Author: kamil

  • Buona pasqua!

    Znaczy, dobrej Wielkanocy!

    P1060573

    Jak widac wyzej, zgodnie z wszelakimi planami Święta spędzamy we Włoszech. Mijają niestety zbyt szybko… Przyjechaliśmy na miejsce w czwartek w nocy i po krótkiej podróży trafiliśmy do “nowej” parafii wujka. Jest spora zmiana w stosunku do poprzedniego miejsca. Teraz idzie sie u niego zgubić – tyle jest różnych pokoi. Nawet koty mają własną sypialnię i łazienkę! W piątek od razu wybraliśmy się zobaczyć czy wieża dalej krzywa. I jest krzywa. Miała być parada z okazji Nowego Roku (bo w Pizie juz mamy 2017), ale sie okazalo, ze wujek poslal nas nie tam gdzie trzeba. Przynajmniej zwiedzilismy sobie katedre, bo akurat wejscie bylo za darmo.

    13219545_1135923853125748_1048488763_n

    Po południu przyszla swiateczna paczka z Polski, sekacze, majone, ogorki kiszone – wszystko zeby swieta mialy w sobie tez troche polskosci. No i w sobote kuchnie dzielilismyz Donatella. Ona przygotowywala typowo wloskie lazanie, kroliki po mysliwsku i kurczaki, a my polska salatke warzywna i babke cytrynowa. I juz dzisiaj napychanie brzuchow. Po obiedzie sie ruszyc nie moglem, dobrze się maja sjeste. Pozniej sprawdzilismy szybkim spacerkiem czy morza nie ukradli i odwiedzilismy jeziorko z amfiteatrem operowym.

    13187773_1135925659792234_557706752_n

    Oprocz gotowania w sobote wieczorem poszlismy tez na rezurekcje. Tutaj maja ja o 22 i od tej pory zaczynaja swiecenie jajek. I to czesto czekoladowych.

    Bledy w pismie nalezy mi wybaczyć, komputer nie chcial sie polaczyc z internetem i pisze wszystek na komorce…13228164_1135926083125525_1353575016_n

     

  • Wiosna!

    Pierwszy dzien kolejnej, juz drugiej, wiosny na obczyznie. Az wrocilem sobie do wpisu z zeszlego roku i wyglada to bardzo podobnie… Znowu w sobote nigdzie sie nie ruszylismy, chociaz znowu byly plany zakupowe (i znowu sukienki – mam nadzieje, ze tym razme bedzie chociaz z dekoltem). W tym roku nie wybralismy sie na parade z okazji dnia swietego Patryka, chociaz znowu z niedziele przedswiateczna wybralismy sie do kosciola. Parade przegapilem, bo sie odbyla w weekend przed dniem swietego Patryka, a do kosciola na msze sie wybralismy wyspowiadac, zeby na Wielkanoc u wujka byc dobrze przygotowanymi.

    Patrzac na zeszly rok golabkow nie bylo, w zamian Gosia zrobila zapiekanke ziemniaczana. Odgraza sie, ze to juz ostatni raz, bo zapiekanka choc dobra, to nie szalowa i na pewno nie jest warta spedzania takiej ilosci godzin w kuchni.

    Zeszly tydzien minal na spokojnie i nie moge sobie w tej chwili przypomniec zadnej rzeczy wartej wspomnienia. Ot codzienna praca, 3 razy przejechalem sie rowerem, w poniedzialek siatka. Standardowe zycie. No, dowiedzielismy sie tylko, ze Ania Plonska/Kawka w ciazy. Ze wszystkich przyjaciolek Gosi juz tylko Martyna bez dzieci…

    Za to przyszly tydzien… nie wybiegajac przed szereg zostawie do opisania w nastepnym wpisie. Jesli pojdzie dobrze to popelnionym z Wloch!

    Usmialam sie, wiec odnotowuje slowa meza:

    KAMIL od tylu to LIMAK, to prawie to samo co ŚLIMAK :P

    i dodatkowo wspomne, ze od srody Haribo zaczal  chodzic :)

     

  • Ot, takie zycie

    Powolutku, bez pospiechu i zadnych wiekszych wydarzen.

