Author: kamil

  • Teraz to naprawdę fundamenty

    Trochę się pośpieszyłem, albo trochę za bardzo skróciłem tytułując poprzedni wpis fundamentami – bo dopiero ławy fundamentowe zrobiliśmy. Ale za to w ten weekend już prawdziwne fundamenty zaczęliśmy stawiać. Oczywiście nie skończymy i już od jutra chłopaki od taty wchodzą na budowę i mamy nadzieję, że po dwóch tygodniach będziemy mogli wyjść nad ziemię.

    Tydzień pracowy, ale z przerwą dwudniową na wizytę w Warszawie. Tym razem nie całkowicie przez Gosię, bo ja we wtorek zawitałem w końcu u Tomka Sarosieka. W zasadzie tylko po to, żeby zakończyć te mniej lub bardziej regularne wizyty z zaleceniem okresowego zbadania krwi i USG i odzywania się tylko w wypadku podejrzanych wyników. Czyli oficjalnie leczenie onkologiczne zakończone!

    Drugi dzień już Gosi, po 3 nieudanych transferach spróbujemy teraz długiego protokołu i zobaczymy czy to coś zmieni. Jeśli nie, będziemy musieli się poważnie zastanowić nad dalszymi krokami.

    W Warszawie też będąc Filip nas trochę nastraszył – posiedzieliśmy chwilę razem w salonie, a później się okazało że w ciągu weekendu byli na grillu z dziewczyną która okazała się być zarażoną koronawirusem. Więc szybka izolacja i czekamy na sprawozdania zdrowotne u nich, a sami siebie też obserwujemy.

    Obserwujemy też uważnie i od środka Karmela. W piątek rano weterynasz zrobiła mu kilka zdjęć RTG z których wyszlo, że troszkę za wolno scalają mu się kości, zainteresował się ścianami i że panewki na kościach biodrowych może mieć do poprawki. To ostatnie trochę nas niepokoi, bo jeśli po konsultacjach z pieskim ortopedą (chyba) okaże się, że potrzebna będzie operacja to się trochę jej boimy. Cała reszta do obserwacji i faszerowania psa wapnem w tabletkach, żeby nie zeżarł ścian do cna.

  • Fundamenty!

    Główny punkt całego tygodnia.

    W środę zalaliśmy betonem wszystkie ławy fundamentowe po rozbudowę agrobory i basen. I nagle zrobiło się ładnie i porządnie.

    W poniedziałek Gosia pojechała sprawdzić cycki. I wyszło to co wiedziałem już wcześniej – zdrowe i fajne są.

    Na weekend przyjechali Ola z Miłoszem. Zostają aż do poniedziałku, załatwiają jakieś formalności związane ze sprzedażą działki Oli nad jeziorem.

    A ja się dzisiaj wkurzyłem i wypisałem wiadomości na LinkedInie do kilku pracowników Nexery. I nawet parę osób odpisało, mam nadzieję, że uda się pociągnąć i zakończyć montaż światłowodu.

  • Ciężkie poranki

    Szczególnie kiedy cały tydzień trzeba wstawać strasznie rano. I nie mówię o zwykłym wstawaniu do pracy… Jednego dnia do laboratorium na badania, drugiego z Karmelem do weta, trzeciego pedicure Gosi, czwartego załatwianie dodatkowych formalności ze skuterem… Piątego nie pamiętam, może się udalo dospać do tej siódmej rano…

    Budowa poszła szybko do przodu, bo tata zatrudnił na 2 dni chłopaków z firmy. Na tyle szybko, że na środę zamawiamy beton i kończymy te ławy. Trzeba w końcu wyjść z tej dziury w ziemi.

    Mama w czwartek miała robioną kolonoskopię. Tak walczyła z lekarzem, że w piątek miała zakwasy.

    A w sobotę pierwsze wyjście do ludzi na imprezę weselną Magdy i Marka. Wesele malutkie, bo nie było więcej niż pięćdziesiąt osób – ale zabawa była dobra. A dzięki byciu kierowcą dzisiaj nawet nie zdychałem.

  • Żelastwo

    Dziesiątki kilogramów żelastwa powkładaliśmy przez weekend w wykop, a tata spędził jeszcze więcej czasu spawając je. Gdyby nie on, to sami nie dalibyśmy rady..

    W czwartek przyjechała prosto z Czech, jeszcze cieplutka, trawa na kort. Leżą sobie teraz takie wielkie rolki i czekają, aż znajdziemy jakiś weekend, żeby ostatecznie wyrównać boisko i zacząć je rozwijać. I pewnie na przyszły sezon rozegramy pierwsze mecze.

    Też w czwartek, ale wieczorem Gosia zabrała Karmela na pierwsze zajęcia z wychowania. I uczą się obydwoje jak się wychowywać. Chociaż po psie widać trochę mniej to wychowanie, bo dalej gryzie wszystko co popadnie.

    W piątek w nocy zjawili się u nas Miłosz z Olą i młodym. Zostali tylko na weekend, już dzisiaj wczesnym popołudniem wrócili do domu.