Author: kamil

  • Rośniemy

    Chyba wrócimy z Polski parę kilogramów ciężsi… W sobotę fastfoody z powodu podróży, w niedzielę obiad komunijny taki że ciężko się było ruszyć, a nawet dzisiaj jakoś tak dużo wszystkiego. I jeszcze nie koniec, bo wieczorem do teściów na schabowe i bimber… Za to po powrocie chyba dieta, bo według Gosi sześciopaka bez diety się nie zrobi. No to się będziemy razem męczyć…

     

    Poszukiwania mieszkań z pewnymi sukcesami, oglądaliśmy bardzo duże mieszkanie w wieżowcu zaraz obok nas. Wychodzi że w budżecie, powierzchniowo fajne, tylko obecni lokatorzy sprawiają problemy. Ale mamy nadzieję.

    Z poszukiwań miejsca do życia rozpoczęliśmy również​ oglądania działek w Polsce. W niedzielę wieczorem pojeździliśmy, dzisiaj też. Trochę opcji odrzuconych, trochę znalezionych, no i oczywiście dalej zostaje możliwość wybudowania się w Liskach. Co ma chyba nawet więcej plusów niż minusów. Nie możemy się tylko zdecydować czy te plusy to bardziej dodatnie od tych minusów.

    Pisanina z komórki niewygodna więc na tym zakończę i może coś więcej w niedzielę za tydzien.

     

  • Bezszfwowy tydzien

    Gosia tydzien spedzila w domu, bo Karolina z markiem i dzieciakami pojechali na wakacje. Pogotowala, pochodzila na zakupy, pocwiczyla i jakos tydzien zlecial.

    Normy kinowe wyrobilismy z nawiazka bo bylismy na 3 seansach, prawdopodobnie znalezlismy mieszkanie – tanie, w dobrej lokalizacji, z fajnymi pokojami i dodatkami.

    Oprocz tego w zasadzie bardzo standardowy tydzien i weekend – lacznie z nieodlaczna klotnia o stanik zony…

  • Row, row, row your boat

    Tydzien, jak tydzien. Troche pracy, sporo cwiczen i biegow z obu stron. W srode skonczylismy lige siatki ostatnim przegranym meczem – ostatnie miejsce gwarantowane. Ale co sobie pogralismy to pogralismy.

    Pracy dla Gosi na kolejny tydzien nie bedzie, bo szefowie pojechali na tydzien wakacji. W biurze troche luzniej, obiadki po powrocie i zona mocno cwiczaca.

    Jako, ze ostatni tydzien mielismy iscie tropikalna pogode po 28 stopni i pelne slonce mielismy bardzo ambitne weekendowe plany na podroz rowerowa do Guildford. Niestety, standardowo dla pogody brytyjskiej na weekend zamiast tropikow juz mielismy deszcze. Dobrze chociaz, ze sobota jeszcze udana, wiec zrealizowalismy tylko przejazdzke lodka wioslowa po Tamizie z Richmond. Krotki dystans i bardzo przyjemny lunch przy brzegu.

    A wieczorem Gosia zrealizowala obietnice urodzinowa i wybrala sie ze mna do klubu w krociutkiej sukience. Prawdziwa seks bomba z niej byla.

  • Walka ze skleroza

    Pamietalem i o zastrzyku i o wpisie. O zastrzyku przypomniala mi komorka, ale o wpisie sam z siebie. Dumny jestem.

    Tydzien krotszy bo od srody, wiec na szczescie mniej pisania.

    W kwestii mieszkaniowej posuwamy sie powolutku do przodu, mamy liste mieszkan od przyszlego tygodnia powinnismy zaczac dzwonic i pytac, czy bedzie cos dostepne od sierpnia.

    Gosia bije kolejne rekordy w bieganiu, po pierwsze dlugosciowo przekroczyla juz 11 kilometrow i kolejny raz poprawila swoj wynik na 10 kilometrow. Cos czuje ze w tym biegu z przeszkodami we wrzesniu to zostane daleko w tyle.

    W sobote w koncu udalo sie spotkac z wlascicielka roweru i udalo sie tez go kupic. Gosia na pewno wstawi pozniej zdjecia. Bardzo ladny i na tyle dobrze jej sie na nim jechalo ze zaczela ponownie rozwazac dojazdy do pracy. A juz na pewno wybierzmy sie do Guildford, szczegolnie jesli prognoza zostanie taka sama.

    A w niedziele kolejna kolacja, zaserwowana przez Richa i Vicky. Temat wloski, bruschetta, canneloni z sosem bolonskim i banoffi pie (znaczy toffi i troche banana). Pozniej standardowo spacerem na rzeka.

    Notka na przyszlosc: Perypetie mazurskie (nazwa dziennika na przyszlosc :) ).