Author: kamil

  • Inauguracja kortu (oficjalna)

    Gosia mnie uświadomiła, że już tytułowałem wpis inauguracją kortu, ale wczoraj mieliśmy taką oficjalną z piłkochwytem, zasypaną w całości piaskiem, oblaną i przetestowaną na okoliczność siatkówkową i tenisową z goścmi (ale zdanie złożone mi wyszło). Wpadli do nas Olafy, Miłosze, Balcerki i Ala. Razem z inauguracją prawdopodobnie zakończyliśmy też sezon letnio-grillowy, który po dłuższej przerwie smakował bardzo dobrze.

    Gdyby tylko nie choróbsko. Wszyscy w domu w zasadzie kaszlemy i kichamy – łącznie z Marysią. A ta ma najgorzej, bo nie rozumie pewnie czemu tak ciężko się oddycha. Tylko tata się dzielnie trzyma, a ja z mamą brychamy już prawie 2 tygodnie . Jakoś trzeba żyć.

    Marysia nam rośnie, już waży cztery i ćwierć kilo. Chociaż nie rośnie tak jak Letycja – tamta to dopiero… tydzień młodsza, a już cięższa od naszej. W poniedziałek mieliśmy robione pierwsze usg bioder – tutaj wszystko w porządku. Niestety, trochę mniej w porządku jest z jej pępkiem. Ciągle jakaś wydzielina, jeden doktor mówi, że wszystko dobrze, drugi, że może być coś nie tak. Widzimy, że brzuszek ją męczy więc będziemy badali dalej.

    W domu rodzice już na poważnie przymierzają się do remontu łazienki, mają wybrane płytki, projekt. Skoro boisko skończone, to niedługo zacznie się kolejna robota…

  • Chud

    ziak. Chudzi nie jesteśmy dalej. Chociaż chcielibyśmy.

    Na szczęście w innych rejonach wygląda dobrze. W czwartek zalali chudziak na wszystkich budowach. O ile przyjemniej się chodzi po twardym betonie, a nie piasku.

    Pies nam w zasadzie wyzdrowiał z kaszlu, niestety znowu ma problemy żołądkowe. Nie tak gwałtowne jak kiedyś, ale weterynarz zarządził pre i probiotyki – możliwe, że już na stałe.

    Wczoraj wybraliśmy się na imprezę. “Parapetówkę” w swoim własnym mieszkaniu. Miłosze zorganizowali spotkanie z kilkoma znajomymi. Zaczęliśmy od laser-taga, bardzo fajnej, choć męczącej zabawy przypominającej paintballa, a skończyliśmy na planszówkach i grach imprezowych na konsoli w mieszkaniu. Fajnie było, ale dziwnie kończyć imprezy i wracać do domu o 22, bo dziecko musi iść spać…

    A dzisiaj… epicka wyprawa po naprawiony skuter do Borowej Góry zakończyła się w Łomży. Skuter wziął i zgasł, a po odpaleniu usterka wróciła… Na szczęście udało się nam załatwić jego garażowanie u znajomego księdza, musieliśmy go tylko przepchnąć kawałek. I zamiast wrócić do domu na skuterze, wróciliśmy samochodem. Bardzo się cieszyłem, że tata jednak ze mną pojechał, samemu miałbym spory problem co zrobić. Teraz już tylko zostało załatwienie w serwisie, żeby po niego przyjechali i naprawili – tym razem ostatecznie.

  • Kaszlący psies

    Nigdy wcześniej nie słyszałem psa który kaszle. Aż do poniedziałku, kiedy Karmel zaczął kaszleć tak, że jeszcze tego samego dnia trafił do weterynarza na szczepienia i leki. Na szczęście wiedzieliśmy, że możemy się spodziewać, bo kilka dni wcześniej bawił się z innym psem który miał to samo. Choróbsko zaraźliwe straszliwie, więc Beza też dostała szczepionkę.

    Ja sam też coś chyba złapałem i pokasłuję od dwóch dni, pewnie mnie pies zaraził.

