Author: kamil

  • Roczniak

    Czerwiec się zaczął długim weekendem. Po miesiącach namawiania w końcu odwiedzili nas Przemki. Posiedzieli, trochę popracowali – może ich nie zniechęciliśmy na kolejne wizyty. Za to bez namawiania przyjechali też Miłosz z Olą i Leonem. Ale nie na weekend – tym razem już prawie na stałe. Zostają w Przypiecku do września, później jadą do mieszkania ełckiego, a w międzyczasie będą się budować w Liskach.

    Karmel skończył roczek. Tak młody, a taki wielki i głupi. Ale kochany.

    Robota się przez weekend mocno posunęła. Boisko prawie poklejone, zostało nam tylko kilka dodatkowych linii do zrobienia. Basen i rozbudowa też, potaczkowaliśmy pospółkę i zasypaliśmy wszystko do poziomu który pozwoli nam na ułożenie rurek basenowych i w końcu zalanie wszystkiego chudziakiem. A do tego poszliśmy i wewnątrz – prawie połowa już otynkowana.

    Szkoda tylko, że z kredytem nic nie idzie…

  • Wakacje?

    Trochę cieplej już i nie wiem czy to z tego powodu trochę więcej wyjść do znajomych. W piątek po kolejnej szkole rodzenia poszliśmy do Karola napić się za jego urodzinowe zdrowie. W sobotę do Kuby oblać nową werandę, żeby się nie rozeschła. A w niedzielę (już bez picia) do Ostrowi, żeby babci złożyć życzenia na 90 urodziny. Piękny wiek.

    Kredytowe wiadomości dalej mało optymistyczne, doradca coś tam jeszcze walczy, ale wstępne kontakty ze znajomą z banku też są niepewne ze względu na wielkość działki. Co jest idiotyzmem według nas oczywiście. Spróbujemy jeszcze z pożyczką hipoteczną i może w ten sposób coś zbudujemy…

    Mama skończyła L4 i na ostatni miesiąc przed emeryturąś wróciła do pracy. Chyba trochę żałuje, że jednak nie została do końca i wyczekuje tych kilku ostatnich piątków do zakończenia roku.

    W obejściu pełno roboty, staramy się nadążać. W sobotę z tatą cały dzień spędziliśmy przy trawie. Część kosiliśmy, a część kleiliśmy. I mamy zamiar skończyć klejenie boiska w najbliższy weekend – jeśli tylko pogoda dopisze.

  • Bez kredytu

    Wpis z poniedziałku. Dość często bywa tak, że piszę poniedziałkowo, ale datę publikacji ustawiam niedzielną. Ale dzisiaj dostaliśmy informację bardzo nieprzyjemną i na tyle ważną, że nie chcę czekać do przyszłego tygodnia, żeby o tym napisać.

    Nie dostaliśmy kredytu. Pekao odmówiło, bo za mały dochód, BGŻ odmówiło, bo nie mamy u nich konta, a ING odmówiło z powodu wewnętrznych regulacji… załamka totalna. Teraz spróbujemy po znajomościach, w parku pracuje gość którego żona jest dyrektorką oddziału banku w Olecku. Może w ten sposób się uda…

    A już coraz bliżej zbliża się możliwy termin rozpoczęcia prac, bo w zeszłym tygodniu złożyłem wniosek u konserwatora i dogaduję się z archeolożką na kolejne terminy…

    Miłosze się nam zapowiedzieli na całe wakacje i w ten weekend sprzątali Przypiecek, żeby w nim mieszkać. Do tego ugadujemy się na wynajęcie im mieszkania po wakacjach. Kończy się spokój, i już fajnie by było się budować…

    Karmel się zbestwił i nie chce pracować. I niestety układania go nie ułatwia przerwa w szkoleniu, ale niestety Ela musiałą uśpić Tosię – swojego pierwszego psa i pierwszą profesorkę Karmela. I smutno i jej i nam.

  • Zaszczepieni

    W poniedziałek wybrałem się z Gosią do Pisza na szczepienie. Poszło “dość” sprawnie, ale najważniejsze, że we wtorek mimo straszenia o skutkach ubocznych czułem się całkowicie dobrze. Tylko delikatnie ręka bolała.

    Dzięki temu, mogłem towarzyszyć Gosi na pierwszym spotkaniu szkoły rodzenia we wtorek wieczorem. Dużo słuchania w większości dla kobiet, dlatego prawdopodobnie będę potrzebny na wyłącznie dwóch – kąpaniu i ratowaniu. I dobrze, bo spotkania zaczynają się wcześnie. Ale Gosia chodzi i się uczy. I trochę panikuje ;)

    W czwartek chyba poczułem pierwsze kopnięcie Maryśki. Tak mi się przynajmniej wydaje, ale Gosia każe notować :)

    Weekend zapowiadał się deszczowy, ale prognozę pogody można potłuc o kant dupy, bo przez cały weekend nie padało w ogóle. Dało nam to okazję do popracowania na podwórku. Najpierw przygotowanie warzywniaka, a później z tatą zajęliśmy się kortem. Rozłożyliśmy trawę, zaczęliśmy ciąć linie. Zaczyna wyglądać jak boisko. W sobotę wieczorem posiedzieliśmy przy drinku z tatą Gosi.