Author: kamil

  • Wocham się

    A raczej będę się wochał od jutra, jeśli zgodnie z moimi przewidywaniami dostanę jutro propozycję nowej roboty. Z wochania wynika jednak, że jeśli pracę mi zaproponują to ją przyjmę. Większa kasa, lepsze perspektywy pracy w Polsce…

    W sobotę spędziłem kilka godzinek na pisaniu zadania testowego, a wieczorem urządziliśmy sobie studio fryzjerskie. Najpierw Gosia mnie ostrzygła, potem ja ją pofarbowałem. W niedzielę kolejny seans kinowy i już tylko tydzień dzieli nas o tygodnia i kolejnych dwóch wesel w Polsce.

    W piątek zaczęły się mistrzostwa świata w rugby odbywające się w Anglii, stan emocjonalny Anglików przypomina ten z Euro w Polsce. Tylko oni już mają stadiony.

    Tydzień bardzo pracowity, do zakończenia we wrześniu jeszcze zbliżają się 3 spore projekty więc wszyscy ciężko pracują, żeby dostarczyć gotowy i działający produkt. Gosia już od poniedziałku zaczyna chodzić na kurs angielskiego – mam nadzieję, że jej się spodoba.

    Spodobac sié musi, gdyz poswiécilam jeden dzien pracy na testy i na zalatwienie owego kursu…. poza tym od poniedzialku mam nowy komputer w wersji english (to w  ramach ubezpieczenia i przygody z zalaniem wodá starego laptoka)  iiiiiii nie mam polskich znaków, jak ja mam tu poprawnie robic wpisy, ja sie pytam sie? Dodatkowo mikser przyslany w ramach gwarancji okazal sié nie dzialac w ogóle…. wiec przysla kolejny… takze bialka oddzielone od zoltek przyszlo nam wczoraj ubijac recznie :P

    Warto tez wspomniec, ze pomimo przedluzenia umowy na mieszkanie, nie udalo sie nam obnizyc ceny (nieruchomosci w Richmond ponoc drozeja a nie tanieja…) ani uzyskac dostepu do sypialni (za duzo rzeczy wlascicieli, czyli darmowy magazyn), no coz…

  • Monotonia życia Londyńskiego

    I znów prawie nic się nie dzieje, a kolejne dni mijają. Z rzeczy godnych wspomnienia to chyba tylko trzy sobie przypominam z ostatniego tygodnia.

    Po pierwsze w sobotę wybraliśmy na oglądanie mieszkania w Kingston. Po przyjeździe okazało się, że mieszkanie owszem jest – ale już wynajęte. W zamian pokazali nam inne. Droższe, bez ogródka no i jako, że w Kingston to dalej od roboty. No chyba nie skorzystamy.

    Po drugie kolejny raz zarejestrowałem się do GP, muszę zrobić kilka badań krwi, dowiedzieć się o wyniki tych szpitalnych i spróbować umówić się na wycięcie portu.

    A po trzecie dzisiaj wybraliśmy się na shopping in London. Dokładniej na najbardziej znaną Oxford Street. Trzeba przyznać, że sklepów pełno, ludzi jeszcze więcej, tylko Gosia oczywiście nie znalazła nic dla siebie.

    Przyszły tydzień zapowiada się równie spokojnie.

  • I minął kolejny rok

    Jeszcze niedawno świętowaliśmy rok ślubowania, a tu już nam strzelił roczek na obczyźnie. Nawet nie wiedzieć kiedy spędziliśmy tu już 12 miesięcy (no 11 w zasadzie licząc Polskie wakacje). Angielski nam się poprawił, trochę się zadomowiliśmy i powolutku zaczynamy odwiedzać obszary poza londyńskie. W dalszym ciągu jednak chcemy wrócić do Polski, a ja to też koniecznie na Mazury. Jakby tylko miał człowiek pomysł na biznes który by wypalił i może trochę funduszy na start to chyba nawet nie czekałbym na kolejny rok…

    Gosia już nie wspomina tak często o powrocie do Polski i to chyba dobrze, bo dopiero od niedawna nasza sytuacja finansowa wyklarowała się na tyle, żeby na koncie co miesiąc zostawało coraz więcej funduszy.

    A tych nigdy ich za wiele, szczególnie kiedy człowiek ma tyle drogich planów – działka, dom, dzieci i itp. itd. (niekoniecznie w tej kolejności). Z tego powodu bardzo cieszymy się, bo w tamtym tygodniu okazało się, że obydwoje dostajemy podwyżki. Ja po kolejnej ocenie kwartalnej dostałem podwyżkę do 40 tysięcy funtów rocznie (czyli kolo stu miesięcznie) z obietnicą jak najszybszego wskoczenia na 45 tysięcy. Gosia natomiast od przyszłego tygodnia będzie zarabiać 10 funtów na godzinę, co z 8 na godzinę sprawia że procentowo dostała większą ode mnie.

    Oprócz tego wiadomości niewiele, z próby zakupu sukienki która odpowiadałaby i mi i Gosi nic nie wyszło, w weekend kolejny seans kinowy i trzask prask tydzień minął.

     

  • I po morzu

    11921976_994265950624873_554079299_n11908147_994332803951521_358679342_nP1060121P1060170P106020811912892_994429633941838_1615654931_nWpis poniedziałkowy, bo cały weekend obył się bez komputera w hotelu nad samym morzem/kanałem. Nóżki w sobotę w dupe właziły, bo chociaż zrobiliśmy tylko 12 kilometrów to wspinanie się na klify i z powrotem męczące jest. W niedzielę, W niedzielę trochę mniej właziły bo i na znacznie krótszą wycieczkę się wybraliśmy w celu spróbowania wody. I się okazało, że słona jak… znaczy strasznie. Widoki ładne, choć ładniejsze by były jakby się żona męża słuchała bardziej i ubierała dla niego. I jeszcze jakby czasami tak pozwoliła na coś poza łóżkiem i pokojem…

    W ciągu tygodnia zepsułem komputer, żeby przekonać się jak działa ubezpieczenia mieszkania i czy warto szukać jakiegoś na przyszły rok, czy raczej znajdować najtańsze. Zalałem komputer Gosi, zapłaciłem 100 funtów excessa i teraz czekam ile mi kasy zwrócą. Zobaczymy…

    W czwartek już o 5 rano byłem w biurze, zaplanowaliśmy duży deployment strony po aktualizacji. Poszedł bez problemów i już o 13 byłem w domu. Aktualizacja poszła bez problemów tak samo jak cały tydzień w robocie dla mnie i dla Gosi. Szefowie się wakacjowali, więc w biurze dość spokojnie, Gosia zamiast pilnowania dzieci pilnowała kotów i czyściła ich dom na potęgę. Ale już od jutra się kończy.

    Dzisiaj dowiedzieliśmy się też, że właściciele chcą przedłużyć z nami umowę na czas nieokreślony z miesięcznym okresem wypowiedzenia. W przyszłym tygodniu powinnismy znać szczegóły i może uda się zmniejszyć trochę cenę, albo uzyskać dostęp do sypialni.

    I skoro już wspomniałem o przyszłym tygodniu to chyba uda mi się mieć drugą ocenę kwartalną po roku pracy w firmie (może wspomnimy coś o podwyżkach), no i czekamy na przesyłki ebayowe. Do Gosi idzie sukienka na Grzesia wesele (albo Ilony…) i strój kąpielowy na weekend nad morzem – za który już zresztą oddali nam pieniądze więc jeśli przyjdzie to będzie jak z wiatrakiem.