Z racji zblizajacego sie terminu oplacenia kolejnej raty mieszkania jakos czesciej gadalismy z rodzicami. No i kupilismy im bilety do nas na Swieta Wielkanocne. Symbolika normalnie, pierwsze Swieta i ostatnie w Londynie z rodzinka.
W czwartek szefuncio zoperowal sobie kregoslup i niestety na tydzien zostaje w domu. Czyli Gosia ma przymusowy tydzien wolnego. Przynajmniej obiadki bede mial pyszne.
W weekend zorganizowalismy kolejny wieczor planszowkowy z Ellen, Michaelem i Jasonem. Bardzo przyjemne rundki w Carcassonne i Cyklady. Mam nadzieje ze znowu powtorzymy, a Gosia ma nadzieje ze nie u nas tym razem ;)
Author: kamil
-
Planszowkujemy ponownie
-
Spokojnie i pracowo
Wlasnie tak Gosia okreslila nasz poprzedni tydzien. Bo i nic wartego wspomnienia w zasadzie sie nie wydarzylo.
Ot wczoraj z racji braku siatkowki (smuteczek) zabralem Gosie z jej telefonem na wymiane baterii. Sie okazuje, ze lenistwo czasami poplaca, bo jakbysmy sie jednak wybrali w zeszla sobote to zaplacilibysmy 2 razy wiecej. Czy wymiana cos dala tylko czas pokaze.
Z drugiej strony lenistwo (albo alkohol) nas dopadl wieczorem i nic z kolejnego wyjscia do klubu nie wyszlo… A szkoda, bo Gosia w zlotej sukience wygladala genialnie.
A dzisiaj wieczorem z bratem swoim i bratowa pogadalismy. I sie moze okazac, ze swieta Wielkanocne rodzinne beda, bo wszyscy zainteresowani bardzo przylotem do nas. Zobaczymy tylko kiedy bilety kupia. -
Nadrabiamy Sylwestra
Gosia miala przedluzona przerwe swiateczna az do czwartku, bo mimo tego ze szefowie wrocili do domu w piatek przed sylwestrem, to dzieci nie chodzily do szkoly i Karolina sama sie nimi zajmowala. Przynajmniej w biurze bylo latwiej, bo i szef troche rzedziej zachodzil.
Zawiedzeni bylismy mocno Sylwestrowa zabawa, dlatego w sobote zdecydowalismy nadrobic braki i wytanczyc – oczywiscie poszlismy do Granda. No i sie wytanczylismy ;) Niedziela spedzona mocno leniwie – jak zwykle ostatnio.
-
Ostatni rok w Londynie
Swieta zakonczylismy kinowo, na ostatnim seansie 4DX Jumanji. Film sredni, ale z efektami ogladalo sie go bardzo przyjemnie. Tydzien w pracy rozpoczelismy rowniez kinowo, bo wybralismy sie na The Greatest Showman. Przyjemny musical. No i konczac juz watek kinowy, to zlozylismy rezygnacje z Unlimited. Przyjemnie bylo przez ten rok pochodzic do kina, ale wspolnie uznalismy, ze coraz czesciej nie chce nam sie isc i idziemy z “musu”. No to sobie odpuszczamy.
W czwartek korzystajac z ostatnich dni wolnego urzadzilismy sobie randke przy swiecach. Gosia w krotkiej sukience, wysokich szpilach i do tego pyszne jedzonko. A ja przynioslem kwiatka ;)
W niedziele Sylwester. Nudny jak flaki z olejem, bo w towarzystwie głównie rodziny Kate. Przesiedzielismy do 23 w ogrodzie zimowym, a reszta na sofach przy sciszonej muzyce… paranoja. Pozniej weszlismy na dach i tez sie troche rozczarowalismy, bo najblizsze duze fajerwerki byly w centrum. Fajnie widoczne, ale spodziewalismy sie widoku na wieksza skale… A jak wrocilismy do domu, to impreza juz sie sprzatala i kiedy wiekszosc gosci poszla to muzyka dalej nie zostala wlaczona. Dobrze chociaz, ze kupilismy Guitar Hero, wiec mielismy z Gosia co robic – bo gramy w nie bardzo namietnie. Chyba musze zaczac powoli dozowac, zeby sie nam zbyt szybko nie znudzilo.
A dzisiaj pierwszy stycznia – to oznacza, ze zaczal sie nasz ostatni rok w Londynie. Troszke szkoda nam na pewno bedzie, ale tez i troche teskno do kraju, rodzinki i przyjaciol.