Author: kamil

  • Tyyle wymiarow

    Bo az 4. W srode pierwszy raz wybralismy sie na nowa sale w kinie. Ruszajace sie fotele, wiatr, dym, woda. Efekty fajne, ale tylko na krotka mete. A sam film slabiutki.

    Gosia sie pochorowala w piatek z nie wiadomo za bardzo jakiego powodu. Wylezala w lozku caly dzien i pomoglo, bo w sobote juz zdrowa. Moze do pracy sie nie chcialo isc? Wlasnie, ze wiadomo… nie z lenistwa! a z grypy zoladkowej zlapanej od chorujacych po kolei Hallerow…

    W sobote juz za to na spacer chciala isc i zrobilismy kilka dobrych kilometrow okrazajac Tamize. Fajnie, chociaz troszke zimno.

    W niedziele kolejny raz Rich uraczyl nas pieczona obiadokolacja – tym razem zaserwowal wolowine ze standardowymi dodatkami. Jak zwykle dobre. Sie teraz zatanawiamy, czy nie wypadaloby sie odwdzieczyc i tez cos przygotowac wiekszego.

    W przyszlym tygodniu wisi nade mna wizja nocki w pracy – wypuszczamy projekt na serwery i klient nie chce tego robic w dzien.  Damy rade, chyba…

  • Fit!

    Minal nam tydzien zycia fit. Ciezko jest. Chodzimy tacy na wpol glodni czasami, ale sie trzymamy. Podobno mowia, ze po 2 miesiacach zaczyna byc latwiej bo wchodzi to w nawyk. Ale wez i wytrzymaj dwa miesiace!

    Na razie sie nie poddajemy, Gosia dzielnie trzyma diete z niewielkimi odstepstwami na kolacje Richowe i cwiczenia. Ja dzielnie licze kalorie i cwicze i nawet znowu do pracy rowerkiem zasuwam no i jak zwykle w siatke gram.

    Oprocz tego bez w zasadzie wielkich nowin. Ot, praca, jedna wizyta kino. Dzisiaj zabraklo wody, ale to chyba niewielki problem w porownaniu z kolejnym wypalaniem komina w Liskach. Na szczescie nic sie nie stalo – oprocz popekanego komina.

  • Czy ja juz wspominalem o pociagach?

    Powoli chyba trzeba sie przyzwyczajac, ze transport publiczny w Londynie lubi sobie odwalac. Od dzisiaj zaczal sie strajk w metrze. Lawinowo padla cala komunikacja londynska. Autobusy – przepelnione. Pociagi? Moze i jezdza ale stacje zamykane i ewakuowane z powodu przeludnienia. Taxi? Uber z surgem 3.2 zarobil na nas pelno kasy bo ostatecznie wlasnie tak z Gosia, Mattem i Ioana dostalismy sie do pracy. Jutro rower, bo strajk chyba dalej trwa…

    Wspomne jeszcze cos o zeszlym tygodniu, w poniedzialek wizyta w Bialymstoku. Odwiedzielismy Anie z Piotrkiem, Justyne z Michalem i Maliny. Wszyscy z dziecmi. Wracajac z Bialego napotkalismy sniezyce i bylo to zapowiedzia prawdziwej zimy. Od srody przyszly mrozy po -20 stopni i utrzymywaly sie az do naszego wyjazdu. Bylo lekkim szokiem termicznym wystartowanie z -20 i wyladowania w +11. A pogoda tutaj juz typowo londynska – znaczy leje.

    Pozostala czesc tygodnia minela mi na pracy, a Gosi na wizytach u rodzicow. I tylko w piatek na siatke poszedlem.

    Sama podroz bez wrazen w zasadzie, samolot nie byl opozniony, na lotnisku na spokojnie. Tylko cholercia walizke nam popsuli w trakcie, ale na szczescie nie jest to jakis wielki problem, bo pewnie pieniadze zwroca.

    W weekend nie robilismy w zasadzie nic i to tak skutecznie, ze zapomnialem o napisaniu dziennika, dlategoz wpis w poniedzialek.

    Od dzisiaj zyjemy fit. Gosia na diecie narzeka, ja licze kalorie. Gadzety wspomagajace zakupione, cwiczenia pierwsze odbyte. Bedziemy jak mlodzi bogowie i mlode boginie ;)

  • Kolejny rok za nami

    Dzisiaj zaczelismy nowy 2017 rok impreza u Milosza. Byli oni, my, Kuba i Piotrek z Ola. Cala noc przegralismy w Cards Against Humanity i Sabotazyste. Zabawa byla fajna, o polnocy poszlismy ogladac fajerwerki, wypic szampana i zlozyc zyczenia. I mimo dosc spokojnego przebiegu spac poszlismy dopiero o 6. Ciezki dzien dalej, bo prowadzilem do domu, ale jakos wyszlo. Przy okazji obejrzelismy nowe mieszkania Kuby i Milosza. Obydwa fajne, wysokosc fajniejsza u Kuby, ale za to salon przestronniejszy u Milosza. Ale mimo wszystko – to jest mieszkanie w bloku i do tego w Warszawie. Ja podziekuje.

    A zeszly tydzien? We wtorek mialem wolne z okazji Swiat w weekend. Wykorzystalem wiec dzien, na wyprawe z Filipem do Ostrowi na drafta Magicowego. Gosia tym razem puscila mnie samego, bo oznajmila, ze 6 godzin czytania ona nie wytrzymie. Filipowi mimo choroby poszlo lepiej, ale i tak bylo zajebiscie. No i oprocz gry udalo nam sie spotkac z Markiem, Bezykiem i Magda. A do tego jak wrocilem, to jeszcze Kuba byl u nas i zagralismy szybko w jakies planszowki.

    Pozostale dni minely mi na pracy, a Gosia w srode spedzila dzien u rodzicow i dokonczyla puzzle z Damianem, w czwartek pojechala z mama do Elku do kosmetyczki, a w piatek wyciagnela mnie na wieczor do Ilony i Rafala, ktorzy oznajmili nam, ze kolejne dziecko w drodze. 15871006_1336792359705562_184566369_n