Author: kamil

  • Strrraszne rzeczy

    Gosi minal tydzien na lenistwie. Czasami sie tylko zastanawialem, jak to mozliwe ze ja bedac w pracy tyle rzeczy zdaze zrobic, a ona mi mowi ze tu kawke wypila, serial obejrzala, cos tam zrobila i jej dzien minal… No, ale udalo jej sie zalatwic samej zdjecie szwow w poniedzialek, wiec teraz straszy tylko blizna.

    Mi tydzien minal na pracy (niespodzianka), spokojnej bez szefow, kupnie GoPro na urodziny i swieta (teraz musimy tylko pojezdzic gdzies, zeby filmy ponagrywac).

    Chcielismy sie wybrac do kina, ale niestety skonczyla nam sie mozliwosc kupowania biletow 2 za 1. I uznalismy, ze troche za drogo nam wyjdzie kupowanie dwoch normalnych.

    W sobote natomiast jak ustalilismy wybralismy sie na impreze Halloweenowa. Wyszly z nas 2 wampiry. Gosia seksowny, a ja na doczepke. Zabawa byla bardzo fajna, Gosia mimo 17cm obcasow nie zaliczyla wywrotki (bo bylo tak duzo ludzi, ze nawet jakby chciala to by nie dala rady). Niedziela leniwa, Gosia na lekkim kacu caly dzien na kanapie, a mi sie udalo na siatke mimo wszystko isc.

    14910504_1280921158624559_6581341342820368308_n30687680565_1ed04c2b06_zgrand

  • Tytuly

    Zazdraszczam troche czcigodnemu ojcu jego datowych tytulow kronikarskich i zlorzecze cichutko na siebie, zem sie porwal jak glupi. I spedzam teraz 3/4 czasu pisania na wymysleniu tytulu ktory dobrze by oddawal co sie dzialo (lub nie dzialo) w tygodniu, a jednoczesnie sie nie powtarzal. Oj glupi ja.

    A tymczasem kolejny tydzien nam minal nie wiedziec kiedy. Dluzy sie strasznie, a pozniej jakos tak szybko. Tydzien minal na pracy (niespodzianka!), znajdowaniu kostiumu dla Gosi na impreze halloweenowa (tez niespodzianka, bo jednak idziemy) i montowaniu laweczki do cwiczen. Rich po kursie na trenera personalnego ocenil, ze atlas jest be. I kupil laweczke. I teraz mamy i atlasa i laweczke.

    Gosia sie cieszy bo zarabia dobrze – pod warunkiem ze ma prace. A z tym bywa problem, szczegolnie kiedy szefuncie jej komunikuja w srode, ze kolejny tydzien ich nie ma. No i sie bedzie lenic. Obiadki mezowi gotowac. I moze przygotowywac na impreze?

  • 30 koni

    w czerwonej stajni stoi. Klapie, tupie, a czasem ze strachu dzwoni.

    Cale szczescie, ze Gosia dalej je wszystkie posiada, niektore tylko bedzie musiala zakoronkowac. Tydzien minal nam bowiem pod znakiem codziennych wypraw do dentysty i prob ratowania jej ukruszonych fatalnym upadkiem zebow. Tymczasowe pozalepianie i naprawienie kosztowalo 1000 zlotych, ale prawdopodobnie ponad drugie tyle pojdzie w swieta na zrobienie jej koronek.

    Ja przepracowalem pozostale dni jakie bylismy w Polsce, a w czwartek po krotkiej i przyjemnej podrozy wsiedlismy do samolotu w Szymanach i wyladowalismy w Londynie.14804794_1262657030452429_201664594_n

    14826259_1262656693785796_2019791849_nDzien w pracy i weekend minely spokojnie. Zarejestrowalismy sie u lekarza, poszlismy do agencji zostawic breloczek i pozostale czesci spedzilismy przed tv ogladajac seriale.

    Tylko zona juz mnie nie slucha i w zwiazku z tym niestety nie idziemy jednak na impreze Halloweenowa…

  • Bęc.

    Tydzien minal nam spokojnie do czwartku, w ktory to zapakowawszy sie w autokar dojechalismy na lotnisko i polecielismy do Polski. Po raz pierwszy ladowalismy na lotnisku w Szymanach – bardzo fajny, malutki terminal no i o poltorej godziny blizej do domu. Mysle, ze bedziemy czestszymi goscmi, szczegolnie ze zarzad robi dobra robote i otwiera coraz wiecej polaczen.

    W sobote natomiast wesele.14619944_1255411657843633_1838620971_n

    Gosia ubrala sie znowu w dluga czerwona sukienke i zlote obcasy i musze powiedziec ze byla chyba najfajniejsza laska na calym weselu. Niestety nie skonczylo sie ono bardzo dobrze i tu wlasnie dochodzimy do tytulowego béc. Zona, jak zwykle po wiekszej ilosci alkoholu wpadla w nastroj buntowniczy przeciwko mnie i kiedy przyszedl czas sie zegnac ledwo zmusilem ja do wstania od stolu. A kiedy mi sie to w koncu udalo, to wierna w swoje sily wstala i wywinela takiego orla, ze sala po wszystkim wygladala jak miejsce zbrodni… Bilans strat i zyskow? Zyskane 5 szwow na brodzie, zyskana reputacja weselna do konca zycia, stracone powierzchnie dwoch zebow, stracona spora ilosc krwi malowniczo rozlanej na sali weselnej i koszuli Mariusza.

    14699906_1255411991176933_843825292_n

    No zapewnila mi i swoim rodzicom przyjemna rozrywke na koniec. Ale dzisiaj obiecala, ze bedzie sie mnie teraz sluchac we wszystkim, a jesli nie bedzie to mam to sila wymuszac.

    A dzisiejsza niedziela minela dosc nietypowo. Po wyspaniu sie pojechalismy z rodzicami i Zebrowskimi na kawe w ramach ich cotygodniowej wizyty w innych restauracjach naokolo Elku. I wyladowalismy w burdelu. Doslownie. Zebrowscy wywiezli nas do Czarnego Pajaka, motelu/baru oficjalnie, a mniej oficjalnie nightclubu polaczonego z domem publicznym. Okazalo sie, ze wlascicielami sa jacys znajomi Zebrowskich z lat dawnych i w ramach zartu tam wlasnie nas zabrali. Po wejsciu i poproszeniu o kawe (sic!) okazalo sie, ze wywolalismy spora panike – mysleli ze jestesmy z Urzedu Skarbowego :D. Dosc nietypowa wycieczka, ale teraz mozemy sie z Gosia pochwalic pierwsza wizyta w agencji towarzyskiej. I to wspolnej!