Category: Perypetie Mazurskie

  • Miesiąc jak z bicza trzasł

    I już Karmel z nami miesiąc, to oznacza, że on sam skończył już 3 miesiące. I TAKI duzy pies już. Gosia na pewno wstawi zdjęcia ;).

    W poniedziałek pożegnaliśmy dziadka Zbyszka. Pogrzeb dość dziwny, bo tylko szybka ceremonia na cmentarzu, a później tylko my z Miłoszami i Przemkami poszliśmy na obiad do pizzerii.

    We wtorek korzystając z ostatniego dnia wolnego Gosi wybraliśmy się do wydziału komunikacji w Ełku. Straszne przeżycie… ale udalo nam się załatwić ostatni kawałek papieru potrzebny, żeby zacząć kurs na prawo jazdy na motor. Sam motor dalej nie zarejestrowany, ale kolejne kroki poczynione.

    Wczoraj kolejny pogrzeb, zmarl jakiś dalszy wujek Gosi. Tym razem ja ze względu na dużą ilość prac koniecznych zostałem w domu. A na wieczór zawitali do nas Kuba z Patrycją, zobaczyć psa, pograć w planszowki i napić się drinka.

    A dzisiaj obiad z Czaplickimi, którzy nareszcie do nas zajechali. Zjedliśmy, posiedzielismy i po krótkim spacerku w stronę Grabnika oni wrócili do siebie, a ja usiadłem do standardowej dodatkowej roboty.

    Jesteśmy też bardzo zadowoleni, bo chociaż sezon wakacyjny na Mazurach się skończył, to jednak udało się złapać kolejną rezerwację. I to nie byle jaką, bo międzynarodową, zjawili się u nas prawdziwi Norwedzy w związku z jakimiś mistrzostwami skuterów wodnych. Oby tak dalej, i mieszkanie nie stało puste całą zimę….

  • Novum planszówkowe

    Caaały tydzień w Warszawie. W zasadzie na leniu, bo Gosia na urlopie pęczniała od zastrzyków, a ja na urlopie Londynowatym dorabiałem sobie tylko pracując trochę dla Waszyngtona – i w przerwie ukladałem puzzle.

    Co 2 dnia woziłem Gosię do kliniki – badania, później punkcja i w piątek transfer. Niestety, mimo tego, że Gosia się ładnie postarała i wybrali z niej aż dwanaście jajeczek, to zapłodniły się tylko 4. I do tego tak słabo, że zamiast jednego zarodka przetransferowali jej aż dwa. Z jednej strony fajnie, bo może będą bliźniaki, z drugiej jeśli coś się nie uda to możliwe, że znowu będziemy musieli wszystko zaczynać od początku…

    W zasadzie codziennie wieczorem spotykaliśmy się we czwórkę z Magdą i Filipem i zagrywaliśmy się w planszówki – fajnie tak się odstresować wieczorem.

    Gosia w piątek uznała, że mimo tego, że poniedziałek będziemy musli byc w Warszawie, to na weekend wracamy do domu. Trochę ryzykownie, bo mielismy zagrożenie koronawirusowe u Mazurkiewiczów, ale zapakowaliśmy się w samochód i pojechaliśmy.

    I mimo planów pracy podwórkowej, niewiele z tego wyszło. Mnie cały weekend boli głowa, deszcz leje i chyba nic się nie zrobi… Tylko pies urósł i się zrobił wielki.

  • Smuteczek…

    Smutno się tydzień zakończył – wczoraj rano dowiedzieliśmy się, że zmarł dziadek Zbyszek. W zasadzie nie wiadomo z jakiego powodu. Ot poszedł do szpitala z niewielkimi problemami z oddychaniem które zdarzały się już wcześnie – i koniec. Eh… Czekamy tylko na ustalenie terminu pogrzebu…

    A sama wiadomość zaskoczyła nas zresztą w Warszawie – bo od środy wieczorem właśnie tu siedzimy. Cały tydzień na kłuciu Gosi (stymulacji hormonalnej), żeby spróbować ponownie podejść do nowego ICSI i transferu. Trzymamy kciuki

    Mieszkamy znowu u wujków, pierwsze kilka dni od środy sami, a wczoraj koło północy z wakacji we Włoszech wrócili Filip z Magdą, z którymi to na walentynkach na sushi umówiliśmy się na zrobienie takiego jedzonka samodzielnie. I dzisiaj duża część dnia na planszówkach i przyrządzaniu wspólnej kolacji :).

  • 6 lat razem

    Ciężki tydzień, bo strasznie rano wstawianie… W poniedziałek próba dostania się do Wydziału Komunikacji – zakończona niepowodzeniem, bo jak zajechaliśmy do Ełku na 8:15 to kolejka była już na kilkanaście osób… We wtorek jeszcze wcześniej, bo jeszcze przed 8 byliśmy w Ełku – ja zawieźć Martynę do lekarza, a Gosia popilnować Róży. Tutaj na szczęście wszystko dobrze i na szczęście pozostałe dni wstawaliśmy już normalnie – nie licząc Gosiowych wyprowadzek Karmela na dwór.

    A propos Karmela, w czwartek pierwsza wizyta u weterynarza. Odrobaczanie, szczepienie, odkleszczanie i profilaktyka. Grzeczny pies był, tylko podczas powrotu połączenie stresu, tabletek i żarcia kociego sprawiło że zapaskudził kontener. Ale jakoś poszło.

    Wczoraj ostatnie w wakacje sprzątanie mieszkania. Jedni tygodniowi goście pojechali, a drudzy przyjechali dzisiaj. Ja jak zwykle przy komputerze, a Gosia przy ścierkach.

    A dzisiaj szósta już rocznica naszego ślubu. Kiedy to zleciało? Troszkę mniej świątecznie, bo tylko przy obiedzie w Ełku (przy okazji wpuszczania gości do mieszkania) i bez prezentowo – bo Karmel to nasz prezent rocznicowy :)

    I jeszcze notka na sam koniec do pamiętania – dzisiaj się urodziła mała Estera, pierworodna Edyty i Kaspra. Mała jak i oni ;)