Author: kamil

  • Ale nie o to chodzi, by zlapac kroliczka

    Drugi tydzien “urlopu” Gosiowego, juz nie chcialo jej sie tak gotowac, ale jest usprawiedliwiona przygotowaniami do Swiat. Bo Swieta przyszly i juz prawie przeszly. Paczka z Polski tez zdazyla dotrzec na czas, niestety ze stratami w postaci rozbitej butelki bimbru i peknietego sloiku majonezu :/ Poza tym przygotowujac Wielkanoc bardzo duzo sie nie narobilismy, ot pare salatek, zurek, sprzatanie domu. Pare wypraw do kosciola na swiecenie jaj i msze niedzielna. No i sniadanie niedzielne, na ktorym jednak nie bylismy sami – dolaczyli do nas Rich z Vicky i chyba im smakowalo.

    W pracy normalnie, nie liczac krotszego tygodnia (bo i piatek i poniedzialek sa tutaj wolne), jakies kino, siatka, cwiczenia. Te cwiczenia to ciezko…,bo swieta i nasze Polskie obfitujace w tradycyjne potrawy niestety nie sa zbyt zdrowe (niedopowiedziane), wiec niedziela spedzona na jedzeniu da sie nam troche we znaki.

    Dodatkowo w Wielkanoc od poludnia minela pod znakiem “pracy zarobkowej”, gdyz zgodzilam sie przyjsc z mezem i zajac dziecmi, by szefostwo w tym czasie moglo wybrac sie na wesele.

  • I wrocili…

    Skonczyl nam sie tydzien wolnosci mieszkanowiej. Wykorzystany chyba calkiem niezle, pare kolacji przy swiecach, sporo seksu w salonie no i oprocz tego cisza i spokoj.

    W ciagu tygodnia jedyne co sie dzialo to dogadzanie mi przez zone – kolacyjki codziennie, pare razy szpilki. Czasem szkoda, ze czesciej nie ma takiego wolnego.

    Oprocz tego pare razy kino chyba, moja normalna praca, a weekend poszlismy do kosciola. Wyspowiadac sie przed swietami i weselem. Ciekawe jak dlugo wytrzymamy.

    Jak rowniez obkupilismy sie oboje w kreacje weselne :P

  • Wyjechali na wakacje

    Konczyc chyba nie trzeba? Bo mamy mieszkanie na caly tydzien tylko dla siebie! Rich na nartach z Vicky, a Matt “pracuje” w Dubaju.

    A u nas? W tygodniu nic ciekawego, praca, cwiczenia, kino, praca. Gosia tylko do czwartku, bo od piatku ma przymusowe dwutygodniowe wakacje z powodu ferii Oskara, tesciow i nie wiem czy czegos jeszcze.

    W piatek z racji wyjazdu z chlopakow i urodzin Richa kolejny raz znalezlismy sie w pubie na tancach i paru drinkach. Skonczylismy jednak dosc wczesnie, bo w sobote mialem zaplanowany turniej siatkowki – ktory wygralismy! Zaskoczenie bylo niesamowite, dla nas chyba najwieksze. W niedziele wrocilismy do kosciola z samego, swieta sie zblizaja, sluby sie zblizaja… czasem trzeba. A korzystajac z pieknej pogody do domu z Putney wrocilismy na piechote. Bardzo przyjemny spacerek okraszony goframi.

  • Siatka

    Gosia powiedziala, ze w tygodniu nic sie nie dzialo ciekawego oprocz tego, ze bylismy dwa razy w kinie. Raz na Life, thrillerze sci-fi ktory sprawil, ze Gosia sie obrzydzila i na Power Rangersach na ktorych czekala bardziej niz ja. I oba filmy calkiem, calkiem.

    No i dodatkowo standardowo siatka w niedziele i tym razem chyba bedzie wiecej siatki. Cisel spytala, czy nie chcialbym zagrac z druzyna ktorej brakuje graczy w sobote w jakims turnieju, a do tego od kwietnia startuje jakas liga siatkowkowa i tez sie zapisalem. Takze bedzie wiecej gry.

    I jeszcze tylko wspomne o aktywnosci rowerowej, a raczej jej braku. Ja co prawda ambitne plany mam, zeby znowu zaczac jezdzic do pracy, ale Gosi rower sprzedajemy. Na szczescie tylko po to, zeby kupic troche bardziej odpowiedni do dystansow, zeby kolejnej dluzszej wycieczki nie musiala naginac na rowerku miejskim. No zobaczymy co to bedzie.