    Marysia rośnie jak na drożdżach (zbliża się już do 4 kilogramów). Zapewnia ciągłą dawkę rozrywki i zajmowania się. I trochę paniki, bo w zeszły czwartek położna wysłała nas na SOR z podejrzeniem zapalenia pępka. SOR odesłał nas z kwitkiem, pępek odpadł 3 dni później i na szczęście wszystko już dobrze. Zaliczyliśmy ppierwsze wizyty u pediatry, umawiamy się na pierwsze szczepienia. I pierwszy razm samodzielnie zmieniłem pieluchę.

    Niestety, od kilku dni, tak się nam dawała we znaki ciągłym szukaniem cycka, że ugięliśmy się i daliśmy jej smoka. Nie było to oczywiście tak proste, bo zaakceptowała dopiero 4 smoczka który kupiliśmy… Teraz mamy trochę spokoju, chociaż dalej staramy się nie dawać smoka ciągle.

    W zeszłą sobotę kolejne wykopki u teścia. Na mniejszym polu, mniej osób, ale roboty też mniej. Chociaż i tak zajęło to nam cały dzień. Ale jak się chce ziemniaki, to trzeba pomóc kopać.

    Tacie po dłuższym czasie udało się sprzedać silnik do paralotni (wisiał już od lat nieużywany w magazynku). Kasa się przyda, bo skoro skończyliśmy boisko, teraz trzeba będzie się zająć łazienką. A kiedy ja siedziałem w ziemi i kopałem kartofle, rodzice bawili się na weselu u Lewickich. Ale ktoś musi pracować, żeby ktoś mógł się bawić.

    Korzystając z pięknej choć wietrznej pogody w zeszłą niedzielę złożyliśmy też wyzytę nowo narodzonej sąsiadce Letycji. I spały dwa takie małe skrzaty w wózkach obok siebie nawet nie będąc się świadome. Ale się to zmieni, bo dwie w tym samy wieku i z tej samej wioski – nie będą miały innego wyjścia jak bawić się razem ;)

  • Rodzicujemy

    Już pewnie kilka razy tak pisałem, ale ciężko jest wymyślać tytuły. A jeszcze ciężej teraz kiedy za każdym razem chciałoby się napisać: Marysia. I do tego żona pogania i popędza…

    Całe życie zaczęło obracać się wokół córki. Karmienie, przebieranie, mycie, tulenie, usypianie, pokazywanie gościom, czytanie bajek, słuchanie, obserwowanie min. Takie małe, a tyle zajęć.

    I rośnie też zdrowo, szybkie ważenie u położnej pokazało 100 gramów więcej dziennie. Jak na drożdżach!

    Ja się urlopuję. W założeniu miało być dostosowywanie się do Marysi, ale nie mam na razie zbyt wiele roboty przy niej. Pomagam Gosi, ale jednak to ona ma najwięcej pracy. Chociaż dzięki temu mam też czas na załatwianie zakupów, roboty przydomowe i tego typu sprawunki.

    Mama od ostatniego dnia sierpnia już na oficjalnej emeryturze. Na razie bardzo zadowolona bo ma czas na wszystko. Oby tak dalej. Tylko coś jej w lędźwie wlazło od razu i musi na ketonalu jechać. Oby nie tak dalej.

    Paulina i Mateusz też już doczekali się córki, Letycja urodziła się tydzień po Marysi. Całkiem dobrze tak, wiadomo, że przynajmniej we dwie na wsi będą obok siebie więc razem do szkoły i do zabawy.

    Kort już prawie zakończony. Piasek zasypany (chociaż za każdym razem jak myślimy, że już go wystarczy to jakoś się ugniata), siatka naokoło zamocowana (prawie). Brakuje tylko furtki i trybun. Tata zrobił kawał dobrej roboty przy nim.

    Na dzisiaj Miłosz z Olą zaprosili nas na proszony obiad. Zapakowaliśmy się w piątkę do samochodu i pojechaliśmy. Całkiem smacznie, później kawka na tarasie i krótki spacerek promenadą. Teraz rewanż…