    Skleroza sprawila, ze w zeszlym tygodniu wpisu nie bylo, ale dzisiaj pamietalem i korzystajac z okazji przerwy miedzy Skypowaniami nadrabiam zaleglosci. Plan z zeszlego tygodnia zostal wykonany i ktoregos wieczoru baloniki na hel posluzyly na kilka minut dodatkowego smiechu i wspolnego popiskiwania.

    Roweru nie bylo, bo znowu jakies katarzysko mnie dopadalo – odpornosc niska i temperatura tez niska sprawiaja ze rower mi odrobinke bokiem wychodzi. Ale nie zaprzestane i sie wszystko poprawi. Siatka tez jakos idzie do przodu tak ze nawet pare pilek uda sie rozegrac.

    W weekend wybralismy sie do pubu na mecz rugby Anglia – Walia do Richmond. Posiedzielismy w rzece (Tamiza wylala zgodnie z planem i trzeba bylo sie przesiasc na stoliki), popatrzylismy na emocje innych ogladajacych i jak zaczelo sie robic zimno wrocilismy do domciu.

    pub pubb

    A dzisiaj znowu odwiedziny u Renaty i Damiana. Gosia z okazji coraz bardziej stalych godzin pracy zarabia juz za duzo i musi podjac pewne kroki w celu odpowiedniego rozliczania sie (lub nierozliczania sie) z tutejszym fiskusem. Z polecenia u polskiej ksiegowej, ale odwiedzi sama. Dzisiaj wiec musielismy pojechac na rozeznanie terenu. A przy okazji wpadlismy na obiad i niedokonczona partyjke w Monopoly.

  • Siatkujemy

    W zeszlym tygodniu po raz pierwszy poszedlem na siatke. Niestety, okazalo sie, ze poziom rekreacyjny jest tez poziomem bardzo podstawowym. Na 11 osob, tylko 2 (razem ze mna) kiedykolwiek graly w siate. Pochodze chyba po to, zeby poodbijac troche pilke, ale na nastepny raz zapisze sie na poziom sredni. Oprocz tego od razu po powrocie zaczalem kolejny tydzien rowerowy. Ciezko, ale sie nie poddaje. Do tego chce od kwietnia znowu isc na basen. Gosia sie smieje, ze jej tesciowa nie wybaczy i powie, ze nie karmi jej syna.

    Gosi tydzien dosc leniwy, bo caly nie pracowala. Szybko zdrowieje i juz praktycznie wszystkie rzeczy robi sama. Troche szybciej sie tylko meczy. Ale mysle, ze widok piersi to wszystko usprawiedliwia ;). Juz od jutra zaczyna z powrotem prace, zobaczymy jak pierwszy dzien da jej sie we znaki.

    W pracy na spokojnie, zadan duzo, ale jakos powolutku idzie do przodu. W srode mielismy sniadanie deweloperskie przejete jako spotkanie okolofirmowe – tak duzo zebralo sie spraw ktore wszystkich dotykaly i byly wazne dla calego biznesu.

    W mieszkaniu odrobine mniej spokojnie, Gosia musi trenowac chlopakow w sprawach sprzatania. Na razie sie nie daja, ale prawdopodobnie wprowadzimy dyzury sprzatania. Wtedy juz nie beda mogli sie wymygiwac.

    Mielismy tez pare nowych zakupow. W koncu udalo sie zakonczyc planowany zakup nowego telefonu dla Gosi. Po paru tygodniach perypetii, zwrotow udalo sie w koncu zakupic iPhone 6. Siedzi teraz i gada, gra, robi panoramy i narzeka. Ale cos czuje, ze jej sie podoba. A sobie kupilem pare rzeczy na rower. Nowa lampke i sluchawki. Wiec co zaoszczedzilem na przejazdach, to wydaje na gadzety…

    A o tym, ze wczoraj bylismy na Magical Latern Festival to nic?? A no bylismy! I takie faajne iluminacje swietlne byly :) i choc temperatura niska i ziab taki, ze tylko czapki i rekawiczki ratowali przed odpadnieciem konczyn wszelakich :p  wyprawe nalezy zaliczyc do udanych :)

    13187853_1135935936457873_1292853477_nP1060487P1060461