Author: kamil

  • Wakacje!

    Wpis sponsoruje wtorek, z powodów zajęć wszelakich, wizyt i zabaw po raz pierwszy uruchomiłem komputer.

    Poprzedniego tygodnia nawet nie bardzo pamiętam… dwa dni przesiedziałem pracując zdalnie, bo internet w nowym biurze prawie nie działał, w piątek pakowanie i instruowanie Piotrka jak ma się zająć mieszkaniem. We wcześniejsze dwa, albo i trzy wieczory graliśmy w Potwory i to z sukcesami!

    Polska! Podróż przebiegła wszędzie na czas, wszędzie bez problemów. Na Heathrow nas zaprosili do szybkiej odprawy bezpieczeństwa, samolot bez dzieci, na lotnisku idealne zgranie czasowe z odbiorem bagaży i później spotkanie z wujkiem Przemkiem i Filipem.

    A od niedzieli wojaże, podróż do Białego i spotkanie z Malinami, później podróż do Wasilkowa i spotkanie z Płońskimi… i wszędzie piję. Może i w Anglii się rozpiłem, ale to w Polsce więcej piję. No i w międzyczasie Makro, zakupy elektroniczne, Castorama, dentysta Gosi…

    Cały tydzień w ogóle przejdzie biegiem, przygotowania do wesela, odwiedziny ludzi – pełno spraw i tak mało czasu.

    Plan na tydzień w skrócie przedstawia się następująco. Gosiowe kosmetyczki, wyrabianie nowego dowodu i może paszportu, wyjazd do Olsztyna po suknie ślubną, czyszczenie Jaguara no i w sobotę wesele.

    P1050687

  • Goście, goście!

    Na szczęście scenariusz wizyty naszych gości nie był tak drastyczny jak ten filmowy. Wpis po raz drugi poniedziałkowy, bo w niedzielę zmęczony byłem i nawet nie chciało się usiąść do komputera.

    Beżyk zaliczył drugie spotkanie z Londynem, jego dziewczyna pierwsze. Dziewczyna fajna i lubi planszówki. Standardowy weekendowy objazd londyńskich atrakcji z nieco mniejszą ilością chodzenia, a większą ilością jeżdżenia z korzyścią dla nóg.

    Beżyki

    Sobotę zakończyliśmy wizytą w pizzerii w Richmond. Wiedzieliśmy już, że pełno tam Polaków, ale podczas ostatniej wizyty okazało się, że Szewczyki są wszędzie! Kelner który nas obsługiwał, początkowo wzięty za Włocha okazał się być pół Polakiem pół Włochem. I do tego Szewczykiem Ireneuszem. Ciekawem, czy to jakaś rodzina…

    W niedzielę zorganizowaliśmy grilla na który oprócz nas i Beżyków wpadł Piotrek z Olą i Karoliną, więc całkiem sporo osób się zebrało. A propos zbierania to wszyscy chwalili i burgery i ciasto. Chyba otworzę jakąś knajpę jak mi się w końcu programowanie znudzi.

    grill

    Piotrek mieszka u nas już od środy z przerwą weekendową. Na początku coś narzekał na odległość do centrum, ale po weekendzie wraca z utęsknieniem do czystości. A dbamy o tą czystość, Gosia mnie co i rusz gania do zamiatania i zmywania powierzchni wszelakich.

    Gosia przez tydzień przepracowała więcej niż ja, sporo zarobiła ale podejrzewam że wystarczyłyby jej mniejsze zarobki i odrobinę mniej pracy. Ja przepracowałem tydzień spokojnie, w piątek nareszcie przeprowadziliśmy się do nowego biura. Przeprowadzka nie poszła gładko, bo dzisiaj z powodu problemów z internetem i planowych prac wymagających tego internetu cały dzień przepracowałem w domu. Powrót do dawnych czasów nie był tak miły, jakoś dziwnie mi się cały dzień samemu siedziało w domu… Wolę jak jacyś ludzie naokoło jednak się kręcą.

