Author: kamil

  • Świąteczna kwarantanna

    Mama nam przyniosła koronawirusa w prezencie przedświątecznym. Zdążyłem tylko w poniedziałek pojechać do Warszawy po Roberta, a w środę z tatą jadąc na zakupy do Makro już czułem się niezbyt. Mama potwierdzona od środy, Gosia od piątku, a my z tatą od niedzieli.

    I tak całe święta bez żadnego ruchu, żadnych gości – ciężko, szczególnie Gosi kiedy u jej taty nie za bardzo miał kto pomagać. I z Robertem w zasadzie się nie spotka…

    Nawet Wigilia ciężka, bo mieliśmy spędzić ją w więcej osób, a zakończyło się na czwórce.

    O tyle dobrze, że wszyscy wirusa przeszliśmy dość lekko, jak grypę. Nawet nieszczepiona Gosia jakoś przetrwała, chociaż nie mogłą się nawet wspomagać lekami ze względu na Marysię. I sama Marysia też tylko z katarkiem.

    Jedyny plus – pełno czasu na oglądanie Expanse z rodzicami.

  • Karmel bez kołnierza

    Karmel po dwóch tygodniach w kołnierzu mógł go nareszcie zdjąć. I jemu lepiej i nam. Dodatkowo przez zimę wypadły już dwa tygodnie bez spacerów, lenistwo mnie coś złapało i ciężko się zebrać rankami. Jakoś trzeba będzie.

    Przez zimę też trzeba było załatwić wymianę opon, bo trochę niebezpiecznie i ślisko na lodzie na letnich.

    W sobotę niewielka Mikołajkowa impreza u Mateusza i Pauliny w składzie staro-liskowym. Liskowym bym go nie nazwał, bo Miłosz z Olą na razie ełccy, a Emila z Michałem nadal białostoccy. Coś zjedliśmy, trochę popilismy, trochę planszówek i innych gier. Przyjemny wieczór.

  • Kolejny rok

    Kolejny rok mi trzasnął nie wiadomo kiedy. Się nazmieniało, a Photosy mi przypominają, że kilka lat temu się wylegiwaliśmy na słoneczku. A teraz tutaj się nam zima zaczyna, ciemno wcześnie, śnieg, zimno. Brrr.

    Robota na budowach jakoś idzie. Skończyliśmy lanie posadzki w basenie w ostatniej chwili, bo kilka dni później dostarczyli dwie ciężarówki styropianu na ocieplenie i akurat mogliśmy go wsadzić w basen. No i mamy na domie strop. Równiejszy od chudziaka. Teraz tylko trochę czekania i miejmy nadzieję, że niedługo będzie dach.

    Marysia nam ładnie rośnie na szczęście, tylko straszna mamoza jej się włączyła. Ani nijak się nie da dłużej bez mamy pobyć, nie da się pospać nie u mamy na rękach. Z Gosią wszędzie… również na sobotnie urodziny Zuzi.

    A Karmel od wtorku w kołnierzu. Kastracja + usunięcie torbieli z okolicy oka. Biedny przyjechał we wtorek, a w środę już jakby nie pamiętał o zabiegu. Weź i go oszczędzaj, jak głupawki dostaje bo na razie na spacery nie chodzimy… Jeszcze tydzień mu został.

  • Robota stoi…

    Tylko robota przy domu oczywiście, bo my dzielnie pracujemy dalej! Robota stoi bo tartak się opóźnia z dostawą więźby. Przekładają już kolejny raz, ciekawe co powiedzą w przyszłym tygodniu… A do tego kolejny raz zostaliśmy pozbawieni dachówek… Nie dość, że sama budowa domu jest dość stresująca, to jeszcze dokłada się sytuacja materiałowa.

    Sami kończymy basen, ze względów oszczędnościowych uznaliśmy, że sami wylejemy posadzkę na ogrzewaniu podłogowym. I prawie nam się udało, gdyby nie zabrakło żwiru do betonu…

    Marysia jeździ po lekarzach. We zeszły wtorek i ostatni – podróże do Grajewa na sprawdzanie pępka. Na szczęście już się wszystko zagoiło, została tylko malutka przepuklina – do zrobienia kiedyś w przyszłości. W środę kolejne szczepienie, ale nie mam pojęcia na co. Oprócz podróży od poniedziałku (8-go listopada) zaczęło się gaworzenie pełną gębą. Już ślicznie zaczyna do nas gadać.

    Zaczął się listopad. Mimo święta, wolnego na poniedziałek nie brałem – nie widziałem sensu na korzystanie z dnia wolnego na jeżdżenie po cmentarzach. Ale zarezerwowałem sobie pół miesiąca wolnego na święta, wtedy sobie człowiek odpocznie. Natomiast w tym tygodnia na 11 listopada i piątek zaraz po nim wolne wziąłem.

    Weekendy mocno imprezowo. W zeszły weekend mama pojechała na “szkolenie” razem z żonami innych ludzi z firmy taty. A ten weekend zaczęliśmy już od czwartku na imprezie patriotycznej z Mariuszem który nas odwiedził z Grodziska, Olafami, Elą i Miłoszami.

    W sobotę po laniu betonu pojechaliśmy do Ełku spotkać się Miłoszem, Olą i Kubą. Dość cichy wieczór przy planszówkach. A w niedzielę urodziny Oskara u Karola i Martyny. Dłuuugi dzień, zaczęliśmy pić w południe a do domu wróciliśmy koło 22…