Author: kamil

  • Kaczor Donald

    Chociaz z drugiej strony miejmy nadzieje, ze nie, bo mysmy go zezarli podwojnie w ten weekend. Jakos chcialo mi sie kaczki, wiec zakupilismy i w ramach eksperymentow kulinarnych jedlismy piers z kaczki i w sobote i w niedziele. Bardzo dobra, z sosem winno sliwkowym, ziemniaczkami i szpinakiem.
    W sobote wybralismy sie na krotkie zakupy i lunch do Kingston, a wieczorem wzielismy sie w koncu za porzadkowanie zdjec. Pierwszy raz od roku… a teraz jeszcze filmy dochodza ktorych tak naprawde nie mamy nawet jak obrobic, bo na Linuksie sie nie da, a Gosi komputer za slaby. Plan jest na kupno tabletu na swieta, ale jednak oszczedzac troche na to mieszkanie wiec nie wiadomo co wyjdzie… Podczas tego przebierania zdjec Gosia obalila cala butle wina i nabrala ochoty na tance, wiec skonczylismy w Grandzie. Tylko na kwestie ubierania sie spuscmy zaslone milczenia…

    Z tego powodu w niedziele w kosciele bylismy pozniej niz zwykle, a z racji rozpoczynajacej sie jesieni znowu przeniesli mi siatke na niedziele wiec dzien spedzilem aktywnie. No pozniej troche mniej, bo przesiedzielismy caly wieczor ogladajac MasterChefa i gotujac wlasne potrawy.

    W kwestiach pracowych dosc powoli i spokojnie. Szefy wyjechali na tydzien wakacji, co niestety oznacza ze Gosia ma wolne. Ma jednak czas pocwiczyc i pogotowac wiec moze to jest nie tak zle? Tylko nie zarabia… Jakby tak mogla zarabiac cwiczac, albo gotujac… ;)

  • Rowerem… nad rzeke?

    Zanim przejde do owocnego w wydarzenia weekendu, jedno zdanie o tygodniu. Zona wrocila we wtorek w nocy.

    Musialem sie posilkowac pamiecia trwala i tak – dokladnie rok temu w dlugi weekend wybralismy sie nad morze rowerami. W tym roku uznalismy, ze po pierwsze oszczedzamy (niewiele na razie sie udaje…), po drugie nasze tylki nie wytrzymaja znowu tylu kilometrow. Dlatego zamiast 200km zrobilismy 70. W kierunku morza, bo trasa jest przepiekna, ale tylko do momentu w ktorym postanowimy wracac. Dojechalismy do sluz, dalej swietne sa.
    Tylki i tak nas troche bolaly. No przede wszystkim Gosie.

    Drugi dzien spedzilismy w Greenwich radosnie zmieniajac polkule. Wschodnia, zachodnia i z powrotem. Odwiedzilismy tez przepieknego klipera herbacianego, Cutty Sark przerobionego na muzeum. Alez piekny. Na koniec odwiedzilismy planetarium na pokaz nocnego nieba i nawet udalo nam sie na nim nie zasnac.

    A poniedzialek dalej wolny i dalej spedzony aktywnie. Ja na siatkowce zewnetrznej, a Gosia na porzadkach i gotowaniu. Ale sama chciala, proponowalem jej siatke, albo opalanie sie. Zrezygnowala.

    Obejrzelismy tez ostatni odcinek aktualnego sezonu Gry o Tron. Coz tam sie dzialo… A na nastepne trzeba bedzie dluugo czekac. I wychodzi, ze juz w Polsce bedziemy je ogladac.

  • Slomiany wdowiec

    Jestem taki sam. Jak palec, albo cos tam.
    Gosia poleciala odwiezc Damiana do Polski w sobote. Nie obylo sie oczywiscie bez przygod, bo w piatek zostawila paszport Damiana u Karoliny i okazalo sie to w chwili, w ktorej trzeba bylo wychodzic na autobus. Jak dobrze, ze mam te karte zipcara – udalo sie nam dojechac do Twickenham, a pozniej wrocic na autobus i spoznilismy sie tylko na jeden. Ale na samolot zdazyli na szczescie bez problemu.

    Gosi nie ma, wiec moja pamiec podreczna zawiodla i jak dla mnie to w ciagu tygodnia nie dzialo sie wiele. Byl jeden dzien wolny dla niej w ktorym nie poszla do muzeum. Niestety szykuje sie tez zbyt duzo dni wolnych – na tyle duzo ze znowu zaczelismy rozmawiac o szukaniu przez nia nowej pracy.

    Oprocz tego standardowo, siatka w piatek, dluga siatka w sobote i cwiczenia zeby dalej utrzymywac forme. A w niedziele obiad w towarzystwie rodzicow obojga naszych lokatorow, ktorzy to mieli przyjemnosc wzajemnie zapoznac.

    No tak, a o Ikeii nic nie wspomnial, ze miala byc w poniedzialek a wyszla we wtorek, bo w poniedzialek zipcarowskie auto bylo podrapane i niby bez powietrza, co golym okiem bylo sciema, ale komputer biadolil… wiec bite 45 min spedzilismy siedzac w aucie, czekajac az ktos laskawie podniosl sluchawke, by w koncu uslyszec od nas, ze rezygnujemy i probujemy dnia nastepnego. I teraz jestesmy juz urzadzeni :) i oczywiscie 3 malzenska rocznica tez za nami spedzona przy lampce winka i wcinaniu cheescaka :)

  • Ikea nadejdzie jutro

    Tydzien pracy z Damianem dla Gosi. Wzloty i upadki. Jednego dnia pomaga, drugiego dnia Gosia ma na glowie kolejnego dzieciaka do opieki. A sporo jest tej opieki, bo znowu duzo godzin wychodzi. I nic tylko sie z tego cieszyc, bo wlasnie wplacilismy pierwsza rate na mieszkanie i teraz juz tylko potrzebujemy wiecej i wiecej.
    Mojego tygodnia nie warto wspominac, bo spedzilem go na rowerze dojezdzajac do pracy, a wieczorami wszyscy gralismy w Carcassonne.
    Weekend jak zwykle troche bardziej zwariowany. Rozpoczelismy od zrobienia ciasta na sobotnie urodziny Damiana, pozniej spedzilismy caly dzien w londynskim zoo. Bardzo fajna wyprawa, duzo zwierzakow i jeszcze wiecej chodzenia.
    Niedziela to dla mnie pierwszy raz w prowadzeniu samochodu. Matt z Katie prosili mnie o zalozenie konta na zipcarze (takie usludze do blyskawicznego krotkoterminowego wynajmowania samochodow) i chcieli zebym podwiozl ich do Ikei. Z planow nic nie wyszlo, bo aktywacja konta zajela 3 dni, ale skoro konto juz mam to postanowilismy ze zamiast do kosciola jechac pociagiem, czy uberem to wezmiemy samochod. No i pojechalismy. I wrocilismy tez. I zadowoleni, bo wygodnie i zgodnie z planem taniej niz innymi srodkami podrozy. No chyba, ze pozniej przyjdzie jakis mandat.
    Po powrocie po raz kolejny pojechalismy do centrum, obejrzec Tower Bridge, Tower of London, a zakonczylismy w M&Ms World i sklepie Lego.
    Ja niestety ze wzgledu na wolumen pracy musialem pare godzin spedzic przy komputerze… niestety niezbyt efektywnie.