Author: kamil

  • Kilogramy kurczaka

    Od poniedzialku sie “dietujemy”. Znaczy ta dieta to dziwna taka, bo dostalismy tylko BARDZO ogolne wytyczne i sami myslimy co tu gotowac zeby je spelniac. Ale ogolnie wychodzi okolo kilograma kurczaka na nas dwoje dziennie. Straszne ilosci… No i jemy 6 razy dziennie…

    Juz od tygodnia jezdze na rowerze codziennie. Niestety, nadgarstek mi wysiadl (zapalenie sciegna kciuka) i mam nakaz oszczedzania go przez dwa tygodnie. Czyli zero sztangi, pompek, siatki, plywania, podciagania sie i tak dalej. Wiec zostal mi rower…

    Przygotowujemy sie do PrimeDay – wielkiem wyprzedazy Amazonu. Na liscie sa hantle, dyski twarde i nawet KitchenAid. A co sie uda kupic? Pewnie wszystko inne i za duzo. Przygotowujemy sie tez do wesela, niedziela spedzona na Oxford Street, ale sukienka wynaleziona. Ladna, ale znowu ani krotka, ani z dekoltem. Przynajmniej na same zakupy Gosia zalozyla ktorki kombinezon z duzym delkotem ;).

    I troche nam Karolina z Markiem namieszali w planach, bo w piatek zwolnili Matta. Mamy tylko nadzieje, ze szybko znajdzie robote i splaci dlugi wobec nas, a pozniej niech sie dzieje co chce. Jeszcze tylko poltora roku do powrotu do Polski ;)

  • Smutek

    Dziadek Franek zmarl w poniedzialek… Nie odzyskal juz przytomnosci po wylewie sprzed kilku tygodni wczesniej. W piatek odbyl sie pogrzeb, na szybko kupowane bilety i pozegnalismy Go razem z cala rodzina.

    W zwiazku z tym weekend dosc na szybko przezyty, w piatek z samego rana na samolot, pozniej blyskawicznie prosto na pogrzeb z Miloszem i Ola. Tego samego dnia do Warszawy i nastepnego w poludnie na samolot powrotny.

    Wracajac Gosia przekonala sie jaki swiat jest maly. Siedzielismy w ostatnim rzedzie. Trzeci fotel zajela jej kolezanka z podstawowki. Przegadaly cala trase…

    Pracowo dosc niespokojnie w nawiazaniu do nowego mieszkania. W czwartek Karolina oznajmila, ze mysla o zwolnieniu Matta. Co sprawia, ze nie wiadomo za bardzo co bedzie sie dzialo z mieszkaniem z nim. Na razie nic nie przesadzone, ale dodaje to odrobine stresu do calej reszty.

    A propos mieszkania, wszystko juz jest oplacone (w wiekszosci niestety przez nas). Umowa podpisana i postanowione, ze 2-3 sierpnia przeprowadzka.

    Zalatwilismy sobie tez “diete”. W zasadzie wskazowki zywieniowe i treningowe ktore powinny nam ulatwic uzyskanie wymarzonych figur. Na razie ciezko, bo jakos strasznie duzo w ciagu dnia trzeba jesc no i wskazowki nie sa bardzo urozmaicone. Ale z drugiej strony to teoretycznie powinny wystarczyc 3 miesiace – wiec jakos wytrzymamy. Zdjecia porobione, postep bedzie mierzony.

  • To co robimy?

    No po pierwsze to chyba roztapiamy sie. To z powodu niesamowitych temperatur panujacych w Londynie. Od paru dni oscyluja w okolicach 30 stopni, a weekend nawet powyzej trzydziestu. Radzimy sobie dzieki wentylatorowi i lodom. Ale jest ciezko

    Po drugie to sie czerwienimy. Bo w sobote namowilem Gosie na pojechanie ze mna na siatke. Znaczy ja na siatke, a Gosia na opalanie. Spedzilismy tam 3 godziny po ktorych Gosia wrocila spieczona jak raczek. I ma nadzieje, ze jednak zbrazowieje, a nie zrzuci te skore ;)

    I troche sie tez wkurzamy. Ja chyba najbardziej na pieprzonego Ryanaira. Cholernicy zmienili algorytmy i rozsadzaja bilety kupione w jednej rezerwacji, zeby trzeba bylo placic za siedzienie obok siebie. Oczywiscie nie zaplacilismy i jakos nam udalo sie przesiasc, ale wkurzenie jest niesamowite…

    Przeprowadzamy sie tez, bo nasza oferta wynajmu zostala zaakceptowana. Na poczatku sierpnia zamieszkamy na 9 pietrze apartamentowca. Wielkie mieszkanie, bardzo ladnie wygladajace. Mamy tylko nadzieje, ze mieszkanie z Matem i Katie sie nam nie odbije…

    Psujemy sie… bo wlasnie przed chwila wyglada na to, ze padla mi komorka. W miedzyczasie pisania probuje ja naprawiac, ale nie wiem, czy bedzie jakis skutek…