Category: Perypetie Mazurskie

  • Rozstania?

    Nasypało się wieści. Mama rozmawiając z Przemkami i zapraszając ich na święta dowiedziała się, że Filip z Magdą się rozstali. Coś nie może znaleźć jakiejś fajnej dziewczyny dla siebie, a kilka fajnych już przerobił…

    A znowu w niedzielę, przy szybkich planszówkach z Miłoszem gruchnęła wiadomość, że Kuba rozstał się z Patrycją. Niesamowite aż, bo wszyscy tylko czekali, aż coś się rozwinie poważniej po tylu latach. I koniec.

    Nie tylko Marysia leczy stopy u podologa, Gosia też się wyrwała we wtorek, żeby zadbać o paznokcie u stóp. Ale nie skorzystała z okazji własnych zakupów, bo mama ją wysłała po brakującego królika na pasztet świąteczny. I musiała załatwić sprawunki.

    Mama kursuje teraz regularnie do Białegostoku, żeby sobie zęby naprawiać, w poniedziałek zakładała implant, w przyszłym tygodniu jakieś kolejne leczenie, potem kilka miesięcy przerwy i kolejne zęby.

    Tata pompuje wszystkich znajomych. Jakiś czas temu zapompował Balcerków – bardzo zresztą z tego powodu zadowolonych, a w środę pojechał pompować Przemków. I też chyba zadowoleni.

    A budowlanie coś poszło do przodu, chłopaki pojawili się na kilka dni i dokończyli ocieplanie rozbudowy oraz klejenie siatki. I wygląda to już jak gotowy budynek. Teraz więcej roboty zostało nam wewnątrz, bo dalej ciągniemy kotłownię i kolejną ściankę działową. A wczoraj ni z gruszki, ni z pietruszki zadzownił do mnie gość z verteksa, że nam okna będą montowali we wtorek. Ciekawe, czy się wyrobią, bo mamy swoje wątpliwości…

  • Zimowa wiosna

    Przyszła wiosna… W środę u nas posypało śniegiem, a w Białym napadało dobre 10 centymetrów. A tak się już człowiek cieszył na cieplejsze dni.

    Problemy skórne Marysi nadal trwają. W poniedziałek na kontroli chirurg potwierdził, że na USG nic złego nie widać. Natomiast w czwartek drugi dermatolog dał całkowicie inną diagnozę od pierwszego. Szkoda tylko, że nie wygląda żeby którykolwiek pomagał. Teraz Gosia myśli o wizycie u trzeciego – już w Białymstoku. Oprócz skóry, odziedziczyła też problemy z paznokciami u stóp, największy trochę wrasta. Kolejna wizyta i specjalisty i wyszliśmy z zestawem zaleceń, jak dbać o stópki. No i dbamy.

    Z innych wieści – wojna na Ukrainie dalej trwa, budowa też dalej trwa.

  • Pierwszy ząbek!

    Marysia długo wyczekała na swój pierwszy ząbek, ale w końcu się pojawił. Pierwsza biała kropka :). Czekała tyle czasu, że aż babcia zdążyła z sanatorium wrócić.

    W ciągu tygodnia sporo wyjazdów do Ełku i poza. Chyba wspominałem wcześniej o Marysiowej dupci i jakimś mankamencie. Żeby było bezpiecznie w poniedziałek pojechaliśmy do chirurga na obejrzenie zmiany, w środę na usg zmiany – i wygląda na to, że to tylko kosmetyka. Potwierdzimy na wizycie kontrolnej jutro, ale nic złego się nie spodziewamy.

    W środę razem z Karmelem przebiliśmy się przez remontowany Ełk na szczepienie do weterynarza. Przy okazji zważyliśmy cielaka i wyszło, że ma odrobinkę ponad 40 kilogramów. Cielak. Ale i tak nie przytyło mu się jakoś strasznie po kastracji, więc nie jest źle.

    A w niedzielę wybraliśmy się na wizytę do Płońskich. Droga do i z Białegostoku w zasadzie bezproblemowa, ruch nieduży. Wizyta przyjemna, pogadane, prezenty powymieniane. I teraz będziemy czekali na rewanż przyjazdowy.

  • Rośniemy

    Oj czuję się już Marysię na rękach po dłuższym czasie. We wtorek Gosia zabrała na na spóźnione szczepienie i udało się ją zważyć. Prawie osiem i pół kilogramów szczęścia. Nasz pulpecik :)

    Zapomnieliśmy wspomnieć w poprzednim tygodniu, ale trochę spanikowaliśmy z sytuacją na świecie i pojechaliśmy do Ełku wyrobić paszport Marysi. Nie byliśmy jedyni, bo normalnie kolejki na wielogodzinne czekanie – ale jakoś psim swędem odwiedziliśmy urząd przed zamknięciem i się okazało, że z jakiegoś powodu akurat tego dnia kolejki nie było. I w zasadzie bez problemu zrobilismy zdjęcia i złożyliśmy wniosek.

    Kolejny tydzień “sami” w domu – babcia dalej wypoczywa w sanatoriu. Po kilku pierwszych cięższych dniach się zaaklimatyzowała chyba i przedłużyła o tydzień minimalny pobyt. Jakoś sobie radzimy – na przykład dzisiaj zamiast gotować wybraliśmy się do knajpy :D. To była też pierwsza wizyta Marysi w takim przybytku i zachowywała się całkiem ładnie. Zjadła, zesrała, pokrzyczała :D

    Pogoda wiosenna, budowy się posuwają. Razem z tatą przygotowaliśmy kotłownię do zalania posadzki, a ja w międzyczasie przygotowuję otwory okienne w domu. A na rozbudowie na parę dni zjawili się chłopaki i przykleili styropian. Ciepełko już nie ucieka – chociaż aktualnie w ciągu dnia to cieplej na zewnątrz się zrobiło.