nananana…
Nic sie nie dzieje… nananana?
Cala piosenke moznaby przespiewac. Bo praca w tygodniu (Gosia wyrabiajaca wiecej godzin ode mnie) i lenistwo w weekend (z jakimis zakupami do Polski).
Moze wspomne jedynie o zakupowym szalenstwie ktore nas ogarnelo mimo coraz czestszych wspomnien Gosi o tym, ze powinnismy chyba oszczedzac. Po pierwsze zestaw to paznokci zelowych. To mozna zaliczyc do inwestycji, bo dzieki temu Gosia nie bedzie musiala chodzic do kosmetyczki na paznokcie. Drugi to prezent, w koncu udalo mi sie zakupic medialnego boksa do domu w Liskach – mam nadzieje ze rodzicom sie spodoba. A trzeci to decyzja o zakupie kamery, a dokladniej GoPro. Jacys wielce aktywni nie jestesmy, ale na pare razy by sie przydalo szczegolnie kiedy oglada sie jakie fajne filmy wrzuca Kuba. No i bedzie w ramach wczesnego prezentu swiatecznego (bo mozliwe ze kupimy jakos w listopadzie ;)).
I tyle, nananana.


