Category: Perypetie Mazurskie

  • Jeszcze tylko prawko

    Po wielu miesiącach łażenia po urzędach – no i paru miesiącach leżenia i lenienia się – nareszcie zakończylismy rejestrację skutera przywiezionego z Włoch. Teraz muszę tylko wysłać wujkowi dolumenty z powrotem do wyrejestrowania i zdać razem z Gosią egzamin na prawo jazdy na motor i będziemy mogli z niego korzystać. Może jakoś w przyszłym roku?

    Informacje naokołodzieciowe też jakieś są. W poniedziałek Wiola urodziła. Wszystko w porządku i aby zdrowo rosło. We wtorek znowu wspieraliśmy Martynę, Gosia zajmując się Różą, a ja robiąc za kierowcę. Szybkie badania i też zdrowo rośnie i pewnie niedługo się urodzi.

    Od przedwczoraj mama się rekonwalescencuje (?) w łóżku po zabiegu piątkowym. Ciężko się rusza i na zmianę śpi i gada przez telefon. Ale jeśli tak wypoczywa, to my jej nie będziemy przeszkadzać. I aby tylko wszystko dobrze się goiło i szybko mogła wstać na nogi.

  • Koronawirusowo

    W tytule, bo i bardzo blisko nas. Od tego tygodnia potwierdzony zarazek u Agnieszki, więc Olaf z Gabrysiem na kwarantannie. Ale skoro Agnieszka chora, to Olaf też chory. A skoro Olaf, to znaczy, że i my pewnie już przeszliśmy. I taki to wirus.

    Budowa powoli do przedu, fundamenty stoją całe i razem z tatą zabralismy się za ocieplanie i zasypywanie.

    I Carmel rośnie też.

    No i dzisiaj zakisiliśmy kapustę, grzecznie 60 kilo, nie główek. I jakoś przyjemnie się kisiło, bo ładnie soki poszły. Miesiąc wcześniej niż w zeszłym roku. Może do świąt wystarczy?

  • I światłowód dupa

    Od poniedziałku fundamenty rosną siłami trzech chłopa od taty. Oddelegował jeden zespół do murowania, ale już zapowiedział, że na dom mamy znaleźć zezwnętrzną ekipę. Się zgadzam, bo roboty przy tym wszystkim jest od groma…

    W poniedziałek dostalem telefon z firmy zajmującej się montażem światlowodów i umówilismy się na czwartek na montaż. Więc zostałem w domu, pracując na laptopie i czekając na techników. I znowu się nie doczekałem – PGE z jakiegoś powodu dalej robi problemy i nie pozwala na żadne prace… Idiotyzm totalny. A kolejny termin to koniec listopada, czyli kolejny miesiąc czekania.

    W piątek znowu zostałem w domu, bo wczesnym popołudniem zapakowalismy psa do samochodu i ruszyliśmy do Olsztyna na konsultacje weterynaryjne. Podróż w zasadzie bez niespodzianek, tylko w kilkoma postojami. Pies grzeczny i ułożony, i jak się okazało idealnie zdrowy. Dobre kości i wyrośnie na wielkiego Goldena.

    Wczoraj i dzisiaj dalej robota przy fundamentach, chcemy w końcu zasypać te dziury i wyjść chociaż na poziom ziemi. I jak prawdziwy Polak zarezerwowalem urlop, żeby pracować przy “remoncie” :D

  • Teraz to naprawdę fundamenty

    Trochę się pośpieszyłem, albo trochę za bardzo skróciłem tytułując poprzedni wpis fundamentami – bo dopiero ławy fundamentowe zrobiliśmy. Ale za to w ten weekend już prawdziwne fundamenty zaczęliśmy stawiać. Oczywiście nie skończymy i już od jutra chłopaki od taty wchodzą na budowę i mamy nadzieję, że po dwóch tygodniach będziemy mogli wyjść nad ziemię.

    Tydzień pracowy, ale z przerwą dwudniową na wizytę w Warszawie. Tym razem nie całkowicie przez Gosię, bo ja we wtorek zawitałem w końcu u Tomka Sarosieka. W zasadzie tylko po to, żeby zakończyć te mniej lub bardziej regularne wizyty z zaleceniem okresowego zbadania krwi i USG i odzywania się tylko w wypadku podejrzanych wyników. Czyli oficjalnie leczenie onkologiczne zakończone!

    Drugi dzień już Gosi, po 3 nieudanych transferach spróbujemy teraz długiego protokołu i zobaczymy czy to coś zmieni. Jeśli nie, będziemy musieli się poważnie zastanowić nad dalszymi krokami.

    W Warszawie też będąc Filip nas trochę nastraszył – posiedzieliśmy chwilę razem w salonie, a później się okazało że w ciągu weekendu byli na grillu z dziewczyną która okazała się być zarażoną koronawirusem. Więc szybka izolacja i czekamy na sprawozdania zdrowotne u nich, a sami siebie też obserwujemy.

    Obserwujemy też uważnie i od środka Karmela. W piątek rano weterynasz zrobiła mu kilka zdjęć RTG z których wyszlo, że troszkę za wolno scalają mu się kości, zainteresował się ścianami i że panewki na kościach biodrowych może mieć do poprawki. To ostatnie trochę nas niepokoi, bo jeśli po konsultacjach z pieskim ortopedą (chyba) okaże się, że potrzebna będzie operacja to się trochę jej boimy. Cała reszta do obserwacji i faszerowania psa wapnem w tabletkach, żeby nie zeżarł ścian do cna.