Zasób słownictwa córki się powiększa, jest już mama i baba. Teraz czekamy na tatę i dziadzię które już czasami jakby słychać. Wygląda na to, że rozwój też jest w porządku, bo po początkowej ciszy Marysia zaczęła sama siadać i tylko patrzeć jak się zacznie chodzenie. Ale skoro wizyta u fizjoterapeuty już zaklepana to i tak się wybierzemy.
Zeszły weekend dość nietypowy i zajęty. Razem z tatą i Olafem zapakowaliśmy się w sobotę w samochód i ruszyliśmy do Włoch nawiązywać kontakty biznesowe z firmą produkującą klimatyzatory do pomp ciepła. Fajne i zgrabne urządzenia i chyba nawet w domu sobie zamontujemy jedno, albo dwa. Tylko podróż trochę męcząca, łącznie ponad 30 godzin w samochodzie (i dwie na skuterze!)
Zaraz po przyjeździe wpadli do nas Zawisze na krótki dwudniowy wypad kajakowy z okazji urodzin Ewy Balcerek. Na to już się nie wybralismy, pojechali sami rodzice, a po powrocie Zawisze zostali aż do niedzieli.

W międzyczasie chłopaki skończyli kleić ocieplenie (za które niestety trzeba zapłacić), w końcu po miesiącach oczekiwania dostaliśmy telefon, że są dachówki (za które też trzeba zapłacić), a w sobotę powiesiliśmy z tatą rekuperator pod sufitem na basenie (przynajmniej to już opłacone). A kiedy my z tatą wciągaliśmy dwieście kilo pod sufit, Gosia z Marysią odwiedziły kolejny z serii kinderbali Liskowych, urodziny starszej Marysi.





