Author: kamil

  • Szczecin po cichaczu

    Jestesmy w Szczecinie od wczoraj. O tym, ze jedziemy do Polski wiedza tylko ludzie z roboty, bo musialem jakos zalatwic sobie 2 tygodnie pracy zdalnej. O tym, ze w Szczecinie jestemy na operacje plastyczna wie chyba tylko Martyna, bo Gosia musiala miec kogos kto by ja wspieral i kto nie bylby mezem.

    Lot bez wiekszych problemow, tylko z godzinnym opoznieniem. Do mieszkania dotarlismy bez opoznien, dzisiaj wybralismy sie na zakupy spozywcze i jestesmy gotowi do “studenckiego” przezycia najblizszych kilkunastu dni.

    Staramy sie tez wyleczyc, ostatnia impreza bowiem objawila sie w zeszlym tygodniu w postaci przeziebienia – i znowu kichamy i kaszlemy. Problem w tym, ze Gosia nie moze… Dlatego dzisiaj po zakupach zaladowalem ja do lozka i nie wypuszczam. Jutro wypuszcze, bo musi zalatwic badania krwi i usg piersi, ale jak tylko wroci to znowu ja zapakuje. Tak, zeby w srode wszystko bylo ok na konsultacjach i podczas operacji.

    Wszystko tak po cichu, wszystko w konspiracji heh :) To tylko dodam, ze w piátek moje robocze dziecko Harus :) obchodzil swoje pierwsze urodziny :)12509634_10153203951171058_9122376007685856623_n

  • Cykliczny tydzien

    Na poczatek szybkie wytlumaczenie braku polskich znakow. Dostalem nowego laptopa. Ultrabook z mniejszym ekranek i angielska klawiatura. Co oznacza brak ogonkow. Dostales?? Chyba kupiles :P za darmo jakos nikt Ci go nie dal :P

    Tydzien minal bez wiekszych wydarzen, zgodnie z planem codziennie do pracy dojezdzalem rowerem. W ciagu tygodnia wyrobilem ponad 100 kilometrow. Niezly wynik jesli o mnie chodzi.

    Piatkowy wieczor natomiast obfitowal w wydarzenia. Zaraz po drinkach w biurze chlopaki zadecydowali, ze idziemy na drinki na miasto. Jakos bardzo z nimi nie walczylismy i zaraz po powrocie do domu rozpoczelismy przygotowania do wyjscia przy pomocy bimbru (i innych alkoholi). Zaliczylismy jeden pub, potem drugi z tenisem stolowym, a nastepnie do klubu tanecznego. Pierwsze tego typu odwiedziny dla mnie i Gosi i bylo calkiem fajnie. Nawet chyba lepsza muzyka od polskich dyskotek, bo przynajmniej bez disco polo. Gdyby tylko nie to, ze zona znowu zdenerwowala mnie podczas powrotu… to w ogole wyjscie byloby zupelnie udane.

    Sobota z tego wzgledu byla baardzo powolna, z bolami glowy, wstaniem po poludniu i w ogole. Robic nie chcialo sie tak bardzo, ze ostatecznie kolacje zamowilismy. Zarcie chinskie, bardzo dobre i na tyle duzo ze mam chyba lunch.

    Niedziela juz troche lepsza dla wszystkich oprocz Richa, ktory w sobote wybral sie na kolejna impreze i w miedzyczasie zgubil portfel. My wybralismy sie na kolejne zakupy na ktorych zaopatrzylismy sie w chlebak, kurtke dla Gosi i rekawiczki rowerowe dla mnie. Jak rowniez zestaw do ping-ponga, na naszym domowym kuchennym stole :P

    A niedlugo konczy sie film i kolejny raz bede farbowal wlosy zonie, powoli przywracajac ja do naturalnego koloru.

    I znowus jestesmy wujostwem, gdyz wczoraj przyszedl na swiat Leos :) syek Justyny i Michala :) Takze kolejna psiapsiola z dzieckiem.

  • Sportowa niedziela

    Ależ ciężko sobie przypomnieć co się w ciągu tygodnia działo, a znowu za mało się dzieje, żeby było uzasadnione pisanie dziennika codziennie. I by mi się nie chciało pisać go codziennie.

    Wspólnie z kochaną żoną, udało nam się jednak chyba uzupełnić wszystkie białe plamy pamięci!

