Category: Perypetie Mazurskie

  • Kolejne fiasko

    Niestety, Gosia znowu nie w ciąży… I przez problemy z brakiem zaplodnionych komórek jajowych na kolejne transfery musimy całą procedurę zaczynać kolejny raz od poczátku… Ale będziemy próbowali dalej.

    Karmel kolejny pojechał do weterynarza, dostał zastrzyk, zbadany i zważony. Już 12 kilogramów prawie waży, rośnie w tempie błyskawicznym. Tylko dalej żre wszystko co mu do pyska wpadnie, jednego dnia zeżarł zeschniętą żabę, zagryzł grzybami, a później tak toczył pianę, że mama bała się o kolejną tym razem awaryjną wizytę. Na szczęście jakoś wszystko zwymiotował…

    Mamy kolejnych weekendowych gości w mieszkaniu, bardzo się z tego powodu cieszymy :)

  • Miesiąc jak z bicza trzasł

    I już Karmel z nami miesiąc, to oznacza, że on sam skończył już 3 miesiące. I TAKI duzy pies już. Gosia na pewno wstawi zdjęcia ;).

    W poniedziałek pożegnaliśmy dziadka Zbyszka. Pogrzeb dość dziwny, bo tylko szybka ceremonia na cmentarzu, a później tylko my z Miłoszami i Przemkami poszliśmy na obiad do pizzerii.

    We wtorek korzystając z ostatniego dnia wolnego Gosi wybraliśmy się do wydziału komunikacji w Ełku. Straszne przeżycie… ale udalo nam się załatwić ostatni kawałek papieru potrzebny, żeby zacząć kurs na prawo jazdy na motor. Sam motor dalej nie zarejestrowany, ale kolejne kroki poczynione.

    Wczoraj kolejny pogrzeb, zmarl jakiś dalszy wujek Gosi. Tym razem ja ze względu na dużą ilość prac koniecznych zostałem w domu. A na wieczór zawitali do nas Kuba z Patrycją, zobaczyć psa, pograć w planszowki i napić się drinka.

    A dzisiaj obiad z Czaplickimi, którzy nareszcie do nas zajechali. Zjedliśmy, posiedzielismy i po krótkim spacerku w stronę Grabnika oni wrócili do siebie, a ja usiadłem do standardowej dodatkowej roboty.

    Jesteśmy też bardzo zadowoleni, bo chociaż sezon wakacyjny na Mazurach się skończył, to jednak udało się złapać kolejną rezerwację. I to nie byle jaką, bo międzynarodową, zjawili się u nas prawdziwi Norwedzy w związku z jakimiś mistrzostwami skuterów wodnych. Oby tak dalej, i mieszkanie nie stało puste całą zimę….

  • Novum planszówkowe

    Caaały tydzień w Warszawie. W zasadzie na leniu, bo Gosia na urlopie pęczniała od zastrzyków, a ja na urlopie Londynowatym dorabiałem sobie tylko pracując trochę dla Waszyngtona – i w przerwie ukladałem puzzle.

    Co 2 dnia woziłem Gosię do kliniki – badania, później punkcja i w piątek transfer. Niestety, mimo tego, że Gosia się ładnie postarała i wybrali z niej aż dwanaście jajeczek, to zapłodniły się tylko 4. I do tego tak słabo, że zamiast jednego zarodka przetransferowali jej aż dwa. Z jednej strony fajnie, bo może będą bliźniaki, z drugiej jeśli coś się nie uda to możliwe, że znowu będziemy musieli wszystko zaczynać od początku…

    W zasadzie codziennie wieczorem spotykaliśmy się we czwórkę z Magdą i Filipem i zagrywaliśmy się w planszówki – fajnie tak się odstresować wieczorem.

    Gosia w piątek uznała, że mimo tego, że poniedziałek będziemy musli byc w Warszawie, to na weekend wracamy do domu. Trochę ryzykownie, bo mielismy zagrożenie koronawirusowe u Mazurkiewiczów, ale zapakowaliśmy się w samochód i pojechaliśmy.

    I mimo planów pracy podwórkowej, niewiele z tego wyszło. Mnie cały weekend boli głowa, deszcz leje i chyba nic się nie zrobi… Tylko pies urósł i się zrobił wielki.

  • Smuteczek…

    Smutno się tydzień zakończył – wczoraj rano dowiedzieliśmy się, że zmarł dziadek Zbyszek. W zasadzie nie wiadomo z jakiego powodu. Ot poszedł do szpitala z niewielkimi problemami z oddychaniem które zdarzały się już wcześnie – i koniec. Eh… Czekamy tylko na ustalenie terminu pogrzebu…

    A sama wiadomość zaskoczyła nas zresztą w Warszawie – bo od środy wieczorem właśnie tu siedzimy. Cały tydzień na kłuciu Gosi (stymulacji hormonalnej), żeby spróbować ponownie podejść do nowego ICSI i transferu. Trzymamy kciuki

    Mieszkamy znowu u wujków, pierwsze kilka dni od środy sami, a wczoraj koło północy z wakacji we Włoszech wrócili Filip z Magdą, z którymi to na walentynkach na sushi umówiliśmy się na zrobienie takiego jedzonka samodzielnie. I dzisiaj duża część dnia na planszówkach i przyrządzaniu wspólnej kolacji :).