Category: Perypetie Mazurskie

  • Brrr…

    Już powolutku śnieg się roztapiał, a tu jak nie przysypało i jak nie przymroziło! Dzisiaj w nocy znowu -20 stopni i znowu pół łazienki zamrożone… I kurczaki też zamrożone. Dobrze, że już nieżywe były, bo miałyby większy problem.

    Kurczaki przywiezione z Ostrowi, bo w czwartek rodzice wybrali się do Warszawy. Tata na badania wzroku, bo chce sobie chyba operacyjnie poprawiać, a mama na poradnię stopy i się nawet umówiła na operację. I bardzo dobrze, niech się naprawiają i żyją zdrowo.

    Gosia chociaż na zwolnieniu, to Ełku nie odpuszcza i w poniedziałek na 6 rano była na badaniu krzywej cukrowej, bo coś tam. Ale wyszło wszystko w porządku, więc żadna dieta niepotrzebna. A to była chyba najbardziej przerażająca opcja. I w ten sam poniedziałek znów do Ełku, tym razem ze mną i Karmelem na kontrolę. Wygląda, że też w porządku, ale mamy obserwować i masować. Same przyjemności.

    W piątek takie mocno nietypowe wesele. Krzysiek z Brygidą wzięli ślub cywilny i w ramach świętowania poszliśmy do teściów na większy obiad. Paręnaście osób się zebrało. A przed samym “weselem” padł mi komputer, na szczęście w sobotę jakoś udało się go naprawić i wyrobić jeszcze parę godzin dla Nowego jorka.

  • Niby ciąża nie choroba

    Ale jak można się polenić na L4, to się korzysta. I tak Gosia od poniedziałku na zwolnieniu – w teorii już od czwartku ale w firmie ją uprosili o dwa kolejne dni, żeby pozamykać sprawy. Nie wiemy, czy po zwolnieniu wróci do pracy, ale na szczęście chyba udało nam się uzyskać wszelkie potrzebne dokumenty i zaświadczenia o dochodach.

    A te potrzebne, bo spotkanie z doradcą finansowym udane. Zamiast samemu latać po bankach i szukać najlepszej oferty zostawimy to fachowcowi. Zadanie domowe dostaliśmy i po wypełnieniu postaramy się dostać kredyt.

    W piątek na weekend przyjechali Miłosze, skorzystać trochę z pięknej zimy która w dalszym ciągu roztacza się za oknami. I my też korzystamy spacerując z psami na różne strony.

  • Kredytujemy

    Tak jak pisałem poprzednio, w poniedziałek rano wziąłem samochód do warsztatu i w końcu jeździmy na zimowych oponach. Od razu lepiej i pewniej się siedzi za kierownicą, jednak automat nie taki zły. A przy okazji Gosia sobie poodpoczywała w domu, bo nie za bardzo miała jak dojechać.

    Karmela dalej kurujemy z infekcji bakteryjnej. Wizyta w poniedziałek i w piątek zakończyła się na kolejnym przedłużaniu antybiotyku. Teraz tydzień przerwy i obserwacja. Jak się poprawi to super, jak nie to będziemy myśleli nad operacyjnym usunięciem zmiany w której zbiera się ropa… Dalej też grzecznie z psem ćwiczymy, chociaż przez mroźną zimę wtorkowe zajęcia przełożone na czwartek. Udaje się wszystko na szczęście, pies dość grzeczny i całkiem miło się pracuje z kupą futra.

    Mama od poniedziałku wróciła do szkoły na swoje ostatnie pół roku pracy przed emeryturą. Trzymamy kciuki, żeby nikomu się nie zachciało zmian w wiekach emerytalnych – ale PiS, żeby utrzymać elektorat jej chyba tego nie zrobi.

