Na początek tylko chwila wspomnienia o początku tygodnia. Udało nam się dolecieć do Londynu już bez problemów, przespaliśmy praktycznie cały lot. W pracach obydwoje byliśmy już o 11, zostawiliśmy tylko walizy w mieszkaniu (nie zgubiły się!). Gosia spóźniona godzinkę, ja dwie.
W ciągu tygodnia udało nam się też potwierdzić zabieg Gosi. Już 7 lutego lecimy do Szczecina , a 10 lutego mamy zarezerwowany termin powiększenia piersi. I Gosia będzie mogła chodzić z głębokimi dekoltami ;). W związku z tym zakupiliśmy już bilety lotnicze do Szczecina, na dwa tygodnie wynajęliśmy mieszkanie. Nikt nie wie o naszych planach, w pracy powiedzieliśmy tylko, że jakaś operacja będzie, w Polsce dowiedzą się dopiero wtedy kiedy zauważą, że Gosia się zmieniła.
W piątek mieliśmy niewielkie przemeblowanie w biurze – z racji zwiększającej się ilości pracowników zaczynało nam brakować stolików dla nowych osób. Po niewielkiej reorganizacji ustawienia zmieścimy kolejne trzy osoby bez większych problemów.
A w sobotę wielkie pakowanie! Ostatecznie okazało się jednak, że nie tak wielkie i cały nasz dobytek spakowaliśmy w zasadzie w ciągu 4-5 godzin. Wszystko popakowane w zgrabne pudła i walizki – oby tylko tak to wyglądało jak będziemy się zwozić do Polski.
Przy pomocy Richa zapakowaliśmy wszystko do wynajętego vana i godzinkę później byliśmy już przeprowadzeni. Rozpakowanie zajmie więcej czasu, choć nie z naszej winy. W poniedziałek mają nam wymienić dywany w pokojach, co oznacza konieczność wystawienia wszystkich mebli, co z kolei oznacza, że Gosia nie może zapełnić wszystkich szuflad w szafce. Będzie bajzel, ale wytrzymamy, bo w tej chwili dywany są tak okropne, że Gosia brzydzi się po nich chodzić boso.
A o tym, ze swoje winy juz splacilam to nic? :P Otoz splacilam i maz juz zadowolony i sie nie gniewa :)

