Tym razem z biszkoptowym ciastem z truskawkami. Nie wiem czyja to zasluga, ale biszkopt mi wyszedl taki jak nigdy. Tylko kurde bebech rosnie, bo znowu przy tv, z alkoholem i niezdrowym zarciem weekend zostal spedzony.
W sobote troszke popracowalem, zamontowalem w Gosi rowerze blotniki, umylem i naoliwilem na czas jesienny. Teraz tylko zazdroszcze, bo taki blyszczacy stoi.
Gosia w ciagu tygodnia sie cieszyla “odpoczynkiem” gotujac sprzatajac i dbajac o dom. A ja praca, praca. Troche luzniej i ciszej jak bez szefow.
W czwartek jak z bicza trzasl minelo nam 4 latka po slubie. Wszystkie 4 spedzone na obczyznie, ale juz niedlugo i to sie zmieni. W ramach oszczednosci kolacje zjedlismy w domu, Gosia serwowala figi z serem kozim i lososia z malinami. Polaczenia niespotykane czesto, ale bardzo smaczne.
Author: kamil
-
Staczania ciag dalszy
-
Wielki skurwysyn 🕷
To chyba oficjalna klasyfikacja pajaka ktorego Gosia napotkala w czwartkowe przedpoludnie. Powrzeszczala, zrobila zdjecie, poplakala sie, ale zabila. Rozbryzgala go na cale drzwi. Nie wiem tylko, czy mi nie zejdzie na zawal jak jeszcze kilka takich zobaczy. Zejdzie :( zdjecia nie wstawie, dla dobra ludzkosci… brrr
Lato sie nam chyba oficjalnie skonczylo i pogoda zrobila sie typowo Londynska. Ot codziennie cos popada, troche sloneczka i chlodniej. Calkiem przyjemnie jest jednak po tej fali upalow, ktorych nawet najstarsi Brytyjczycy nie pamietaja.
Gosia od piatku kolejne wakacje, bo szefy sobie gdzies pojechali. Na szczescie przez 4 dni zdazyla napracowac ponad trzydziesci godzin, wiec sierpien moze nie byc tak zly jak sie obawialismy.
Po ubieglym glosnym weekendzie ten spedzlismy po cichu – przed tv, komputerami, z niezdrowym jedzeniem (m.in.: domowym puszystym cheescakem)i alkoholem. Staczamy sie jednym slowem.
-
Juz prawie nasze!
Mieszkanie jest juz nasze w 90%. Zostala ostatnia rata. Jeszcze jakos chyba do nas to nie dotarlo, ale koniecznie musimy zaczac szukac jakichs inspiracji jesli chodzi o wykonczenie…
W srode zgodnie z planem zjawil sie wlasciciel oceniac wszystkie przecieki. Na dach i okna ponaklejal jakies tasmy, a przeciek okololazienkowy zgodnie z przewidywaniami okazal sie byc spowodowany nie deszczem a uszczelka. Dobrze, ze mamy druga lazienke, bo naprawa do czasu otrzymania odpowiedniej czesci zostala przeprowadzona bardzo prowizorycznie z zaleceniem ograniczenia wykorzystania.
Szefowie sie wakacjowali caly tydzien – dla mnie (i calego biura) oznaczalo to troche wiecej luzu, ale niestety Gosia bez pracy i zarobku. I dalsza czesc sierpnia ze slabymi perspektywami, bo idzie na trzy dni do pracy a pozniej kolejne dziesiec bez. Jakos to bedzie :) A ja przynajmniej gotowac nie bede musial.
W sobote w ciagu dnia wybralismy do Richmond nad rzeke na Riverside Festival i posiedzielismy na wyschnietej trawce sluchajac fajnego bluesa i popijajac drinki. Bardzo przyjemnie.
Wieczorem zjawili sie goscie, Robert z Paulina. Duzo picia, pozniej gry w eksplodujace kotki – niestety na tyle glosnej, ze sie sasiedzi poskarzyli. Bywa.
Dzisiaj troche zdychalismy, wiec dzien spedzilismy na sofach przed tv. Nie zebysmy jakos bardzo narzekali na taka forme spedzania czasu.
-
Zarabiamy
Ladny nam przez przypadek lipiec wyszedl pod wzgledem zarobkowym. W firmie dostalismy pierwszy profit sharing – moja czesc wyniosla prawie trzy tysiace funtow. Nie spodziewalem sie az takiej kwoty! Szkoda tylko, ze prawie polowe zezarly podatki… a juz myslalem, ze sobie kupie jakis fajniejszy rower.
Gosia tez pobila rekordy. Po pierwsze w ilosci godzin spedzonych jednego dnia – w srode firma zorganizowala impreze dla klientow, jakies prezentacji i inne duperele. Karolina oczywiscie jako szefowa zostawala do konca, wiec Gosia, pierwszy raz od rana az do polnocy przesiedziala z dziecmi jakies 14 godzin i zaliczyla nocny powrot do domu rowerem. No i sie te godziny przelozyly na rekordowa wyplate prawie dwoch tysiecy funtow. Takze jakos idzie :)
Po dwoch miesiacach calkowitej suszy, upalow i roztapiania sie – w koncu w weekend cos popadalo. No i niestety wyszlo tez pare przeciekow w mieszkaniu. Na scianie jakies zacieki, aczkolwiek tu akurat nie wydaja mi sie zwiazanie z deszczem, a i okno dachowe nam przepuscilo pare kropelek. Wlasciciel juz zawiadomiony, zjawi sie w tygodniu zeby na to spojrzec.
A oprocz tego, w weekend mielismy kolejne spotkanie planszowkowe w skladzie jednak niestandardowym. Jason zapomnial, ze w tym samym terminie ma urodziny brata, wiec zaprosilismy na jego i Chantelle miejsce Stasia z zona. Gralo sie calkiem przyjemnie, ale jednak troszke dziwnie – bo z nami nie pili. Jak sie okazuje, dziwne jest to, kiedy w towarzystwie wszystkich pijacych znajduje sie taki “absynentowy” ktos. A to zazwyczaj ja bylem… Z tego powodu troszke zalowalismy, ze Daniel (ktory byl pierwsza osoba o ktorej pomyslelismy) nie mogl przyjsc.