymać kontakt – gdybyśmy tylko zamierzali tam mieszkać.

  • Aż do skutku

    W poniedziałek badania wyszły dobrze i mamy zielone światło na kolejną próbę transferu w przyszłym tygodniu. Próbujemy i bedziemy próbowali do skutku. Aż Gosia skończy z brzuszkiem, albo skończymy bez kasy.

    Po badaniach wizyta w Ikei i zakupowe szaleństwo do mieszkania. Drobiazgi tylko, ale kasy wyszło. Jeszcze trochę drobiazgów i czasu spędzonego w mieszkaniu i wygląda to coraz lepiej. Wszystko popodłączane, powieszone, pomontowane, rozpakowane.

    We wtorek dzień mamy, życzenia poskładaliśmy, a Gosia podczas wizyta u rodziców przyniosła jeszcze zaproszenie na wesele we wrześniu. Wiedzielismy o nim wcześniej, teraz tylko oficjalnie potwierdzone.

    W domu spokojniej, Miłosz z Olą wrócili do Warszawy, zapowiedzieli się dopiero na urodziny Leona, więc mamy kilka tygodni wolnego.

  • Kolejna niepamiętna impreza u Czaplickich

    Ja nie wiem co to się dzieje, ale już kolejny raz jak na imprezę udajemy się do Martyny i Karola to się ululamy tak, że następny dzień zdychamy… A do tego z jakiegoś powodu zawsze kończymy imprezę w zamienionych parach – Gosia z Karolem debatują, a ja z Martyną. Impreza to może za dużo powiedziane, bo od początku do końca siedzieliśmy we czwórkę, ale okazja poważna – Karol kończył 30 lat. Poważny wiek, wiem co mówię.

    Mimo samopoczucia niedzielnego, jakoś udało nam się odzyskać siły na tyle, żeby wsiąść w samochód i dojechać do Warszawy, jutro konieczne badania i dowiemy się kiedy możemy spróbować kolejnego transferu. A dzisiaj spotkalismy wujków w Borowej i Filipa z Magdą.

    Powolutku podążamy też ścieżką inwestorów – pierwsze kontakty nawiązane z cieślami i dekarzami. Wyceny straszne, trzeba pracować i zarabiać…