    Coraz więcej osób dowiaduje się o ciąży. W zeszłą niedzielę Pani Ela, w czwartek z okazji dnia babci Gosia powiedziała swojej. Mojej jeszcze w trakcie składania życzeń telefonicznych nie mówiliśmy, poczekamy aż ciąża będzie trochę pewniejsza i bezpieczniejsza.

    Na budowie znów się dzieje, po krótkiej przerwie mrozowej – chłopaki wrócili w pełnym składzie, kończyć więźbę. No i wygląda to już naprawdę dobrze! Jest tylko kilka pytań i problemów do rozwiązania, na jutro jesteśmy umówieni z kierownikiem budowy, żeby sobie porozmawiać i uzgodnić szczegóły.

    Wczoraj rodzice z Elą zrobili sobie wypad do Giżycka. Tata do jakiegoś klienta, a mama z Elą ubrane jak nastolatki poszły oglądać bojery na jeziorze. Przemarzły tam i obie uznały, że stare i głupie ;). Na szczęście pośmiać wieczorem się można było przy rozgrzewających drinkach i cieplutkich pączkach. Takie odmarzanie to sama przyjemność.

    Chcemy dość szybko pójść z budową domu – wszystko od fundamentów do dachu zrobione przez Darka (jeśli będzie miał czas). Niestety, z takim tempem budowy nie wyrobimy się z kasą – już czasami zaczyna jej brakować – więc uznaliśmy, że jedynym wyjściem jest kredyt hipoteczny. Byłem w jednym z banków we wtorek, ale żeby znaleźć jakąś dobrą ofertę i jeszcze wybrać bank to jest ogromny nakład czasu. Dlatego umówiłem się z doradcą finansowym, mamy nadzieję, że taka opcja pozwoli nam dostać taki kredyt jakiego potrzebujemy i może nawet na lepszy warunkach niż samodzielne układanie się z bankami. Zobaczymy i oby niedługo.

  • ZIMA.

    Oj jaka mroźna i śnieżna zima się nam trafiła. Według prognozy tylko na 4 dni, ale ścisnęło na minus dwadzieścia pięć stopni w piątek. Prawie cały weekend spędziliśmy w łóżku pod kołdrą próbująć nie zmarznąć. Ciężko, bo zatoki mnie trochę pobolewają – wygląda na jakieś poprzeziębieniowe problemy.

    Żeby je wyleczyć pojechaliśmy do Kuby saunować i planszówkować. Niesamowite wrażenie wyskoczyć z sauny 80 stopni i walnąć się w śnieg przy prawie -20. Gosia niestety musiała się obejść smakiem, bo w ciąży nie zalecana jest sauna. No i przy tej okazji powiedzieliśmy o ciąży Kubie, Patrycji i Ali.

    Ze względu na zimę nawet w niedzielę nie bylismy na żadnych psowych szkoleniach, zbyt mroźno żeby rano łazić po polach i nikt nie nagrzałby “budy” do jakiejś sensownej temperatury na grzejnikach elektrycznych. Ale rodzice się mrozu nie bali i razem z Elą wzięli psy na standardowy spacer naokoło jeziorka. Odważni. My pod kołderką…

    Ostatni tydzień, mroźniejsze dni i poważniejsze opady śniegu spowodowały, że na drogach zrobiły się takie sobie warunki. Gosia sama jeździła do Ełku i narzekała, że strasznie się ślizga na oponach, ja też przy okazji wypadu do weterynarza z Karmelem zauważyłem, że ciężko prowadzić. Początkowo chciałem to zwalić na zbyt mocny silnik i automatyczną skrzynię biegów – ale po przemyśleniu sprawy uznałem, że chyba niemożliwe, żeby było aż tak źle. No i usiadłem do opon… Okazało się, że chyba nam w październiku nie wymienili ich na zimowe tak jak powinni i cały czas jeździmy na letnich. Nic dziwnego, że się ślizgamy! W poniedziałek będę musiał to załatwić, bo nie będę puszczał żony na takie drogi na letnich oponach jak już wiem, że są letnie.