    Więc od początku – Rich wrócił z wojaży połamany (żebro) i chory, ale pracował więc i tak było lepiej. Oprócz tego w końcu dostaliśmy dostawę nowych komputerów, nie muszę już nosić laptopa, a pracuję na szybkim kompie z ssd i mnóstwem ramu. Niebo, a ziemia.

    W środę oddaliśmy klucze do mieszkania. Mandana na szybko sprawdziła działanie i czystość wszystkich rzeczy, zaakceptowała i teraz czekamy tylko na zwrot depozytu. Który to zresztą już chyba wydaliśmy, bo w weekend wpadliśmy w prawdziwy szał zakupów.

    Pierwszy zakup to nowy telefon dla Gosi. Ten od Anny niestety nie wchodzi w grę, bo okazało się że jest zablokowany… i za mały. Ostatecznie Gosia otrzyma  iPhone’a 6 – czyli będzie miała nowocześniejszy telefon ode mnie :P. Ja natomiast jak zobaczyłem ile kasy wydaję na podróże pociągiem uznałem, że nie ma co czekać na rekonwalescencję Gosi po operacji, tylko wsiądę na rower od razu. No i znalazłem fajną ofertę, w niedzielę spotkałem się ze sprzedającym i od dzisiaj jestem właścicielem roweru. A już od jutra do pracy na rowerze, co niestety oznacza znacznie wcześniejsze pobudki, przynajmniej do czasu dokładnego określenia czasu przejazdu. 7:30 wyjazd do roboty. Mam nadzieję, że uda się to trochę przesunąć w następnych dniach.

    A skoro mam już rower, no to musieliśmy wybrać się też na zakupy okołorowerowe, czyli kask, zapięcie, lampki i całą resztę badziewia. Ale i tak te zakupy powinny się zwrócić w przeciągu 2 miesięcy.

    Oprócz mojej przejażdżki, mieszkanie wybrało się dzisiaj na biegi poranne. Gosię zamęczyli już po pierwszym kilometrze, która uznała, że więcej już z Richem nie biega. I rano też nie biega. Jeśli już to sama i wieczorem. Matt też wrócił wymęczony, a kiedy wróciłem z rowerem okazało się, że Rich zrobił 20! kilometrów. Gupi jest.

    Weekend minął też pod znakiem dobrego jedzenia. W sobotę Gosia przyszykowała nam faszerowane bakłażany w ilościach wojskowych (żeby wystarczyło na lunch w poniedziałek), a w niedzielę Rich podjął się przygotowania prawdziwej angielskiej pieczonej kolacji. I poszły pieczone i gotowane warzywa, sosik, nadzienie i ponad kilogram pieczonego schabu. Pyszne!

    12625924_1069526243097386_708930330_n (1)

  • Światła, kamera, akcja!

    Kamery nie było, tylko aparat, akcje sprzątawcze, a ze świateł to festiwal. Tak mniej więcej można streścić przebieg tygodnia.

    Sam tydzień bez żadnych większych niespodzianek, minął tylko ciężko bo Rich na wakacjach. A jak Rich na wakacjach, to cała jego robota spada na mnie. Na szczęście pojechał tylko na tydzień.

    Wymienili nam dywany w pokojach, teraz można chodzić boso bez problemów. Mogliśmy też wstawić wszystkie szafy i szafki, chociaż Gosia ciągle narzeka że za mało…

    W sobotę pojechaliśmy do starego mieszkania wysprzątać je na standard profesjonalny i według mnie udało nam się to. Oddamy mieszkanie czystsze niż było kiedy je dostawaliśmy. I jestem naprawdę zadowolony, że pożyczyliśmy od Marka maszynę parową bo znacznie ułatwiła czyszczenie wszelkiego typu powierzchni.

    W niedzielę, ciągle korzystając z maszyny parowej urządziliśmy sobie sprzątanie nowego mieszkania. Wieczorkiem razem z Gosią wybraliśmy się na Lumiere – festiwal świateł w Londynie. Całkiem ok, chociaż ludzi oczywiście cała masa więc do niektórych instalacji nawet nie próbowaliśmy się dopychać, a niektóre instalacje znowu zupełnie bez sensu. Ale ogólnie sobie chwalimy.

    P1060391P1060411