Category: Perypetie Mazurskie

  • Fundamenty!

    Główny punkt całego tygodnia.

    W środę zalaliśmy betonem wszystkie ławy fundamentowe po rozbudowę agrobory i basen. I nagle zrobiło się ładnie i porządnie.

    W poniedziałek Gosia pojechała sprawdzić cycki. I wyszło to co wiedziałem już wcześniej – zdrowe i fajne są.

    Na weekend przyjechali Ola z Miłoszem. Zostają aż do poniedziałku, załatwiają jakieś formalności związane ze sprzedażą działki Oli nad jeziorem.

    A ja się dzisiaj wkurzyłem i wypisałem wiadomości na LinkedInie do kilku pracowników Nexery. I nawet parę osób odpisało, mam nadzieję, że uda się pociągnąć i zakończyć montaż światłowodu.

  • Ciężkie poranki

    Szczególnie kiedy cały tydzień trzeba wstawać strasznie rano. I nie mówię o zwykłym wstawaniu do pracy… Jednego dnia do laboratorium na badania, drugiego z Karmelem do weta, trzeciego pedicure Gosi, czwartego załatwianie dodatkowych formalności ze skuterem… Piątego nie pamiętam, może się udalo dospać do tej siódmej rano…

    Budowa poszła szybko do przodu, bo tata zatrudnił na 2 dni chłopaków z firmy. Na tyle szybko, że na środę zamawiamy beton i kończymy te ławy. Trzeba w końcu wyjść z tej dziury w ziemi.

    Mama w czwartek miała robioną kolonoskopię. Tak walczyła z lekarzem, że w piątek miała zakwasy.

    A w sobotę pierwsze wyjście do ludzi na imprezę weselną Magdy i Marka. Wesele malutkie, bo nie było więcej niż pięćdziesiąt osób – ale zabawa była dobra. A dzięki byciu kierowcą dzisiaj nawet nie zdychałem.

  • Żelastwo

    Dziesiątki kilogramów żelastwa powkładaliśmy przez weekend w wykop, a tata spędził jeszcze więcej czasu spawając je. Gdyby nie on, to sami nie dalibyśmy rady..

    W czwartek przyjechała prosto z Czech, jeszcze cieplutka, trawa na kort. Leżą sobie teraz takie wielkie rolki i czekają, aż znajdziemy jakiś weekend, żeby ostatecznie wyrównać boisko i zacząć je rozwijać. I pewnie na przyszły sezon rozegramy pierwsze mecze.

    Też w czwartek, ale wieczorem Gosia zabrała Karmela na pierwsze zajęcia z wychowania. I uczą się obydwoje jak się wychowywać. Chociaż po psie widać trochę mniej to wychowanie, bo dalej gryzie wszystko co popadnie.

    W piątek w nocy zjawili się u nas Miłosz z Olą i młodym. Zostali tylko na weekend, już dzisiaj wczesnym popołudniem wrócili do domu.

  • Kolejne fiasko

    Niestety, Gosia znowu nie w ciąży… I przez problemy z brakiem zaplodnionych komórek jajowych na kolejne transfery musimy całą procedurę zaczynać kolejny raz od poczátku… Ale będziemy próbowali dalej.

    Karmel kolejny pojechał do weterynarza, dostał zastrzyk, zbadany i zważony. Już 12 kilogramów prawie waży, rośnie w tempie błyskawicznym. Tylko dalej żre wszystko co mu do pyska wpadnie, jednego dnia zeżarł zeschniętą żabę, zagryzł grzybami, a później tak toczył pianę, że mama bała się o kolejną tym razem awaryjną wizytę. Na szczęście jakoś wszystko zwymiotował…

    Mamy kolejnych weekendowych gości w mieszkaniu, bardzo się z tego powodu cieszymy :)