    A już w sobotę Polska! A to oznacza, że przyszły wpis już z ojczyzny.

    A ja jeszcze dodam moje czerwcowe osiągnięcie wyliczone z Endomondo…znaczy się chodzenie na ponad 200 km tylko na drogę na prostowanie i do pracy. Ojjj nałaziłam się, nałaziłam w tym ubiegłym miesiącu, że na inne ćwiczenia nie było jakoś siły i chęci… I tak, jeszcze 5 dni i Polska :D 

    unnamed

  • Konferencyjnie

    2 dni konferencji minęły szybko i owocnie. Sporo fajnych prezentacji, wygrany nowy Raspberry Pi 2 sprawiły, że warto było jechać. Tylko później roboty było tyle, że ten tydzień to ciągnął się jeszcze dłużej. Szczególnie, że w końcu przenosimy się do nowego biura, a to oznacza również pomoc przy przeprowadzce i noszenie sprzętów na 3 piętro bez windy…

    konferr

    konfer

    Konferencja

    Szybkimi krokami zbliżają się wakacje w Polsce, Gosia wydaje zarobione pieniądze na tony prezentów, członkostwo na basenie zawieszone od początku lipca i niedługo zacznie się pewnie szaleństwo pakowania.

    Weekend minął pod znakiem tworzenia centrum multimedialnego z nowej Maliny, kolejnych zakupach, sprzątaniu (to Gosia) i wydawaniu kasy na kolejne bilety lotnicze. Wygląda na to, że nie zarobimy tu wiele, bo co zarobimy to pójdzie na bilety do Polski + kolejne tony prezentów. No i jeszcze kamera nam się popsuła, całe szczęście że w okresie gwaracji więc przynajmniej tu kasy nie stracimy.

    A przyszły tydzień zapowiada się jeszcze bardziej zwariowanie. W poniedziałek wizyta u lekarza, we wtorek przenosiny biura, w środę przyjeżdża Piotrek, a w piątek Beżyk z Magdą… i jeszcze chcę wykorzystać ostatnie dni czerwca, żeby jednak trochę popływać. Ciężko będzie.

    A o tym że już nie mahoń a brąz to nic?

    i moje dzieciaczki ospę mają i godzin roboczych więcej wpadnie i km piechotką więcej zrobię i nóżki będą boleć, bo jak nie ramię, to biodro, a teraz kolanka pobolewają…że już biegać przestałam na czas jakiś ale jeśli nie w Polsce (bo samej to smutno będzie iść latać po dróżkach)… to na pewno po powrocie reaktywuje ten sport i może nawet rekordy życiowe pobije, a tymczasem do pracy! Mieszkanie samo się nie wysprząta a goście tuż tuż.

  • Ciasteczkowe potwory

    Znowu zrobiliśmy ciasto, ale tym razem nie zeżerliśmy go przynajmniej w jeden weekend, zostało trochę na przyszły tydzień.

    Postanowiliśmy przyjąć Piotrka też na ten weekend kiedy będzie Beżyk z Magdą – trochę ciasno będzie, ale myślę że jakoś się pomieścimy. Pod warunkiem, że uda nam się pożyczyć od kogoś materac.

    A propos gości, wykorzystując doświadczenia z wizyty Martyny i Karola, umówiłem się już z Piotrkiem i Beżykiem na nieoficjalną wymianę waluty. Będziemy potrzebowali sporo gotówki do Polski i dzięki temu praktycznie wszystko załatwimy taniej niż w kantorach.

    Weekend minął na sobotnich szybkich letnich zakupach w Kingston i niedzielnych grillowaniach u szefostwa. Zakupy zaowocowały paroma prezentami, spodenkami i skarpetkami i spódniczką Gosi. A grill zaowocował lekkim wstawieniem Gosi, niezłą wyżerką i sporą ilością gadania i śmiechu.

    W przyszłym tygodniu prawdopodobnie kupimy bilety na święta do domu, z przesiadkami, ale to jedyne wyjście żeby nie spłukać się na tych biletach całkowicie.

    P1050565