Category: Perypetie Mazurskie

  • Gorąco…

    Ależ gorąco. Ostatnie kilka tygodni były nie do wytrzymania. Temperatury w granicach 30 stopni (i więcej), a do tego ostatnie kilka dni oprócz temperatur dołożyły jeszcze wieczorne burze… które w zasadzie dawały tylko kilka godzin wytchnienia. A w piątek przyłożyło takim gradem, że przykrywaliśmy samochód kocem z obawy o karoserię.

    Fundamenty skończone, teraz popłacić rachunki i czekać na kredyt. Bez tego nie damy rady dalej tego pociągnąć…

    W sobotę zaczęliśmy od zasypywania fundamentów i szykowania wszystkiego pod chudziak, a na wieczór wybraliśmy się na imprezę urodzinowo rocznicową do Martyny i Karola.

  • Ostatnie “wakacje”

    Wpis z dwóch tygodni, ponieważ ostatni weekend spędzaliśmy w Gdyni. Wyrwaliśmy się na 3 noce z rodzicami, Karmela podrzuciliśmy Eli a sami pozwiedzaliśmy Gdynię i Trójmiasto (opuściliśmy chyba tylko Sopot), ucięliśmy komara na Helu i przy okazji spaliliśmy sobie plecy i skorzystaliśmy z prawdopodobnie ostatniego wypadu bez Marysi na wiele lat.

    A w międzyczasie chłopaki zalali ławy fundamentowe i są na dobrej drodze do skończenia fundamentów w przyszłym tygodniu. Niedługo stan “0” naszego domu! Szkoda tylko, że kredytu dalej nie ma, więc na dalsze części pewnie trzeba będzie poczekać…

    A propos Marysi, trwają intensywne prace przygotowawcze pokoju. Ola z Miłoszem już przenieśli swoje rzeczy, pokój i taras wysprzątane na błysk, teraz tylko trochę meblowania i się zacznie oczekiwanie.

    Wczoraj mimo ogromu roboty czekającej w domu “wybraliśmy” jednak inne zajęcia. Koło południa pojechaliśmy do Wilkas na pierwszą komunię Katii – co było dość ciekawym doświadczeniem.

    A zaraz po komunii, przenieśliśmy się do Lisek i posiedzieliśmy na urodzinach Marysi u Emili i Michała.

  • Fundamenty

    Wpis z dwóch tygodni. Jakoś przeleciał mi poprzedni tydzień, przez prawie połowę w ogóle nie włączałem komputera…

    W zeszłym tygodniu kilka rocznic – pierwszy roczek Złotej Bramy i drugi roczek Leona. Opite i ogrillowane.

    Zaszczepiony już jestem podwójnie, na szczęście znowu tylko ból ręki, a wszystkie gorsze objawy poszczepienne mnie ominęły.

    W sobotę Gosia z mamą wybrały się do Ostrowi, a my z tatą zawzięliśmy się na kończenie kortu. I w poprzedni i ten weekend ukleiliśmy cały. Kolejny krok do zakończenia zrobiony. Musimy go jeszcze zasypać piachem, dorobić siatkę piłkochwytu – i gramy!

    W tym tygodniu natomiast, kopanie. Znaleźliśmy na szybko wykonawcę do fundamentów i założyliśmy sobie 3 dni na kopanie. Ostatecznie wyszły 4 dni, ale nie napotkaliśmy większych problemów. Dziury wykopane, od następnego tygodnia już tylko patrzymy jak fundamenty rosną.

    W międzyczasie kopania świętowaliśmy dzień ojca i jego sześćdziesiątkę. Śmiesznie trochę, bo on na koparce, a ja przy wywrotce.

    W sobotę oprócz kopania jeszcze tylko nawiedzili nas Martyna z Karolem i dziećmi na grilla, a wieczorem Kuba z Patrycją na jakieś planszówki i drinkowanie.

  • O żonie

    Ten tydzień w zasadzie tylko o żonie. Ja tylko siedziałem i pracowałem a żona…

    W poniedziałek wróciła od fryzjera nie blond, a raczej brąz. Dalej ładna, ale trochę się przyzwyczaiłem do blondynki. Teraz się przybrązowię. We wtorek dalszy ciąg upiększania – tym razem pedicure. W końcu lato i żeby nosić sandały, trzeba mieć ładne paznokcie.

    Nie wiem tylko, czy w środę założyła sandały, ale na pewno wsiadła do samochodu i razem z Martyną i dziećmi pojechała do Białegostoku. Chyba pierwsza jej dłuższa samodzielna podróż. Załatwiły co miały i wróciły bezpiecznie, więc podróż udana.

    W czwartek jej imieniny, poświętowaliśmy obalając butelkę z teściem.

    I to już, wpis o żonie. Jedyne warte wspomnienia o mnie – w sobotę nareszcie zacząłem jazdy motocyklem na kurs prawa jazdy. Fajnie się jeździ. Może kiedyś sobie kupię?