Author: kamil

  • I znów lenistwo

    I sporo smutku. W środę okazało się, że zmarła babcia Gosi od strony taty. W piątek pogrzeb – niestety ze względu na odległość nie mogliśmy być…

    W czwartek okazało się, że mam podwyższony cholerstwol (znaczy cholesterol). Gosia cały dzień spędziła nad poszukiwaniem remediów, po czym w sobotę okazało się z u mnie wszyscy tak mają. A ja z majonezu zrezygnować nie zamierzam.

    Znów cały weekend siedzieliśmy w domu i znów było tak leniwie że w niedzielę nawet mi się dziennika nie chciało pisać. A w tygodniu w zasadzie nic się nie działo – jak mówiłem lenistwo straszne!

  • Zbyt leniwie

    Weekend był tak leniwy, że nawet dziennika nie chciało się pisać. No to nadrabiamy w poniedziałek – chociaż tak naprawdę niewiele jest do opisania.

    W pracy spokojnie i normalnie, w domu też spokojnie. Kupiłem Gosi czarne szpilki – okazało się, że obcas mają 17 centymetrowy – czyli za wysoki. Jest kolejny powód do ich nie zakładania.

    W sobotę pojechaliśmy wieczorem na Ealing spotkać się z Ewą i Kamilem. Wypiliśmy parę ginów z tonikiem, cydrów, pogadaliśmy i wróciliśmy na północ do domu. W niedzielę wybraliśmy się na Stażystę, bardzo przyjemną komedię z de Nirem. I Gosia po raz pierwszy od naszego wesela chyba założyła wysokie obcasy… ale oczywiście nie te nowe, bo są za wysokie.

    Gosia dzielnie pilnuje dzieci, chociaż dostaje trochę mniej godzin. Mamy tylko nadzieję, że uda jej się wyrabiać przynajmniej 20 tygodniowo. Dzielnie też chodzi na angielski i wieczorami przygotowuje prace domowe. A ja oprócz niewielkich błędów gramatycznych niewiele mam do poprawiania!

    Poprosiłem dzisiaj o urlop świąteczny, myślę że dostanę go bez problemu, ale decyzją zapadnie prawdopodobnie jutro. Pogadałem z Miłoszem który kupił nową kamerkę w przygotowaniu na sesje rpga przez sieć i czekam na wracającą właśnie żonę. Napomknęliśmy także o zbliżającym się Sylwestrze, chcemy znowu urządzić go w Liskach (chociaż Kuba wspominał coś o zabawie u niego…) i padł pomysł zabawy przebierańców. Jestem całkiem skłonny spróbować. Zobaczymy jakie ustalenia przyniesie kilka najbliższych tygodni.

  • Sezon weselny

    Oficjalnie uznaję za zakończony. 5 zaliczonych wesel (na które Gosia ani razu nie założyła wysokich szpilek…), 5 nieprzespanych nocy (pewnie więcej…), mnóstwo zabawy (lepszej i gorszej). Wolałbym tylko, żeby więcej się to nie powtarzało…

    W sobotę bawiliśmy się u Ilony i tym sposobem ostatnia z czwórki przyjaciółek już zamężna. Ale za to pierwsza z dzieckiem. Zabawa przednia, Gosia wytrzymała do końca, muzyka lepsza niż u Grzesia. Zmachałem się niesamowicie, bo Martyna była bez Karola (za pieniędzmi poleciał do Norwegii) więc musiałem obie dziewczyny obracać i starać się żeby się dobrze bawiły.

    W ciągu tygodnia zgodnie z planami odwiedziliśmy wielu znajomych, tak że nie przypominam sobie ani jednego wieczoru wolnego. I to mimo tego, że całymi dniami pracowałem. Byliśmy w Białymstoku u Płońskich, Malinowskich (i się okazało, że Monia w 3 miesiącu ciąży!), byliśmy u Nowosielskich, Gąszczaków (tu na krótko niestety). Ciekawe, czy ktoś też jakieś dzienniki prowadzi i pisze, że Szewczyki go odwiedzili?

    Wpis poniedziałkowy, bo większość niedzieli w pośpiechu i ruchu. Zeszło się trochę zanim wróciliśmy z poprawin, więc później szybkie pakowanie, wyjazd z przystankiem na tatara w Ostrowi (to z okazji imienin dziadka :P) i podróż do Londynu. W domu byliśmy przed 3 rano, więc rano udałem lekkie przeziębienie i pracowałem z domu co dało mi bezcenne pół godziny snu więcej. Gosia też zadowolona, bo poniedziałek wolny i tylko wieczorem musiała udać się na lekcje angielskiego.

    A kolejny przyjazd do Polski znowu niedługo, bo już na święta. Muszę tylko urlop w biurze załatwić. Bilety są, a urlopu nie ma.

    Od jutra już standardowa praca (ale za to za jaką kasę!), ja na 9 już w biurze, Gosia od 9:45 z dziećmi. A w weekend prawdopodobnie spotkanie z Popowskimi  (znaczy Ewą Jasińską z mężem, których wesele niestety opuściliśmy) – przyjeżdżają do Londynu do rodziny pozwiedzać.

    I jeszcze dla zapisu, żeby nie było – ja Kamil oświadczam że doceniam i kocham swoją żonę.

  • Hej wesele!

    Wahania czas nadszedł, przeszedł i zostaję w LogicSpot. Lojalność zwyciężyła, a do tego Karolina obiecała, że od października da mi podwyżkę do poziomu proponowanego w Envoy. No i Gosia zatrzyma pracę, więc będziemy na sporym plusie pieniężnym. Nareszcie.

    A już od soboty jesteśmy w Polsce. Po dość wyczerpującej podróży rozpoczętej już o 5 nad ranem koło 14 byliśmy w Ostrowi. Chwila odpoczynku, przygotowań i o godzinie 18 wybraliśmy się obejrzeć i pobawić na weselu Grzesia i Anity. Zabawa świetna, niestety zakończyła się dość przedwcześnie z powodu “choroby” Gosi ;).

    Niedziela oczywiście na wpół przytomnie, sporo pomagania przy sprzątaniu, jeszcze więcej gadania z rodziną. A już od jutra tydzień pracy zdalnej w dzień, a wieczorami spotkania z przyjaciółmi. No i w sobotę kolejne wesele.